Wypadki drogowe – dzięki tym kilku zmianom byłoby ich znacznie mniej!

Miałam dzisiaj pisać o czym innym – o przymusowym odbieraniu rodzicom dzieci z użyciem przemocy przez kuratorów, którego temat poruszył niedawno Filip Chajzer, pokazując nagrania z odbioru chłopca z Głogowa i nie tylko. Może jeszcze kiedyś o tym napiszę, ale dziś rano pojawił się inny temat. W Chełmie 10 małolatów po pijaku rozbiło się samochodem. Cud, że tylko dwie osoby zginęły. Innych ominęła selekcja naturalna. 10 pijanych małolatów wcisnęło się do małego auta. To się nie mogło skończyć inaczej. Pozostaje się cieszyć, że nie zabili nikogo innego. Większość wypadków powodują właśnie takie małolaty, które dopiero dostały prawko. Jednak wypadki zdarzają się ludziom w każdym wieku. Sporo powodują też seniorzy, o czym pisałam kiedyś w innym artykule. Zdarzeń jest stanowczo za dużo, a rosnące mandaty i zakazy prowadzenia pojazdów na nic się zdają. Wypadki drogowe są śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla sprawców, ale dla innych niewinnych uczestników ruchu. Jest jednak kilka rzeczy, które można by zrobić, żeby znacznie zmniejszyć ich ilość.

Czy 18 lat to odpowiedni wiek na prawo jazdy?

Patrząc na to, że najczęściej wypadki drogowe powodują dzieciaki w wieku 18-20 lat, siedzące za kółkiem BMW czy Audi, można mieć wątpliwości, czy jest to odpowiedni wiek na prawo jazdy. Warto też jednak spojrzeć na marki samochodów – tego typu pojazdy nie nadają się dla małolatów, którzy dopiero zrobili prawko. 18, a nawet i 20 lat, to dorosłość tylko metrykalna, na papierze. W głowie do dorosłości daleko. Nie należy mylić dorosłości metrykalnej z dojrzałością emocjonalną i mądrością życiową. Tego właśnie młodym brakuje i to bardzo, a mogą mieć prawo jazdy. Nie mówiąc już o uprawnieniach na motocykle czy quady, które mogą mieć dzieci chodzące jeszcze do szkoły. Już zaczyna się sezon na zabójców i samobójców na dwóch kółkach.

Przejdą kurs, zdadzą egzamin, dostaną prawko i wydaje im się, że są królami szos, zwłaszcza jeśli udało się im za pierwszym razem. Potem dostają od bogatego tatusia BMW, chcą zaszpanować przed kolegami, jadą na imprezę, wracają nawaleni, pędzą jak szaleni i kończą na drzewie, mając szczęście, jeśli oszczędziła ich selekcja naturalna i jeśli nie przydzwonili w inne auto i nie zabili kogoś innego. W dzisiejszym zdarzeniu dwie osoby tego szczęścia nie miały. Takie wypadki drogowe często kończą się tragicznie. 10 osób wcisnęło się do małego auta – albo wszyscy byli pijani, albo pozwolili pijanemu prowadzić i wsiedli z nim do auta. Tragedia na własne życzenie, przez siano w głowie.

Wydaje się, że taką dojrzałość emocjonalną, dorosłość w głowie osiąga się dopiero około 25 roku życia. Dopiero wtedy powinna być możliwość robienia prawa jazdy albo dopiero wtedy młodociany kierowca powinien stać się pełnoprawnym kierowcą. Tylko czy 25-latek, który dopiero zrobił prawo jazdy różni się od 18-latka pod względem wiedzy i umiejętności? Nie. Nieważne, w jakim wieku robisz kurs – zawsze uczysz się tego samego, a po egzaminie jesteś jak po każdym kursie zawodowym czy studiach. Nie masz żadnego doświadczenia. Na kursie posłuchasz wykładów, pojeździsz trochę po placu, trochę po ulicach miejscowości, gdzie robisz kurs i tyle. To jest nic. Jeździsz jednym samochodem, a auta są różne – duże, małe, sportowe, luksusowe, diesle, hybrydy, elektryki, z manualną lub automatyczną skrzynią biegów, z elektroniką lub bez. A ty po kursie umiesz jeździć tylko jednym. Robisz kurs w dużym mieście? Nie umiesz jeździć po autostradzie albo w terenie zalesionym. Robisz kurs w małym mieście lub na wsi? Też nie umiesz jeździć po autostradach, ekspresówkach i w dużych miastach. Nieważne, w jakim wieku robisz prawko – nigdy nie umiesz wszystkiego.

Zmiany w kursach i ograniczenia dla początkujących kierowców – to mogłoby przynieść skutek

Wydaje mi się, że gdyby na kursie była jakaś lekcja poświęcona wypadkom i policjanci poopowiadaliby trochę historii, a młodzi pooglądaliby trochę drastycznych zdjęć, może by się czegoś nauczyli. Zwłaszcza na kursach na motocykle by się to przydało. Ponadto w ramach zajęć praktycznych przydałoby się parę godzin zajęć na symulatorach – symulowane wypadki drogowe, symulowana jazda po autostradzie albo w dużym mieście w przypadku wiejskich szkół nauki jazdy. Wtedy przynajmniej kursanci rozumieliby, jak różne są pojazdy, drogi i sytuacje. Egzamin powinien mieć jeszcze jedną część – testy psychologiczne.

W dodatku po zdaniu egzaminu powinien być okres przejściowy (dla tych, co zdadzą w wieku 18-20 lat do 25 roku życia, a dla tych, co zdadzą później – 5 lat od egzaminu). W tym czasie taka osoba miałaby zakaz prowadzenia niektórych aut (dużych, suvów, luksusowych, zbyt szybkich – osoba dostałaby listę takich aut). Ponadto musiałaby jeździć zawsze z osobą będącą pełnoprawnym kierowcą (po okresie przejściowym) oraz wyrobić określony przebieg, oznaczający doświadczenie, np. min. 1000 km na rok. Do tego zakaz przewożenia innych pasażerów (oprócz osoby towarzyszącej) i zatrudniania przez firmy jako kierowców osób w okresie przejściowym. Firmy i każdy sprzedawca aut mieliby wgląd w rejestr osób będących w okresie przejściowym.

Oczywiście złamanie tych zasad (jazda nieodpowiednim autem, samopas itd. skutkowałyby wysokimi karami). Uważam też, że w przypadku, gdy wypadek powoduje małolat w wieku 18-20, pociągnięci do odpowiedzialności powinni zostać również rodzice. W tym wieku nie ma się pieniędzy na auto, aczkolwiek dziwi mnie to, że ludzie marudzą, że nie stać ich nawet na wynajem mieszkania, ale auto ma każdy, nawet 18-latek, który ledwo zdał prawko. Jakby kółka były ważniejsze, niż dach nad głową, a roczny wynajem kosztuje z połowę albo i 1/3 ceny nowego samochodu. Takie osoby mają auta od rodziców – albo rodzice pożyczają im swoje, albo, jak są bogaci, fundują dzieciakowi samochód. Do tego dopóki dzieciak mieszka z rodzicami i żyje z ich kasy, dopóty rodzice za niego odpowiadają. Wtedy rodzice dwa razy zastanowiliby się, zanim daliby małolatowi auto, a zwłaszcza takie, jak BMW czy Audi.

Rejestr przestępców drogowych do publicznej wiadomości

Nie tylko świeżaki po kursie powodują jednak wypadki drogowe. Zdarza się to osobom w każdym wieku, często po alkoholu. Mandaty nic nie dają. Jakoś ludzie mają na nie pieniądze albo ugrywają w sądzie swoje. Zabierania prawa jazdy czy auta też nic nie daje, bo ludzie nadal jeżdżą bez prawka, a samochód łatwo zdobyć (kupić lub pożyczyć). Bardzo dużo wypadków powodują osoby jeżdżące bez uprawnień lub po alkoholu. Ten problem rozwiązałby moim zdaniem rejestr przestępców drogowych, na który trafiałyby trzy grupy osób. Po pierwsze osoby, które przekroczyłyby limit wykroczeń (zebranych punktów karnych), po drugie osoby, które zostały przyłapane na jeździe po alkoholu, znacznie przekroczonej prędkości, czy spowodowały kolizję bez poważnych konsekwencji, a po trzecie osoby z zatrzymanym prawkiem i zakazem prowadzenia pojazdów.

Rejestr oczywiście powinien być dostępny do publicznej wiadomości, aby sprzedawcy, wypożyczalnie, firmy zatrudniające kierowców lub osoby na stanowiska z pojazdami służbowymi, mogły sprawdzić każdego delikwenta, czy nie jest w rejestrze i odmówić sprzedaży auta albo zatrudnienia. No i groziłyby kary za sprzedaż, pożyczenie auta takiej osobie lub zatrudnienie kogoś takiego. W dodatku firmy powinny mieć obarczony surowymi karami, zwłaszcza w razie zdarzeń, obowiązek weryfikowania sytuacji zatrudnionych kierowców i kontroli ich stanu przed wyjazdem w trasę i po powrocie. Taki rejestr publiczny z grożącymi konsekwencjami za obecność w rejestrze na pewno utemperowałby niejednego pirata drogowego lub alkoholika.

Wypadki drogowe a problemy zdrowotne

Ostatnio w Krakowie miał miejsce bardzo poważny wypadek. Na ul. Opolskiej ciężarówka staranowała kilka samochodów. Osoby nimi jadące miały mnóstwo szczęścia. Okazało się, że kierowca ciężarówki prawdopodobnie zasłabł. Nie dowierzam w to, bo w artykułach były informacje, że kierowca był trzeźwy, co znaczyło, że został przebadany na miejscu alkomatem, więc musiał być przytomny. Owszem, zasłabnięcie może się zdarzyć zdrowej osobie ze stresu czy przemęczenia, a kobiecie nawet z powodu okresu, ale najczęściej jednak wiąże się z jakimś problemem zdrowotnym, najczęściej krążeniowym. Wypadki drogowe w wyniku zasłabnięcia kierowcy wcale nie są rzadkością. Tymczasem nie ma przeszkód, żeby prawo jazdy robiły i jeździły autami nawet osoby niepełnosprawne (nawet są specjalne miejsca do parkowania dla takich osób).

Kiedyś krążył po Facebooku materiał o głuchym kierowcy taksówki. Wszyscy bili mu brawo, a mi ręce opadły. Jakim cudem ktoś głuchego dopuścił w ogóle do kursu prawa jazdy, egzaminu (trzeba słyszeć polecenia instruktora i egzaminatora) i w dodatku zatrudnił do przewozu ludzi. Oby to był fejk. Uważam, że osoby głuche, niewidome lub ze znacznym niedowidzeniem, niedosłuchem, niechodzące, upośledzone intelektualnie czy z cięższymi chorobami przewlekłymi z ryzykiem nagłych ataków, pogorszeń stanu, wymagającymi brania leków, po których nie można kierować (padaczka, hipoglikemia, problemy kardiologiczne, neurologiczne) nigdy nie powinny być kierowcami. A osoby z lekką niepełnosprawnością, wadami wzroku, schorzeniami, które mogą się pogarszać z czasem, powinny być zobowiązane do odnawiania zaświadczenia lekarskiego nawet co pół roku.

Podobnie w przypadku osób starszych, które też powodują wypadki drogowe i to niemało. W przypadku seniorów problemem jest jednak nie tylko wiek i coraz większe ryzyko chorób, skutków starzenia się i nagłych stanów. Problemem jest też pamięć, koncentracja i trudności z przyswajaniem nowych rzeczy, przez co seniorom trudniej nauczyć się prowadzić nowoczesne samochody, ogarniać zmiany w przepisach czy na drogach (remonty, objazdy, nowe drogi itp.). W dodatku takie osoby częściej jeżdżą starszymi samochodami, które są narażone na awarie. Jednak najczęstszą przyczyną wypadków są problemy zdrowotne i umysłowe, wynikające z wieku. Zdrowe osoby po 50 roku życia powinny raz do roku odnawiać zaświadczenie lekarskie, robiąc zarówno badania fizyczne, jak i psychologiczne. Osoby z problemami zdrowotnymi dopuszczone do jazdy oraz osoby po 65 roku życia już co pół roku. Po skończeniu 75 lat powinno się dożywotnio unieważniać prawo jazdy i dowód rejestracyjny samochodu seniora.

Wypadki drogowe stanowią jedną z najczęstszych przyczyn śmierci. W dodatku giną często niewinne osoby. Bardzo często zdarza się, że sprawca wychodzi bez szwanku, a ginie pasażer albo ktoś z innego samochodu. Jeśli chcemy zmniejszyć liczbę wypadków, zwłaszcza śmiertelnych, zmiany w przepisach są konieczne. Potrzebne są bardziej życiowe konsekwencje przewinień drogowych, niż same mandaty czy zabranie auta. Okres przejściowy z ograniczeniami dla nowicjuszy, publiczny rejestr przestępców drogowych, trudności w kupieniu nowego auta, zatrudnieniu, większe kary za drogową recydywę – to przyniosłoby wg mnie lepsze efekty. Na razie to trudno czuć się bezpiecznym, zarówno jako kierowca jeżdżący zgodnie z przepisami, jak i jako pieszy czy rowerzysta.

_________________________________________________________________________

Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 W dodatku wspierasz Zwierzogranie! 10% od każdej kawy wpłacę na zbiórkę! A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.