Felieton: Pociąg do… zderzenia z pociągiem
Czasami zastanawiam się, skąd niektórzy ludzie mają prawo jazdy, bo zachowują się na drodze tak, jakby znaleźli je w chipsach, bo trudno uwierzyć, że jakimś cudem zdali egzamin. O zgrozo, nawet zawodowi kierowcy robią takie rzeczy, że włos się jeży na głowie. Ostatnio plagą jest wjeżdżanie pod opadające rogatki na strzeżonych przejazdach kolejowych. W większości przypadków udaje się uniknąć tragedii, a ja mam nadzieję, że ci kierowcy rozumieją, że mają więcej szczęścia, niż rozumu, bo niedawno doszło jednak do tragedii na przejeździe kolejowym, która powinna uświadomić wszystkich kierowców, jak niebezpieczne są zderzenia z pociągiem.
Głusi, ślepi, a może po prostu głupi?
Naprawdę trudno zrozumieć ludzi pchających się pod opadające rogatki. O ile takie sytuacje mogą się zdarzać na przejazdach niestrzeżonych, o tyle na strzeżonych nie powinny mieć prawa się wydarzać, a jednak. Dlaczego ludzie mają świadomość, że przed niestrzeżonym przejazdem należy się zawsze zatrzymać, a przed strzeżonym nikt nie ma na to ochoty? Pociąg do…zderzenia z pociągiem? Wjeżdżanie pod rogatki jest co najmniej dziwne. Przecież najpierw włącza się sygnalizacja świetlno-dźwiękowa i wiadomo, że jedzie pociąg i rogatki zaraz opadną. Czy kierowcy są ślepi, głusi? Jak tak, to nie powinni mieć w ogóle prawa jazdy. Ale mi się wydaje, że są po prostu głupi, co widać po ich zachowaniu, kiedy już pod te rogatki wjadą.
Wjeżdża taki przygłup pod rogatkę i za chwilę wpada w panikę. Przestaje w ogóle myśleć. Co chwila w internecie pojawiają się nagrania z monitoringu z takimi sytuacjami. Jak już taki wjedzie pod te rogatki to się nagle zatrzymuje. Zapomina, że rogatkę można łatwo wyłamać. Nie zapomnę jak kilka lat temu karetka wjechała pod rogatki i zamiast wyłamać rogatkę, to kierowca zaczął głupio kombinować i ustawiać się bokiem do torów. Pociąg oczywiście staranował karetkę, co skończyło się śmiercią lekarza i ratownika. Ostatnio znowu po internecie rozniosło się nagranie autobusu miejskiego w Łodzi, którego kierowca wjechał pod opadającą rogatkę i też zapomniał, że może ją wyłamać. Na szczęście nic się nie stało, ale naraził zdrowie i życie pasażerów. Poważny wypadek miał jednak miejsce 9 września w Sokolnikach suchych, gdzie pojazd-betoniarka wjechał na przejazd i doszło do zderzenia z pociągiem. Wykoleiła się przez to lokomotywa i pierwszy wagon pociągu. Rannych zostało około 20 osób, w tym maszynista i kierowca samochodu, a jedna z pasażerek zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Chciałoby się, żeby to zdarzenie bylo nauczką, ale jeśli głośny wypadek karetki sprzed kilku lat niczego nikogo nie nauczył, to i o tym wszyscy niestety szybko zapomną.
Aż tak się ludziom spieszy?
Głupota, ślepota, a może jednak pośpiech? Ludziom po prostu chyba nie chce się zatrzymać na chwilę i poczekać aż przejedzie pociąg. Z jednej strony ten pośpiech dziwi, ale z drugiej niekoniecznie, bo nie da się ukryć, że cały proces uruchamiania blokady przejazdu trwa za długo. Najpierw włącza się sygnalizacja świetlno-dźwiękowa, a dopiero po chwili opadają rogatki i to często powoli. Z kolei od opadnięcia rogatek do przejazdu pociągu mijają kolejne minuty. Ludziom nie chce się czekać i jak widzą włączoną sygnalizację to uznają, że zdążą przejechać, zanim opadną rogatki. I często nie zdążają. W takiej sytuacji, zamiast panikować, należy pamiętać, że można rogatki łatwo wyłamać. Wypadałoby potem zapłacić za zniszczenie mienia, ale liczy się to, żeby przeżyć i uratować pasażerów, jeśli jest się kierowcą autobusu czy busa.
W Łodzi nawet samochód, który zatrzymał się za autobusem, zostawił miejsce na wycofanie, a kierowca autobusu miał to gdzieś. A jeśli nie ma się już szans, to pozostaje uciekać z auta i mieć nadzieję, że w wyniku zderzenia z pociągiem nie dojdzie do jego wykolejenia i tragedii innych osób. Kiedyś miał miejsce wypadek 18-latki, która zdawała egzamin już po raz któryś z kolei. Dziewucha wjechała na przejazd i zginęła, a egzaminator cudem zdążył uciec i jeszcze miał przez to problemy, bo ją zostawił, a przecież nie było na nic czasu. Gdyby ją ratował to mogłoby dojść do podwójnej tragedii.
Inna sprawa, że czasem pechowo może zdarzyć się jakaś awaria samochodu akurat na przejeździe. W takiej sytuacji należy zwiewać z auta i tyle. Niedawno widziałam taki filmik, gdzie komuś podczas przejazdu przez tory odpadło koło i świadkowie z innych aut natychmiast rzucili się na pomoc i pomogli kierowcy zepchnąć w porę samochód z torów. Czasem to pech, ale i takim sytuacjom można zapobiec, robiąc regularnie przeglądy samochodu i sprawdzając stan kół i opon. Jednak znacznie częściej sytuacje na przejazdach są wynikiem zwyczajnej głupoty i ignorancji kierowców.
Wyższe kary za niezatrzymanie przed przejazdem – czy to coś da?
Po wypadku w Sokolnikach Suchych rząd zapowiedział zmiany w prawie i przyjął projekt ustawy zaostrzający kary za wykroczenia na przejazdach kolejowych. Ignorowanie czerwonego światła, znaku stop lub sygnalizacji i rogatek na przejazdach ma skutkować odebraniem prawa jazdy na 3 miesiące, 15 punktami karnymi i mandatem w wysokości 2000 zł, a za recydywę nawet 4000 zł. Policja zapowiada też surowsze kontrole m.in. przy pomocy dronów. Z kolei za spowodowanie wypadku na przejeździe kolejowym, prawo jazdy ma być odbierane na 3 lata. Tylko czy te przepisy będą egzekwowane? Jak? Masa osób jeździ bez uprawnień, mimo zakazu prowadzenia, bo zostanie złapanym przez policję do kontroli to loteria. No i trudno, żeby policja całymi dniami miała na oku wszystkie przejazdy kolejowe w całym kraju. To tak samo nierealne, jak patrolowanie każdego odcinka każdej drogi.
Najlepszym wyjściem byłyby fotoradary na przejazdach, które robiłyby zdjęcia takich niesfornych kierowców, którzy potem dostawaliby list z mandatem albo wezwaniem do stawienia się na policję. Przydałoby się też przyspieszyć procedurę sygnalizacji i opuszczania rogatek, bo trwa to za długo i ludziom nie chce się stawać i czekać. Ewentualnie rogatki można by zamienić na słupki błyskawicznie wysuwające się z ziemi w momencie uruchomienia się sygnalizacji świetlno-dźwiękowej. Wtedy by nie było żadnych szans na wjazd na przejazd. Jednak nasi rządzący są za słabi, żeby coś takiego wymyślić. Najlepszym rozwiązaniem jest więc przede wszystkim rozsądek i myślenie, tylko że wielu ludziom go brakuje, nie tylko za kierownicą.



