Pomagaj z KamiX: wołanie o pomoc – hejt w odpowiedzi

Czas na kolejny wpis z cyklu „Pomagaj z KamiX”. Znalazłam kilka kolejnych zbiórek osób, które podobnie jak wspomniana TUTAJ Ewa zmagają się z chorobami, samotnością, brakiem pieniędzy i niestety nie tylko. Zachęcam do pomagania razem ze mną poprzez udostępnianie linków do zbiórek lub chociaż symboliczne wpłaty. Zanim jednak napiszę o kolejnych osobach potrzebujących pomocy, chcę wyjaśnić, dlaczego właśnie takim osobom najbardziej należy się wsparcie, a ich wołanie o pomoc jest niestety ignorowane.

„Niewidzialni”

Nazwałam ich niewidzialnymi. Dlatego, że ich wołanie o pomoc i zbiórki toną w lawinie zbiórek na dzieci. Dzieci, które mają zdrowych rodziców, którzy mogą normalnie pracować. I nie tylko rodziców, bo całe rodziny – dziadków, wujków, ciocie. Tymczasem osoby, którym ja staram się jakoś pomóc, to osoby samotne. Samotne ze swoimi chorobami, cierpieniem i problemami nie tylko finansowymi. Takim osobom najtrudniej jest zarówno prosić o pomoc, jak i ją uzyskać. One doskonale wiedzą, jak wiele jest zbiórek, jak wiele dzieci potrzebuje pomocy. Tymczasem te osoby bez pomocy też mogą umrzeć.

Niestety, samotność też utrudnia uzyskanie pomocy. Co innego, gdy ma się grono znajomych, którzy mogą udostępnić link do zbiórki swoim znajomym. Znajomi znajomych nie uznają osoby ze zbiórki za obcą skoro udostępnił ją ich znajomy. Skoro udostępnił, to jest dla niego ważna. Łatwiej zaufać znajomemu niż zupełnie obcemu człowiekowi. Oprócz tego trudność uzyskania przez młodszych lub starszych dorosłych pomocy związana jest także z ich wiekiem. Ludzie niestety wolą pomagać dzieciom. Twierdzą, że młode, dorosłe osoby nie mają prawa być chore, że dorosłe osoby sobie powinny poradzić, a dzieci są bezradne i nie zasługują na cierpienie. Dorosły też nie zasługuje na wegetowanie i strach, że nie starczy na leki! Dlatego ja mam gdzieś zbiórki na dzieciaki, które mają rodziców, a wspieram osoby dorosłe i samotne ze swoim cierpieniem. Nie udostępniam zbiórek z konkretną kwotą do uzbierania.

W przypadku osób samotnych, schorowanych i niemogących pracować nie ma tak, że konkretna kwota ich uratuje. Niestety. Takie osoby potrzebują regularnej pomocy, cały czas. Tutaj potrzeba dobrych ludzi, którzy regularnie, choć raz w miesiącu będą wracać chociażby z drobną kwotą. Niestety ludzie nie mają ochoty kogoś utrzymywać, a tymczasem 20 czy 50 zł co miesiąc to nie jest utrzymywanie, a nieocenione wsparcie – koszt kilku obiadów albo jednego leku. Dlatego właśnie takie osoby wspieram.

Hejt za wołanie o pomoc

„Ja bardzo przepraszam za tą zbiórkę i że prosiłam o pomoc, dzisiejszego dnia dostałam już kilka wiadomości, że nie powinnam tego robić bo tyle chorych dzieci umiera.” pisze pani Helena z Torunia. Starsza kobieta zawsze starała się pomagać, ale jak widać niestety nie zawsze dobro wraca. Przepraszać za to, że się potrzebuje pomocy? Serio? Tu nie ma za co przepraszać! Każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji i nie mamy prawa hejtować kogoś za to, że prosi o pomoc! Bo tyle dzieci umiera. No sorry, ale czy dzieciaki to pępki świata? Bo dzieciaki umierają, to ta pani ma wegetować albo umrzeć? No paranoja!

Ponadto pod reklamą zbiórki ten pani na Facebooku są komentarze typu: „Do pracy nie można się wziąć?”, „Nie lepiej poszukać pracy?”, „Ja choruję i pracuję”. Wszyscy są ślepymi głupcami bez mózgów, bo mimo zdjęć nie widzą, że to starsza kobieta, a więc emerytka. Emerytura to nie czas na pracę, tylko na zasłużony odpoczynek na starość. Poza tym wyraźnie ona pisze w zbiórce, że nie może pracować z powodu stanu zdrowia. Ten, kto pisze, że choruje i pracuje to pewnie ma głupią cukrzycę, tarczycę albo coś innego, na co wystarczy wziąć jakieś leki i można funkcjonować. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wiele chorób odbiera sprawność i leki już nie pomogą.

Każdy tak samo zasługuje na pomoc, bez względu na to, czy jest dzieciakiem, młodym dorosłym czy seniorem! Pamiętajmy, że z wysokością emerytur bywa kiepsko, a nie brakuje wdowców, których małżonkowie mieli wyższe emerytury i po ich śmierci zostali oni w trudnej sytuacji. Pani Helena właśnie jest wdową po mężu, na którego leczenie musiała wziąć kredyt i teraz została z długami. Sama też ostatnio chorowała. Ma też dwa kotki, które są jej jedynym towarzystwem i przyjaciółmi i nie chce, by brakło im jedzenia. Pozostała ostateczność, czyli wołanie o pomoc. Można pomóc TUTAJ. Wprawdzie podana w zbiórce kwota jest już prawie zebrana, to warto zbiórkę obserwować, bo może być kontynuowana. Te 3 tys. nie wystarczą na zbyt wiele.

Choroby, które nie pozwalają na normalne życie

Ania ma 33 lata, tylko dwa lata więcej niż ja. Od urodzenia jeździ na wózku przez artrogrypozę. Porzucona przez rodziców została wychowana przez dziadków, a teraz w dorosłości zdana jest na samą siebie. Takie osoby nie mają życia towarzyskiego, bo nie są w stanie nigdzie się wybrać z powodu niepełnosprawności i braku pieniędzy. Ania coraz bardziej cierpi z powodu swojej choroby i innych dodatkowych dolegliwości. Podobnie jak Ewa, Ania nie może czekać na wizyty na NFZ. Musi stale zażywać leki, by móc zmniejszyć koszmarny ból. Pomóc Ani można TUTAJ. Kolejna zbiórka, która mnie mocno poruszyła to zbiórka kolejnej seniorki, 77-letniej pani Barbary, która zmaga się z chorobą Parkinsona oraz problemami ze stawami. Przeszła już kilka operacji bioder i kolan. Jest samotna i ma marną emeryturę, z której dodatkowo musi utrzymywać upośledzonego intelektualnie syna. Ta zbiórka dopiero się zaczyna. NIKT JESZCZE NIE WPŁACIŁ NIC! Do dzieła więc – klikamy TUTAJ i pomagamy!

Ostatnią osobą, o której chcę dzisiaj wspomnieć jest pan Grzegorz, który po trudnym dzieciństwie, przemocy ze strony ojca i biedzie doświadczył kolejnych problemów. Jest po udarze mózgu i podobnie jak wyżej wspomniana pani Barbara zmaga się z chorobą Parkinsona. Nie ma własnego mieszkania, a przez to wszystko cierpi też na depresję i nerwicę lękową. Pana Grzegorza wspieramy TUTAJ. Ta zbiórka też chyli się pomału ku końcowi, ale w sytuacji tego pana również można się spodziewać odnowienia. Jeszcze miałam na oku kiedyś zbiórkę kobiety w tej samej sytuacji co wspomniana kiedyś już Ewa i nawet z tego samego miasta. Jednak nie mogę teraz znaleźć tej zbiórki, być może została zakończona. Postanowiłam wspomnieć o tych kilku osobach w jednym wpisie, bo nie ma czasu na rozdrabnianie się i pisanie o każdym z osobna. Nie mogę dodawać takich wpisów jeden po drugim, tylko co jakiś czas.

Dostrzegajmy „niewidzialnych”

Nie bądźmy obojętni. Nie dajmy się zawalić zbiórkami na dzieci. Zauważajmy takie osoby, które też zasługują na pomoc. Nie chcielibyśmy nigdy znaleźć się w takich sytuacjach, jak ci ludzie i stać się niewidzialnymi. Spróbujmy sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji – nie mamy na leki, jedzenie, opłaty, a nasze wołanie o pomoc jest ignorowane. Jak byśmy się czuli stojąc pod ścianą z groźbą śmierci albo wylotu na bruk z mieszkania i widząc, że na zbiórce nic nie rusza się do przodu? Teraz tym bardziej zwracajmy uwagę na takie osoby, bo idzie zima, która dla nich jest ciężkim czasem. Nikt na zimę nie chce zostać bez prądu czy ogrzewania. Ciepłych ubrań ci ludzie też sobie nie wyczarują. Pomoc nie jest trudna, to tylko kilka kliknięć i dosłownie chwila, by wpłacić drobną kwotę czy udostępnić link.

Kochani, na koniec jeszcze zmuszona jestem poinformować, że dopiero za kilka dni będę mogła ten wpis opublikować na Facebooku. Niestety sama zmagam się od pewnego czasu z podłymi, złośliwymi hejterami i Facebookiem, który jest niestety po ich stronie… Myślałam, że przekabaciłam i ich i Fb. Założyłam drugie konto na kompletnie inne dane i było super. Udało mi się nawet połączyć to konto ze stroną, by móc ją prowadzić w razie bana na głównym koncie. Teraz mam zablokowane główne konto, a do tego zablokowano mi i to drugie. Na szczęście do końca bana na głównym już niewiele, ale i tak jestem wściekła i załamana.

Najlepsze już są odpowiedzi od Fb na moje prośby o ponowną weryfikację. W nagłówku komunikatu „Potwierdziliśmy, że twój komentarz nie narusza standardów społeczności”, a w treści odwrotnie, że narusza. To w końcu narusza czy nie? Pisałam im przez managera firmy, bo to daje możliwość kontaktu na czacie z supportem, żeby się zdecydowali, ale z nimi nie da się dogadać. Nie ogarniają nawet co do nich piszę i zalecają durne metody, które nic nie dają, czyli jakąś Radę Kontrolną, która olewa po całości zgłoszenia. Przykre to bardzo…