Ataki w szkołach – dlaczego mają miejsce i czy można im zapobiec

W ostatnim czasie przemoc szkolna przekroczyła pewne granice. Uczniowie zaczęli przeprowadzać ataki z użyciem ostrych narzędzi. W wyniku tych ataków cierpią, a nawet giną niewinni ludzie. Czy musiało do tego dojść? Co popycha nastolatków do takich czynów? Czy można jakoś zapobiec takim sytuacjom i zrobić coś, by takie ataki w szkołach się nie powtarzały?
Seria ataków w szkołach – sposób, żeby zaistnieć?
Najpierw 11-latek ranił nożem 10-latkę. Następnie odkryto, że 13-latek planował zamach w swojej szkole. Pisał o tym w internecie, a w domu miał ostre narzędzia. Po tych dwóch zdarzeniach nastąpiła cała seria ataków. 19-latek zaatakował w szkole w Ostrołęce, raniąc pięcioro uczniów i dwóch nauczycieli, a podczas ucieczki jeszcze dwie osoby w parku. Ranił też sam siebie, a wcześniej dodatkowo porzucił w szkole plecak z ładunkiem wybuchowym. Później nastąpił atak najtragiczniejszy w skutkach – w miejscowości Leszczydół-Nowiny 15-latek ranił śmiertelnie woźną. Kolejny atak przeprowadziła 21-latka w Warszawie, raniąc trzy osoby pod swoją szkołą dla dorosłych. W międzyczasie został udaremniony atak 17-latka w Sierpcu, bo nauczyciele wezwali policję po tym, jak chłopak groził atakiem, mając przy sobie dwa noże. Ataki w szkołach mają miejsce nie tylko w Polsce. Doszło też do tragicznego w skutkach ataku na Słowacji, gdzie z rąk 13-latka zginęła nauczycielka oraz o rok starsza uczennica. Kilka innych osób zostało rannych. Ataki w szkołach zdarzają się też w innych krajach, ale nie w aż takiej skali, jak w Polsce.
Wszystkie te zdarzenia postawiły na nogi policję w całej Polsce. Zaczęły się patrole pod szkołami i sprawdzanie internetowych komunikatorów i Social Mediów. Zatrzymano dziesiątki osób, które publikowały treści z groźbami kolejnych ataków, czy posiadały ostre narzędzia przy sobie lub w domu. Pozwoliło to na pewno zapobiec kolejnym atakom. Na razie zrobiło się spokojniej, ale nie można liczyć na to, że nie będzie kolejnych takich zdarzeń. Policja nie może pilnować wszystkich szkół i siedzieć non stop w internecie. Takie działania są na dłuższą metę nierealne. Reagowanie na niepokojące sygnały i prowadzone w szkołach szkolenia, dotyczące reagowania w razie ataku, są potrzebne, ale przede wszystkim trzeba przyjrzeć się tematowi głębiej i zastanowić nad przyczynami tych ataków. Na pewno kolejne ataki w szkołach mogły być skutkiem nagłaśniania poprzednich.
Pisałam już kiedyś o tzw. społecznym dowodzie słuszności. Czyny jednych osób powodują, że kolejne robią to samo. O każdym ataku media trąbiły na potęgę. Mogło to skłaniać do działania kolejne dzieciaki, niezależnie od tego, czy planowały atak od dawna, czy decydowały się na to spontanicznie pod wpływem tego, co się działo. Na pewno należy podejrzewać, że nagłaśnianie kolejnych ataków może sprawiać, że kolejne osoby podchwytują pomysł na to, żeby zaistnieć, zwrócić na siebie uwagę, żeby świat o nich usłyszał. Jednak za chęcią zwrócenia na siebie uwagi przez krzywdzenie innych, a wręcz zabijanie, stoją inne poważne przyczyny, które należy zauważyć. I powinni je zauważyć w szczególności rodzice oraz nauczyciele.
Internet pod lupą – czy to przyczyna agresji?
Kolejne ataki w szkołach spowodowały, że oczy wszystkich zwróciły się w stronę internetu. Pojawiło się nawet podejrzenie internetowego wyzwania ze względu na kamerę, którą miał na głowie 15-latek ze wsi Leszczydół-Nowiny. Było pewne, że chciał transmitować atak lub opublikować później nagranie w sieci. Jednak to, że ataki w szkołach mogły być efektem wyzwania, nie zostało potwierdzone. Co nie zmienia faktu, że internetowe wyzwania bywają bardzo niebezpieczne.
Przede wszystkim działa tu wspomniany społeczny dowód słuszności. Dzieciaki nie oglądają telewizji ani nie słuchają radia dla codziennych wiadomości. Informacje docierają do nich poprzez Social Media, gdzie kolejne artykuły wyskakują niemal tak samo, jak reklamy na stronach i trafiają błyskawicznie do o wiele większego grona, niż w tv czy w radio. Dzieciaki wręcz wysyłają je sobie nawzajem w komunikatorach i same publikują je na forach, gdzie rozmawiają i chwalą się planami na kolejne ataki w szkołach. W ten sposób jedne stają się autorytetami dla innych. Nie wspominając już o patotwórcach np. na TikToku, którzy wymyślają wspomniane wyżej wyzwania, publikują przemocowe treści i to ze świadomością, że są idolami tysięcy dzieciaków.
Kolejnym problemem internetu są nieodpowiednie, nawet nawołujące do przemocy treści i przemocowe gry, do których dzieciaki mają dostęp np. na Robloxie. No i wreszcie Internet daje dzieciakom dostęp do narzędzi AI, takich jak Chat GPT i inne czaty z botami. Bywa, że dzieciaki mają takich sztucznych przyjaciół, zamiast realnych i zwierzają się na czatach, pytają o rady, a AI niestety może doradzać źle i nakłaniać do przemocy. Mimo to internet sam w sobie nie jest przyczyną narastającej agresji dzieciaków.
Przyczyny ataków w szkołach – zaczyna się od domu… i szkoły
Najłatwiej wszystko zrzucić na internet, bo dzieciaki siedzą godzinami każdego dnia z nosami w telefonach lub przy komputerach. Prawda jest jednak taka, że internet jest jak coś łatwopalnego wrzuconego do ognia. Ogień wtedy bucha. Do rozpalenia ogniska potrzebna jest podpałka i źródło ognia. To, że coś płonie, to nie wina samego ognia ani tego, że coś jest łatwopalne. Ogień skądś się wziął. Łatwopalna rzecz została podpalona. A potem jak się jeszcze dokłada podpałki, ogień bucha, staje się większy. Tak samo jest z agresją. Najpierw coś powoduje negatywne emocje, które są jak małe ognisko i kiedy dojdzie do tego coś jeszcze, np. właśnie internet, dzieciak wybucha i pojawia się właśnie silna agresja. Nawet do tego stopnia, że dzieciak potrafi zabić. Najłatwiej zwalić na internet, a prawda jest taka, że wszystko zaczyna się w domu albo od samej szkoły. Ataki w szkołach mają kilka istotnych przyczyn:
1. Problemy psychiczne nastolatków
Zdrowa psychicznie osoba raczej nie ma ochoty atakować i zabijać innych, zwłaszcza przypadkowych osób. Coraz więcej dzieci ma problemy psychiczne, często niezdiagnozowane, bo nastolatki często nie mówią nikomu, że coś jest nie tak. Z kolei przyczyny tych problemów najczęściej tkwią w domu, w trudnym dzieciństwie. Nie każdy, kto dopuszcza się ataku w szkole, pochodzi z patologii, ale często właśnie trudna sytuacja w domu jest przyczyną problemów prowadzących do skrajnych zachowań.
19-latek z Ostrołęki był ofiarą przemocy domowej niemal od urodzenia, w tym w okresie pandemii, kiedy był zmuszony do tkwienia w domu z oprawcą, którym był oczywiście ojciec. Prawda wyszła na jaw po tym, jak zostało znalezione w mieszkaniu ciało jego ojca, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Niedawno wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał niecałe 3 lata wyroku za znęcanie się nad rodziną. Śmieszna kara, zważywszy na to, do czego ta przemoc doprowadziła.
Z kolei starsza siostra 15-latka z Leszczydołu-Nowin przyznała, że w domu często dochodziło do awantur, bo ojciec jest mocno nerwowy. Okazało się też, że w ich domu jest jeszcze jedno dziecko – niepełnosprawne. Dla zdrowych, starszych dzieci to trudna sytuacja. Niepełnosprawne dziecko jest jak pępek świata. Wymaga więcej uwagi, czasu, pieniędzy. Rodzice nie mają więc czasu dla zdrowych, odmawiają wyjścia gdzieś, bo się nie da, odmawiają zakupu czegoś. Nic dziwnego, że może dochodzić do awantur, bo zdrowe dzieci się buntują. Z drugiej strony nie chcą też zawracać zajętym rodzicom głowy swoimi problemami. I efekt jest, jaki jest.
Źródłem problemów psychicznych dzieci często jest także szkoła. Nienadążanie z nauką, przemoc ze strony kolegów, gnębienie przez nauczycieli. Ich obchodzi tylko zrealizowanie programu i ocenianie uczniów. Nie obchodzi ich, z czym uczniowie przychodzą do szkoły oprócz plecaka z książkami, piórnikiem, kanapką i strojem na WF. Tymczasem jeden uczeń widzi w szkole odskocznię od horroru w domu, ale styka się z gnębieniem przez nauczycieli czy kolegów, którzy jeszcze dokładają potem w internecie. Drugi każdego dnia wstydzi się, że musi iść do szkoły znowu w tych samych ciuchach po starszym bracie albo nie może znieść widoku objadających się kolegów, kiedy jemu skręca żołądek nad pustą śniadaniówką, bo znów rachunek albo alkohol był dla matki ważniejszy, niż jedzenie. Inny znów ma trudności z nauką i musi znosić nazywanie przez nauczycieli tumanem, nieukiem, leniem oraz wyśmiewanie przez kolegów, bo jak można tego czy tamtego nie rozumieć, podczas gdy połowa kolegów w klasie ma orzeczenia i z nimi nauczyciele pracują dłużej, chwalą ich za najdrobniejszy postęp i pozwalają dłużej pisać sprawdziany, na których mają prostsze pytania. To, że dzieciaki decydują się właśnie na ataki w szkołach, to nie przypadek.
Problemy psychiczne, których dzieciak nabawia się w domu lub szkole, odbijają się na dorosłości. Mózg staje się bombą z opóźnionym zapłonem i mamy sytuacje takie jak atak absolwenta po latach albo atak 21-latki w Warszawie w szkole dla dorosłych. Ostatnio została też zatrzymana studentka, która groziła w internecie atakiem na uczelni i okazało się, że w liceum była gnębiona przez nauczycieli. Problemy psychiczne z powodu trudnej życiowej sytuacji są podstawową przyczyną ataków w szkołach. Dzieciaki w ten sposób szukają uwagi, zemsty na oprawcach i tych, którzy widzieli, a nie reagowali, a przede wszystkim wołają o pomoc, bo wstydzą się przyznać do problemów, boją się oceniania, wyśmiania albo czują się osamotnione i mają wrażenie, że nie mają komu o problemach powiedzieć.
2. Nieodpowiedzialność i bezmyślność rodziców
Rodzicielstwo to odpowiedzialność za życie, które się wydaje na świat. Za małego człowieka, który kiedyś będzie musiał poradzić sobie sam w dorosłości, który będzie musiał pracować i sam kiedyś będzie rodzicem. Niestety rodzice nie zdają sobie z tego zupełnie sprawy. To oni powinni nauczyć dziecko odpowiedniego zachowania, szacunku do innych, radzenia sobie z problemami. Powinni rozmawiać z dzieckiem, widzieć jego problemy, pomagać i wspierać, kiedy tego potrzebuje. Tymczasem rodzice coraz gorzej wywiązują się ze swojej roli, przyczyniając się do problemów i agresywnych zachowań dzieci poprzez:
- Brak czasu dla dziecka – Ledwo dowiedzą się o ciąży, a już szukają żłobka. Tylko dziecko się urodzi, już szukają przedszkola albo niańki. Kiedy dziecko już chodzi do żłobka czy przedszkola, zaprowadzają nawet przeziębione, chore, z gorączką. Nie szanują godzin pracy placówek i odbierają dzieci dopiero po 17-18. Jak dzieciak ma iść do szkoły, to szukają dodatkowych zajęć, byle tylko dzieciak nie wracał do domu o 14 zaraz po lekcjach. Praca jest najważniejsza w życiu. Ważniejsza, niż dziecko. Po pracy ważniejsze są inne zajęcia w domu albo odpoczynek, bo wielce zmęczeni. Dla dziecka czasu nie mają w ogóle. Najlepiej oddać do przedszkola, posłać do szkoły i myśleć, że placówka wychowa dziecko za rodziców. Tylko że przedszkole czy szkoła nie jest od wychowania, tylko od edukacji i zapewnienia opieki dzieciom. Dobre maniery, szacunek do innych – to dziecko powinno wynosić z domu. Tymczasem zamiast rodziców dziecko wychowuje się na rówieśnikach, którzy nie zawsze są dobrym przykładem, bo większość ma rodziców takich samych. Z rodzicami więzi żadnej, bo rodzic ma dziecko gdzieś, więc dziecko też ma gdzieś i nie przyjdzie z żadnym problemem, bo uzna, że rodzic nic nie zrobi.
- Dawanie złego przykładu – Rodzice nie zdają sobie sprawy, że dzieci słyszą ich rozmowy. Słyszą, jak rodzice obgadują w niewybrednych słowach sąsiadów, kogoś z pracy, z rodziny. Słyszą, jak rodzice z kimś rozmawiają przez telefon i klną albo na kogoś krzyczą. Słyszą, jak rodzice komentują coś, co widzą w telewizji, słyszą w radio, czytają w internecie. Słyszą, jak ojciec wyklina kogoś, kto zajechał mu drogę podczas jazdy autem i wyzywa tego kogoś wulgarnie. I wreszcie widzą, co rodzice i w ogóle dorośli piszą w internecie. Rodzice sami z pogardą odnoszą się do innych, mówią o innych. Mówią w żartach o koledze z pracy, który zawalił robotę „no uduszę go”. Mówią o kimś, kto zarysował auto „no zabiję gnoja”. I dzieciakom się wydaje, że one też mogą tak mówić, skoro tak mówią rodzice.
- Złe metody wychowawcze – Dzisiejszych rodziców można podzielić na dwie grupy – fanów bezstresowego wychowania, którzy nie wyobrażają sobie nawet głosu podnieść na dziecko i fanów surowych kar, a nawet klapsów, bo sami dostawali od rodziców i jakoś wyrośli na ludzi. Niestety ani jedno, ani drugie podejście nie jest dobre. Fani bezstresowego wychowania niczego nie zabraniają, niczego nie każą. Spełniają każdą zachciankę dziecka, dają telefon do ręki, byle tylko mieć spokój. Zaczyna się od niemowlaka i robienia wszystkiego, byle nie płakało. Potem kilkulatek ryczy i krzyczy w sklepie o batonik lub zabawkę i rodzic kupuje, byle dzieciak przestał robić cyrk, bo wstyd. A potem nastolatek wrzeszczy, tupie, trzaska drzwiami, bo rodzic mówi „nie”. I tak samo agresywnie zachowuje się w stosunku do każdego, kto mu czegoś odmówi, bo rodzice nauczyli go, że wszystko mu wolno, wszystko mu się należy i zyska wszystko krzykiem i agresją. Z kolei fani surowych kar zakazują wszystkiego, zmuszają do wszystkiego i karzą ostro, jak dzieciak nie słucha. Szarpnięcie za włosy, klaps, krzyk, pas w ręce. Takie podejście skutkuje tym, że dzieciak czuje się ofiarą przemocy. Nie odczuwa zachowania rodziców jako kary za złe zachowanie. I potem uczy się, że tak samo może wszystkiego wymagać od innych i karać innych. Staje się agresywny wobec rówieśników, a potem staje się takim samym rodzicem dla swojego dziecka.
- Totalny tumiwisizm – Jak się pod artykułem o wypadku 10-latka na hulajnodze napisze „gdzie rodzice”, natychmiast jest wielkie oburzenie. „Do kaloryfera mam przywiązać?”, „Do 18 za rączkę mam prowadzić?” – takie podejście ma dziś większość rodziców. Kilkulatki wypadają z okien, bo mamuśki nawet w domu nie potrafią upilnować. Puszczają dzieciaki samopas, mając w dupie, gdzie idą, z kim się zadają, co robią. Od maleńkości telefon do ręki, pozwalanie na komputer, byle mieć spokój, ale co dzieciak robi w internecie już rodziców nie obchodzi. W końcu okazuje się, że rodzice nie znają własnego dziecka, bo nagle zostają wezwani do szkoły, bo dzieciak narozrabiał i wielce zdziwieni: „To niemożliwe, to dobre, grzeczne dziecko, w domu cichy, spokojny, muchy by nie zabił, to na pewno nie mój synek.”. I jeszcze jakie wyrzuty potrafią mieć o uwagę czy obniżone zachowanie. Tylko zapominają, że w szkole ich z dzieckiem nie ma i jak mamusia z tatusiem nie patrzą, dziecko może być zupełnie kimś innym. A potem nagle puka policja, bo dzieciak opublikował w sieci groźby, i w jego pokoju znajduje noże. Czytając te wszystkie historie o atakach w szkole czy zatrzymaniach dzieciaków, zastanawiam się, gdzie są rodzice, że nie mają pojęcia o tym, że dzieciak gromadzi arsenał ostrych narzędzi w pokoju. Najlepiej, jak tylko dzieciak staje się bardziej samodzielny, mieć gdzieś, kupować co dusza zapragnie, założyć konto w banku i mieć gdzieś, na co dzieciak kasę wydaje. A dzieciak zamawia noże albo inne tasaki, topory do dowolnego paczkomatu i rodzic nie wie nic. Potem mamy ataki w szkołach, szok, płacz, jak to moje dziecko, dlaczego.
- Nierówne traktowanie dzieci – Zanim podejmie się decyzję o kolejnym dziecku, należałoby się zastanowić, czy da się sobie radę z dwójką, trójką. Czy da się radę poświęcać im równo czas, czy da się radę wydawać podobne pieniądze na każde. Należy mieć też na uwadze, że kolejne dziecko może urodzić się chore albo zachorować lub stać się niepełnosprawne w przyszłości, a wtedy wyzwanie jest jeszcze większe. Młodsze rodzeństwo dla starszych dzieci potrafi być zmorą. Nie dość, że rodzice poświęcają młodszemu więcej czasu, to jeszcze każą mu ustępować, oddawać wszystko, zajmować się nim. Młodszemu kupią wszystko, a starszemu żałują kieszonkowego albo odmawiają pieniędzy na wycieczkę albo nowe buty. Przecież stare jeszcze dobre, nic, że inni go w szkole wyśmiewają, że chodzi ciągle w tych samych. I narasta frustracja, którą gdzieś trzeba wyładować.
Najgorsze jest to, że rodzice w ogóle nie widzą swojej winy w zachowaniu dziecka. Najlepiej krzyczeć na dziecko, bo ono krzyczy. Najlepiej szukać w internecie forów dla rodziców, grup w Social Mediach i wyżalać się na trudne zachowania dziecka, szukając porad, zamiast zauważyć, że ideałem rodzica się nie jest i w tym tkwi szkopuł.
3. Przyzwolenie na agresję
To zagadnienie ma dwa aspekty. Po pierwsze, szkoły przyzwalają na przemoc rówieśniczą, bo nawet jeśli mają wiedzę o jakichś przypadkach, niewiele z tym robią. Często ważniejsza jest reputacja szkoły albo rodziców agresora, bo to synuś nauczycielki albo córeczka jakichś ważniaków z wysokich stanowisk. Zresztą w ogóle nauczycielom niewiele wolno. Nie wolno nawet krzyknąć, bo zaraz biedny dzieciaczek leci z płaczem do mamusi i mamuśka wyskakuje na nauczyciela z ryjem – jak śmie, tak się nie robi, idę do dyrektora, złożę skargę do kuratorium! A dzieciakom wolno wszystko. A to, co dzieje się poza szkołą i domem (w sieci i kiedy dzieciaki się spotykają po lekcjach) nie obchodzi już nikogo – ani szkół, ani rodziców. A potem mamy ataki w szkołach, bo ofiara przemocy rówieśniczej, która nie doczekała się żadnej reakcji, szuka zemsty.
Po drugie, w szkołach jest coraz więcej dzieciaków z orzeczeniami. Autyzm, ADHD, OCD i inne zaburzenia, które mogą powodować ataki agresji. Bywają klasy 30-osobowe, w których nawet połowa dzieciaków ma orzeczenia. Jak ktoś ma jakąś chorobę, zaburzenie i orzeczenie, to od razu jest inaczej traktowany. Bo jak ma atak agresji, to nawet jak komuś coś zrobi, to nie jego wina, że jest zaburzony. Trzeba to akceptować, rozumieć. Nic, że zagraża bezpieczeństwu innych. Rodzice takich zaburzonych dzieciaków też nic sobie z tego nie robią i jeszcze wymagają zrozumienia. Nie raz czytałam artykuły o takich kłopotliwych uczniach terrorystach. Rodzice innych dzieci boją się je posyłać do szkoły i domagają się usunięcia agresora, a rodzice agresora rzucają argument, że edukacja jest obowiązkiem każdego, więc ich dziecko też ma prawo chodzić do szkoły. A nauczyciele są pomiędzy tym i nic nie mogą zrobić. A taki dzieciak z orzeczeniem, któremu się przyzwala na agresję, uczy się, że orzeczenie oznacza, że mu wszystko wolno, że dzięki zaburzeniu i orzeczeniu jest bezkarny. Dzieciaki takie wiedzą, też, że nawet dorośli z problemami psychicznymi nie idą do więzienia. I dlatego mamy ataki w szkołach.
4. Pobłażliwość dla agresji
Kolejnym powodem, przez który zdarzają się ataki w szkołach, jest pobłażliwość dla agresji dzieciaków. Jest widoczna zarówno w domu, jak i w szkole. Dawniej rodzice się nie patyczkowali. Za złe zachowanie były klapsy, w ruch szedł pas albo kabel od prodiża. Za karę nie było kieszonkowego albo był szlaban na komputer czy wychodzenie ze znajomymi. W szkołach też było zupełnie inaczej. Nauczyciel potrafił dać linijką po rękach, wytargać za uszy lub włosy, postawić do kąta, zostawić w „kozie” po lekcjach, wezwać rodzica do szkoły, po czym w domu była ostra pogadanka i pas na tyłek. Moja mama kiedyś widziała, jak moja klasa (1 albo 2 podstawówki) wyszła z wychowawczynią ze szkoły na spacer-wycieczkę i ktoś ostro rozrabiał, nie słuchał pani, więc pani go złapała i dała mu klapsa. Ani moja mama, ani nikt inny, kto widział zdarzenie, nie zrobił żadnej afery. Nawet dzieciak mamusi się z płaczem nie poskarżył, bo wiedział, że nie oberwał za niewinność. Dziś szkoły potrafią tylko dać uwagę do dziennika i obniżyć zachowanie, co na dzieciakach nie robi żadnego wrażenia. Dzieciaki czują przyzwolenie i są traktowane pobłażliwie. Nie wiedzą, co to wstyd. Jak ja byłam dzieckiem, to nawet drobne upomnienie za coś sprawiało, że paliłam się ze wstydu. Dzisiaj dzieciaki są zupełnie inne, nie mają do nikogo respektu, są panami świata.
Najgorsze jest jednak to, że prawo też jest zbyt pobłażliwe. Dzieciaki, nawet już takie po 10 roku życia, doskonale wiedzą, że jako nieletni nie pójdą do więzienia. Polskie prawo traktuje małoletnich do 18 roku życia jako niezdolnych do świadomego zaplanowania i popełnienia przestępstwa. Nieważne, czy chodzi o drobną kradzież, czy zabójstwo. Owszem po skończeniu 16 roku życia za najcięższe przestępstwa już można odpowiadać jak dorosły, ale poniżej 16 lat to już co najwyżej ląduje się w poprawczaku do osiemnastki. A poprawczak wcale nie resocjalizuje. Wcale nie zmienia młodych zwyroli w aniołki. Potem mamy trzydziestoparolatka, który wparowuje z nożem do klasztoru albo atakuje przypadkowe osoby na ulicy. Coraz więcej takich osób atakuje z nożami policjantów podczas zatrzymania. Jeśli dzieciak nie ponosi za swoje czyny odpowiedniej kary, wyrasta na dorosłego bandytę.
5. Ignorowanie sygnałów
Ostatnim istotnym powodem ataków w szkołach jest ignorowanie niepokojących sygnałów przez otoczenie. Wspomniałam już o tym, że rodzice nie mają pojęcia o tym, że dzieciak gromadzi w pokoju noże. 13-latek, który planował zamach w swojej szkole, wcześniej zabił kilka kotów. Gdzie, kiedy? Jakim cudem rodzice o tym nie wiedzieli? To ciekawe, że nikt z sąsiedztwa nie zwrócił uwagi na to, że stracił kota? Dzikich kotów dzieciak by nie złapał. Z kolei siostra 15-latka, który zabił woźną, powiedziała jeszcze, że chłopak wykrzykiwał, że spali kościół i zadźga ludzi, ale nikt tego nie brał na poważnie. No właśnie – słowa dzieci często nie są brane na serio. Najłatwiej pomyśleć, że dzieciak robi sobie żarty. Tylko warto zauważyć, że podpalenie kościoła, czy zamiar zabijania, nie brzmi jak żart. A nawet, jeśli byłoby to tylko takie gadanie, to należy zareagować i to zweryfikować, a nie ignorować, bo nawet dzieciak, który tylko tak gada, ma poważne problemy, bo tak nie gada nikt normalny.
Ataki w szkołach – czy można im jakoś zapobiec?
Całkowicie zapobiec się nie da, ale można zrobić wiele, by ataki w szkołach nie były aż tak częste i tragiczne. Tylko jak? Zakazać Social Mediów nieletnim? Kontrolować kto wchodzi do szkół i co ma w plecaku? Zaostrzyć kary? Zakaz Social Mediów i nie tylko ich by się przydał. Oprócz nich przydałby się zakaz komunikatorów oraz platform takich, jak Roblox. Jeden z zatrzymanych chłopaków zrobił tam w grze makietę swojej szkoły, w której planował atak. Jednak zakaz ten musiałby być egzekwowany poprzez wprowadzenie porządnego systemu uniemożliwiającego nieletnim założenie kont. Nie może to wyglądać tak, jak teraz, gdzie wystarczy kliknąć w okienku „tak mam 18 lat” i już można korzystać z danej strony czy treści.
Szkoły również powinny zaostrzyć przepisy, lepiej reagować na akty przemocy rówieśniczej i nie bać się karać, wydalać uczniów i zgłaszać poważnych sytuacji na policję. W miarę możliwości powinny kontrolować, kto wchodzi na teren szkoły i sprawdzać plecaki, zwłaszcza w razie podejrzeń. Przydałoby się też zaostrzenie przepisów prawa dotyczących nieletnich. Po 10 roku życia dzieciaki są w pełni świadome tego, co robią, dlatego za najcięższe przestępstwa, w tym ataki w szkołach, powinni odpowiadać, jak dorośli.
Przede wszystkim jednak zmienić swoje podejście powinni rodzice. Pora przestać myśleć tylko o pracy i zacząć interesować się dziećmi i ich problemami. Zacząć zauważać niepokojące sygnały już w domu. Zmiana zachowania, apatia, nerwowość, dziwne słowa – to wszystko powinno wzmóc czujność. Rodzice nie powinni też bać się wejść do pokoju dzieciaka i sprawdzić po zakamarkach i w plecaku, czy dzieciak nie ma gdzieś noży. Rodzeństwo, które ma często lepszy kontakt z nastoletnim bratem/siostrą i może widzieć, co publikuje w sieci, tym bardziej powinno być czujne. Tu nie ma miejsca na odbieranie słów o napaści z nożem jako żartów.
Ataki w szkołach nie zawsze są dziełem dzieci z patologii. Nawet dziecko z normalnego domu może mieć problemy psychiczne. Czy to trudna sytuacja w domu, czy w szkole, powoduje, że dzieciaki szukają odskoczni i wsparcia w internecie, który staje się dodatkowym zapalnikiem. Ataki w szkołach nie zdarzają się w dużych miastach. Ostrołęka jest mniejsza od np. Mielca, a Leszczydół-Nowiny to niewielka wieś. W takich miejscach dzieciaki nie mają gdzie iść. Nudzą się, nie mają gdzie uciec z trudnego domu, od trudnej sytuacji w szkole, więc siedzą w internecie i wręcz nie wychodzą z domu, jak 15-latek z Leszczydołu-Nowin z rodzeństwem.
By ataki w szkołach się tak nie powtarzały, potrzebny jest szereg zmian, począwszy od rodziców, przez szkoły, na przepisach prawa dotyczących karalności oraz korzystania z internetu skończywszy. Dzieciaki, które dopuszczają się tych ataków, kiedyś będą albo już są pełnoletnie. Kiedyś same będą rodzicami. I mając problemy psychiczne od dzieciństwa, dobrymi rodzicami nie będą, a ich dzieci mogą stać się takie same, jak oni. Potrzebne są działania, które nie tylko uspokoją sytuację teraz, zwłaszcza że rok szkolny dopiero się zaczął, ale też zapewnią większe bezpieczeństwo na dalszą przyszłość.
___________________________________________
Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.




