Wypadki autobusów – dlaczego mają miejsce i czy można im zapobiec

Mialam zaplanowane wpisy na sierpień, ale, jak to w życiu bywa, los chciał inaczej. Wydarzyła się ogromna tragedia, obok której nie da się przejść obojętnie. Kolejna, bo taka sama miała miejsce cztery lata temu, nie mówiąc o innych Jak zwykle wcześniejsze niczego nie nauczyły. 12 ofiar – tyle było w 2022 roku i tyle samo jest teraz. I znów nieszczęsne Medjugorie. Jednak najwięcej, bo 25 ofiar, poniosło śmierć w wypadku pod Grenoble w 2007 roku. Byli to pielgrzymi z La Salette. Nad zagranicznymi pielgrzymkami wisi jakieś fatum. Niestety wypadki autobusów jako transportu zbiorowego często wiążą się z dużą liczbą ofiar. Co jest przyczyną takich tragedii i czy można zapobiec kolejnym?
Wielogodzinne podróże nie dla każdego kierowcy
W Chorwacji jako przyczynę wypadku stwierdzono błąd kierowcy. Wypadek miał miejsce nad ranem. Jeśli kierowca jechał całą noc bez postoju, mógł zasnąć lub stracić koncentrację ze zmęczenia. Do tego prawdopodobnie przekroczył dozwoloną prędkość. Śledztwo jednak umorzono, bo obaj kierowcy wtedy zginęli. Później wyszły na jaw nieprawidłowości organizatora. Biuro podróży U brata Józefa działało nielegalnie, bez rejestracji, przez co pasażerowie mieli problemy z ubezpieczeniami.
W Grenoble także wskazywano na winę kierowcy, choć śledztwo również umorzono z powodu jego śmierci w wypadku. Okazało się, że był niedoświadczony i wybrał złą trasę, na której był zakaz jazdy autobusów, a w krytycznym momencie pomylił hamulce i użył niewłaściwego. Z kolei niedzielny wypadek na Węgrzech obaj kierowcy przeżyli, a jako przyczyna wskazywane jest zaśnięcie kierowcy, bo wypadek miał miejsce w nocy. Wniosek jest prosty – wypadki autobusów najczęściej powodują kierowcy, więc nie każdy kierowca nadaje się na tak długie podróże i nie każdy zdaje sobie sprawę z ciążącej na nim odpowiedzialności.
Na takie trasy powinni być delegowani tylko kierowcy mający doświadczenie w tak długich podróżach. Nie mogą być zbyt młodzi, ani za starzy, jak kierowca z wypadku w Chorwacji, który miał 70 lat. W starszym wieku człowiek męczy się szybciej. Ponadto kierowca powinien być całkowicie zdrowy, świadomy ciążącej na nim odpowiedzialności, bez nałogów i zamiłowania do picia lub zażywania dopalaczy choćby raz na czas dla zastrzyku energii oraz nie powinien brać leków, które mogą negatywnie wpływać na możliwość prowadzenia pojazdu. Oprócz tego kierowca powinien doskonale znać trasę, którą ma jechać. Znać jej długość, mieć zaplanowane postoje, znać inne – poza postojowymi – miejsca, gdzie można bezpiecznie zatrzymać się w sytuacji awaryjnej (awaria autobusu, czyjść problem zdrowotny, nagła potrzeba itp.) oraz znać miejsca newralgiczne i niebezpieczne, w których należy zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza podczas jazdy nocą (wypadki autobusów często zdarzają się w nocy lub nad ranem), a także znać przepisy ruchu drogowego (a zwłaszca zakazy) obowiązujące w krajach, przez które ma przejeżdżać.
Kierowcy powinni mieć też świadomość tego, że w razie nagłego problemu zdrowotnego lub dużego zmęczenia i senności, mają obowiązek zgłosić to drugiemu kierowcy i poprosić o zmianę. Powinni mieć także prowiant i picie na drogę, bo muszą być świadomi tego, że wiele godzin bez jedzenia spowoduje duży spadek energii i poziomu cukru. Sytuacje, w których kierowca zasypia za kierownicą i zabija pasażerów nie mają prawa mieć miejsca! Na szczęście tym razem kierowca przeżył i będzie miał najlepszą karę – życie z tym, co zrobił.
Bezpieczeństwo pasażerów powinno być priorytetem
Wypadki autobusów mają często bardzo tragiczne skutki. Wiele ofiar śmiertelnych i wielu rannych, a nawet ci, którzy przeżywają, zostają z traumą na całe życie. Dlatego bezpieczeństwo pasażerów podczas tak długich podróży powinno być priorytetem. Kierowcy powinni być świadomi, że są odpowiedzialni za ich życie i zdrowie i obdarzeni przez nich ogromnym kredytem zaufania. Jednak pasażerów też powinny obowiązywać pewne zasady, bo niestety tragiczne bilanse wypadków są nie tylko skutkiem samych zdarzeń, ale również bezmyślności pasażerów. Zacznijmy jednak od tego, że taka podróż powinna być dokładnie zaplanowana.
Z Krosna do Medjugorie jest ok 12-12,5 godziny drogi. Trzecia trasa, choć prosta, jest sporo dłuższa, bo trwa 16 godzin. I jest to właśnie trasa przez Węgry, którą jechał autobus z niedzielnego wypadku. Wydaje się, że to podobny czas, jak podróż z Podkarpacia nad morze. Jednak kilkanaście godzin jazdy bez postoju jest wręcz niemożliwe. 12-16h człowiek jest przez cały dzień na nogach, ale nie spędza całego tego czasu w pracy. W pracy spędza góra 8h, a pozostały czas to inne obowiązki i odpoczynek w ciągu dnia oraz posiłki czy potrzeby fizjologiczne. Tak samo kierowca nie powinien jechać przez całe kilkanaście godzin. Wiadomo, kierowców jest zawsze dwóch, ale każdy po 6-8h to też za długo, zwłaszcza w porze nocnej. Podczas takiej podróży postoje powinny być co 3 godziny, góra co 4. Są niezbędne zarówno dla kierowców, jak i pasażerów, ponieważ:
- dają możliwość bezpiecznej zamiany kierowców;
- dają kierowcom możliwość odpoczynku, posiłku, wypicia kawy, rozruchu i załatwienia potrzeb fizjologicznych;
- dają pasażerom możliwość rozruchu (w przypadku pielgrzymek to szczególnie ważne, bo większość pasażerów to osoby starsze, dla których zarówno nadmierny ruch i wysiłek jest niewskazany, jak i zbyt długie siedzenie bez ruchu, bo wstawanie wiąże się z bólami kolan, bioder, kręgosłupa i problemami z wyprostowaniem się);
- dają pasażerom możliwość załatwienia potrzeb fizjologicznych (przeciętny człowiek oddaje mocz 3 do 5 razy na dobę, a więc robi to co 3-4 godziny. W czasie 12 godzinnej podróży każdy pasażer powinien mieć możliwość oddania moczu 3-4 razy);
- dają pasażerom i kierowcom możliwość zakupu czegoś do jedzenia lub picia.
Oprócz zwykłych postojów powinien także obowiązywać postój nocny – noclegowy. Powinien być absolutny zakaz jazdy w porze nocnej, czyli latem od północy do 5-6 rano, a zimą od 22 do 6 lub 7. Taki postój pozwoliłby w bezpieczny sposób przespać się zarówno pasażerom, jak i kierowcom. Pasażerowie nie przeżyliby takiego horroru jak w niedzielę, a kierowcy wypoczęci ruszyliby dalej w trasę z samego rana i tak tragiczne wypadki autobusów już nie miałyby miejsca.
Teraz wróćmy do kwestii bezmyślności pasażerów. W czasie jazdy powinni siedzieć w fotelach z zapiętymi pasami, a przeważnie niestety tak nie jest. To też przyczynia się do bilansu ofiar, jaki często mają wypadki autobusów. W momencie niedzielnego wypadku wszyscy pasażerowie spali. Chyba nietrudno sobie wyobrazić jak wygląda spanie w autobusie. Siedzenia opuszczone, ludzie rozłożeni na siedzeniach, głowy i ręce zwisające nawet poza siedzeniem, nogi pod siedzeniem z przodu, pasy niezapięte. Kiedy dochodzi do wypadku, ludzie po prostu wypadają z siedzeń jak pociski z procy. Uderzają wtedy w przednie siedzenia, wybijają sobą okna kalecząc się szkłem, upadają na siebie razem z siedzeniami wyrwanymi z podłogi. Co dzieje się potem?
Nietrudno sobie wyobrazić taką sytuację – śpisz sobie w podróży i nagle budzi cię huk, krzyki, nie masz pojęcia co się dzieje, ale w końcu dociera do Ciebie, że autobus koziołkuje do rowu. Jeśli masz szczęście i specjalnie nic ci nie jest, to w panice szukasz swojej torebki i próbujesz się wydostać. Razem z Tobą robi to ponad dwadzieścia innych osób. Pozostałe, które nie zginęły na miejscu, są ranne, zakleszczone i nie są w stanie się ruszyć. W takiej sytuacji paniczne próby wydostania się przez tych, którzy znacznie nie ucierpieli mogą skończyć się tragicznie dla uwięzionych rannych. Niestety bilans ofiar śmiertelnych to nie tylko tacy, co giną na miejscu, ale też tacy, co giną w męczarniach tratowani przez spanikowaną resztę próbującą się wydostać, myśląc tylko o sobie. A część trafia w ciężkim stanie do szpitali i być może nigdy nie będzie sprawna, w dodatku z potężną traumą na całe życie.
Infolinie dla bliskich – niech każdy się dodzwoni
Gdy zdarzają się takie koszmarne wypadki autobusów lub inne katastrofy z wieloma ofiarami, uruchamiane są infolinie telefoniczne dla bliskich, by mogli dowiedzieć się, czy ich krewny/przyjaciel żyje i w jakim jest stanie. Na szczęście nigdy nie byłam ani uczestniczką takiego wypadku ani nikt z moich bliskich (i oby nigdy tak się nie stało), ale jestem w stanie sobie wyobrazić dzwonienie na taką infolinię, a raczej próby dodzwonienia się. Wiecznie zajęte, nikt nie odbiera, człowiek odchodzi od zmysłów i jest tylko coraz bardziej wściekły. Jako autystka szybko przypłaciłabym coś takiego ostrym meltdownem. Bo zapewne często jest tak, że niejedna osoba dzwoni, by pytać o tego samego pasażera. Rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, ciocie, kuzyni, dzieci, sąsiadka, ktoś z pracy. Wyobraźmy sobie, że mamy prawie 60 pasażerów i w sprawie każdego próbuje się dodzwonić ze 20 osób. To daje prawie 1200 osób dzwoniących jednocześnie, bez ustanku i trzymających telefon przy uchu po pół godziny przy każdej próbie połączenia się.
Ciekawe ilu osobom nie udaje się dodzwonić w ogóle i niewyobrażalne jest to, co takie osoby muszą czuć. A wystarczy trochę myśleć. Umówić się z rodziną, że jedna osoba dzwoni i jak się czegoś dowie, to poinformuje innych. Oczywiście nie zawsze rodzina ma kontakt ze znajomymi takiej osoby i i tak może się zdarzyć, że będzie dzwoniła więcej, niż jedna osoba z zapytaniem o tego samego pasażera. Ale 5 osób, a 20 to już ogromna różnica. Przy 60 pasażerach, to już jest 300 osób próbujących się dodzwonić, a nie 1200 i każdy ma zdecydowanie większe szanse na dodzwonienie się. W takich sytuacjach nie jest to łatwe, ale zawsze trzeba pamiętać też o innych, a nie myśleć tylko o sobie i swoim bliskim. Nie blokujmy bezmyślnie infolinii, bo każdy zasługuje na to, by wiedzieć, czy bliska osoba, może nawet najbliższa, żyje.
Wypadki autobusów z pielgrzymami – „Gdzie jest ten wasz Bóg”?
Najczęściej takie koszmarne wypadki autobusów dotyczą polskich pielgrzymek do zagranicznych miejsc kultu. Najwięcej zdarza się na trasie do i z Medjugorie, ale wypadek pod Grenoble miała pielgrzymka z La Salette. Można powiedzieć, że nad polskimi pielgrzymkami wisi jakieś fatum, choć są organizowane każdego roku, a wypadki zdarzają się raz na lata. To i tak za często i zbyt wiele jest ofiar. Niestety przez to, że te wypadki zdarzają się pielgrzymom, niewierzący mają powód do drwin, wyśmiewania i hejtu. „Gdzie jest ten wasz Bóg”?, „Dlaczego ta Maryja ich nie uratowała”?, „Bóg tak chciał” (i śmiejąca się buźka) – takie komentarze pojawiają się pod licznymi artykułami o niedzielnej katastrofie. Ani Bóg, ani Maryja nie jest od tego, żeby nas ratować, zwłaszcza kiedy cierpimy z własnej winy, przez własne, ludzkie błędy. Wiara tu nie ma nic do rzeczy, bo nie tylko autokary z pielgrzymami ulegają wypadkom. Np. był też wypadek w Serbii, gdzie był to autokar z turystami z Grecji, był wypadek w Niemczech, gdzie polski autokar zderzył się z Ukraińskim i też zginęło 11 osób, był wypadek w Saksonii, w Westfalii, w Czechach, pod Brnem z turystami wracającymi z Chorwacji, wypadek z uczniami szkoły muzycznej wracającymi z festiwalu w Bułgarii, a nawet w USA czy w Egipcie – wszystkie wypadki polskich autokarów za granicą można zobaczyć tutaj.
Wypadki autobusów za granicą – potrzebne zmiany w prawie
Większość wypadków autokarowych, przynajmniej tych, które miały miejsce od 2001 roku i są wymienione na podlinkowanej stronie, na szczęście nie miała aż tak tragicznych bilansów. Jednak dodając te mniej tragiczne wypadki autobusów do tych najtragiczniejszych, i tak jest ich stanowczo za dużo. Chciałoby się, aby wreszcie wypadek z niedzieli skłonił rząd do działania. Powinni wprowadzić bezwzględny obowiązek postojów na powyżej 10-godzinnych trasach co 3-4 godziny oraz bezwzględny zakaz jazdy w nocy i obowiązek postoju noclegowego. Na szczęście przyczyną żadnego zdarzenia nie był zły stan autobusu ani jego awaria, ale niemal za każdym razem winni są kierowcy, którzy popełniają błędy lub zasypiają za kierownicą. Powinny obowiązywać znacznie surowsze zasady delegowania kierowców na takie trasy, bo to oni odpowiadają za życie ludzi, których wiozą i ich zadaniem jest dowieźć na miejsce i do domu pasażerów całych i zdrowych, a nie odebrać im życie.
___________________________________________
Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.




