Mundial

Za nami Mundial. Niespodzianki nie było. Choć afrykańskie kluby, a nawet debiutanci pozytywnie zaskoczyli i oglądało się ich lepiej, niż gigantów, to jednak wyszło jak zwykle. Do półfinału dotarły te same drużyny co zawsze i między nimi rozstrzygnął się cały turniej. Jednak zostanie on zapamiętany jako jeden z najdziwniejszych, a wszystko przez nowości i kontrowersje, których nie brakowało. Do tego dochodzą zapowiedzi kolejnych zmian i kontrowersji w następnych mistrzostwach. Dokąd zmierza piłka nożna?  A może raczej FIFA?

48 drużyn, hydration breaks i finał jak Super Bowl

Tegoroczny Mundial był pierwszym, w którym udział wzięło 48 drużyn. Mimo zwiększenia grona pretendentów do tytułu mistrza świata nie udało się awansować Polsce, Włochom czy Danii. Jednak debiutanci nie zawiedli i było na co popatrzeć, ale żeby popatrzeć, trzeba było zarywać noce, co czyniło te mistrzostwa imprezą dla prawdziwych koneserów futbolu. Opinie o powiększeniu Mundialu do 48 drużyn były mieszane. Jednak mimo braku niespodzianki na koniec okazało się, że warto było dać szansę innym na zagranie przed wielką publicznością.

Kolejną nowością obok liczby drużyn były hydration breaks, czyli przerwy na nawodnienie ogłaszane przez arbitrów w połowie połowy meczu. Trwały po około 3-4 minuty. Długo, za długo przez co rozgrzane mięśnie piłkarzy stygły. Ale bywało i tak, że niektórym przerwy na wodę pomagały. Właściwie jednak były one po to, aby amerykańskie telewizje mogły nadać reklamy. Nasze TVP też postanowiło pójść w ich ślady i u nas też z czasem zaczęły się pojawiać reklamy w trakcie tych przerw. Organizatorzy tymczasem tłumaczyli te przerwy upałami. Te faktycznie były, ale przerwy mogłyby być znaczenie krótsze, bo ileż trwa napicie się wody. Ale za to przynajmniej trenerzy mieli czas dla swoich drużyn, jak w siatkówce. 

Jeszcze jedną nowość zobaczyliśmy w finale. Amerykanie postanowili zrobić z finału Mundialu Super Bowl, czyli tradycyjny finał ligi futbolu amerykańskiego robiony zawsze z wielką pompą. Podczas najdłuższej w historii, pół godzinnej przerwy między połowami meczu, wystąpiły na stadionie największe gwiazdy muzyki takie, jak Shakira czy Justin Bieber. Ich występy spotkały się jednak z krytyką, a tak długa przerwa na pewno wybija piłkarzy z meczowego rytmu. Oby na kolejnym Mundialu już nie było takich wymysłów. 

Pogodowe figle czy ignorancja organizatorów?

Nie dość, że mecz w środku nocy, to jeszcze przełożony nagle o godzinę, bo burze. Czy tak trudno domyślić się, że po upałach zawsze są burze? I tak trudno śledzić prognozy i ustalić taką godzinę, żeby nie trzeba było przekładać? A dlaczego nie można było zrezygnować z tych miejsc i grać tylko tam, gdzie były zamykane dachy? To ochrona i przed burzami, i przed upałem. Ale to nie jest przecież najważniejsze. Najważniejsze jest to, które miasto wyłoży największą kasę. 

Kosmiczne ceny biletów i biletowe kurioza

Jeszcze na długo przed Mundialem mówiło się o gigantycznych cenach biletów. Te kosztowały tysiące dolarów, a na ostatnie mecze to nawet i 30 tys. dolarów. Mimo tych cen i narzekań trybuny były pełne na każdym meczu. Byli nawet tacy, co byli na każdym meczu, jak np. Mick Jagger. No, ale takich jak on na to stać spokojnie. 

Nie dość, że bilety były koszmarnie drogie, to jeszcze dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Można było mieć bilet i nie wejść na stadion. Szerokim echem odbiła się historia starszego pana z Meksyku, który marzył o byciu na meczu tego kraju. Córka chciała spełnić marzenie. Wydała tysiące dolarów na bilety, podróż i nocleg. Tymczasem nie zostali wpuszczeni na stadion z powodu nieważnego biletu, bo ten, mimo opłacenia, nie zapisał się w aplikacji. Szczęśliwie sprzedawca biletów zwrócił wszystkie pieniądze i dał im bilety na inny mecz. Niesmak jednak pozostał. 

Boiskowy bandytyzm w pełnej krasie

Po meczu otwarcia, na którym posypały się kartki, wydawało się, że nie będzie pobłażliwości dla bandytyzmu na boisku. Nic bardziej mylnego. W kolejnych meczach bezkarne pozostawały takie faule, że człowiek łapał się za głowę, bo przecież był VAR, który powinien wyłapać wszystko, czego nie odgwiżdże sędzia. Najbardziej kuriozalne były mecze Francji z Paragwajem, gdzie Paragwajczycy, świadomi pożegnania się po tym meczu z turniejem, dawali upust swoim emocjom w nieprzepisowy sposób, a mimo to większość z nich uniknęła kar. Podobnie było w meczach Argentyny. Ich faule także nie były odgwizdywane i pozostawały bez konsekwencji. Do tego kuriozalnie niezaliczane bramki i odgwizdywane sytuacje ich rywali. Nie brakowało głosów, że turniej jest ustawiony pod Argentynę, trudno zresztą było nie zauważyć ich faworyzowania. Na szczęście Hiszpanie na to nie pozwolili. I chwała im za to. Po raz pierwszy tak cieszę się z wygranej Hiszpanii, bo wśród nich jest ktoś, kto naprawdę na to zasłużył – Marc Cucurella. Zrobiło się teraz o nim głośno za sprawą jego autystycznego syna. 

Koniec pewnej epoki

Ten Mundial będzie wspominany też trochę ze smutkiem. Jest końcem pewnej epoki, bo wystąpiła na nim rekordowa liczba 40-latków, dla których to był ostatni Mundial w karierze. Wśród nich są największe gwiazdy piłki – Ronaldo, Messi, Modrić czy Neuer. Zapewne nie zobaczymy też już na Mundialu Roberta Lewandowskiego. Jednak może to i lepiej, że naszych tam nie było. Przy naszym poziomie nie wygralibyśmy nawet z debiutantami, a przecież mieliśmy trafić do grupy z Holandią i Japonią, z którymi ponieślibyśmy srogie porażki. Na uwagę zasłużyła szczególnie drużyna Cabo Verde, a ich bramkarz, też 40-letni Vozinha zapisał się w historii światowej piłki. Osobiście mam nadzieję, że piłkarzy nie tylko z Cabo Verde, ale i innych afrykańskich drużyn zauważą wielkie kluby. 

Kolejne zmiany, zmiany, zmiany…

Gianni Infantino jest tak zadowolony z poziomu tego powiększonego Mundialu, że… chce powiększyć go jeszcze. W kolejnym Mundialu możemy więc zobaczyć 64 drużyny. Moim zdaniem to już za dużo, bo musiałby trwać o parę dni dłużej albo w fazie grupowej musiałoby być jeszcze więcej meczów dziennie. Jedyny plus dalszego powiększenia Mundialu to to, że na pewno nasi by w końcu pojechali. Tylko, że nie mają po co, jeśli nadal będą grać tak, jak teraz. No i na pewno to ucieszyłoby też Włochów. Kontrowersje są także wokół Mundialu w 2034 roku, który ma odbyć się w Arabii Saudyjskiej. Chodzi oczywiście o gigantyczne tam w tym czasie upały. Można się spodziewać podobnej sytuacji, jak w Katarze, czyli Mundialu zimowego, ale znowu jest „ale”. Prawie do Bożego Narodzenia będzie wtedy trwał Ramadan, a wtedy nie wolno organizować żadnych dużych imprez. Możliwe jest więc, że Mundial będzie nie w 2034, a 2035 roku – na jego początku. Tak to jest, jak pieniądze są ważniejsze od tradycji i komfortu piłkarzy oraz kibiców.

___________________________________________

Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.

Postaw mi kawę na buycoffee.to