skrajności w wyglądzie

O wyglądzie pisałam już nie raz. Jednak muszę raz jeszcze, bo nie mogę zrozumieć tego, co wyprawia się na Instagramie. Kwitnie tam promowanie skrajności w wyglądzie. Kiedyś była moda na kobiety z męskim umięśnieniem, o której tu też wtedy pisałam. Dziś z kolei mamy albo promowanie spasienia albo skrajnego wychudzenia. Trudno mi też zrozumieć pokazywanie się przez osoby totalnie oszpecone, nawet jeśli to skutek choroby czy wypadku. Gdzie są granice dobrego smaku? Dlaczego ludzie nie widzą szkodliwości promowania skrajnego wyglądu? 

Oszpecenie, nie zawsze na życzenie

Operacje plastyczne czy nadmierny botoks, to często oszpecenie na życzenie. Podobnie jak skrajności w wyglądzie w postaci zbyt licznych tatuaży czy kolczyków. W rolkach na IG czy Fb można trafić na filmiki z przekłuwania dzieciom uszu i niestety nie tylko. Nawet przekłuwanie uszu nie zawsze odbywa się w klasycznym miejscu. Rodzice robią dzieciom dodatkowe kolczyki na górnej małżowinie. Po co? A już totalny dramat to filmiki z przebijania dziewczynkom nosów. Tak, rodzice robią dzieciom nawet kolczyki w nosach. Nie obchodzi ich, że to znacznie większy ból, większa rana, większe ryzyko krwawienia, bo nos jest dużo bardziej ukrwiony, niż ucho, dłuższe gojenie. To jest chore. Dzieciom nie są do niczego potrzebne takie skrajności w wyglądzie. To powinna być decyzja podejmowana w dorosłości.

Oszpecenie jednak nie zawsze jest na życzenie. Czasem to skutek wypadku, choroby czy koniecznych operacji w obrębie twarzy. W przypadku operacji jednak jest wybór. Można nie wyrazić zgody na trwałe oszpecenie i ja się dziwię ludziom, że się na to godzą. A najbardziej się dziwię, że jak gdyby nigdy nic robią sobie zdjęcia i wstawiają do internetu. Można się przestraszyć. Jak takie oszpecone straszydło zobaczy jakieś dziecko, to może doznać traumy. Jedni się przestraszą, a dla innych to po prostu obrzydliwe. Sorry, ale są granice dobrego smaku i ja bym się w życiu nie pokazała ze zdeformowaną, opuchniętą, ostrupiałą, podziurawioną twarzą, bez zębów, bez nosa czy oka i w życiu nie pokazywałabym ran pooperacyjnych. To nie jest atrakcja do podziwiania i komentowania. To należy zachować dla siebie, a nie później płacz, że hejt. Pokazywanie się z takim skrajnie oszpeconym wyglądem to narażanie się na hejt, który nie pomaga w samoakceptacji i zdrowieniu. Ale czasami takie zdjęcia mogą wyleczyć kogoś z kompleksów, bo zobaczy, że jednak wygląda normalnie. Jednak najlepiej zachować takie zdjęcia do zbiórek pieniędzy na leczenie.

Otyłość lub wychudzenie, czyli niebezpieczne skrajności w wyglądzie

Wśród rolek na IG zobaczyłam kiedyś otyłą kobietę, która chwaliła się, że waży 65 kilo. Ludzie w komentarzach śmiali się z niej. Taa, na pewno. Albo musiała być bardzo niska, albo kłamała, bo osoba ważąca 65 kilo nie jest gruba, jeśli ma wzrost powyżej 170 cm. Ale np. ja z moimi 153 cm wyglądałabym z taką wagą tak, jak ona. I jeszcze jak była ubrana… Najbardziej nie rozumiem spasionych, które jeszcze pozują w bikini, obcisłych ciuchach albo w rzeczach, które je pogrubiają jeszcze bardziej. I się wystroją, zrobią makijaż, fryzurę i myślą, że są piękne. Nie, nie są i nigdy nie będą ani piękne, ani zdrowe, jeśli będą akceptować swój wygląd, zamiast wziąć się za siebie. 

Ostatnio na szczęście tej otyłości w SM jest jakby mniej, ale za to znowu mamy skrajność w drugą stronę. Coraz więcej kobiet prezentuje skrajnie wychudzone sylwetki. Najgorsze są pod tym względem zawodowe modelki i kobiety, które na siłę chcą upodobnić się do lalek Barbie. Najlepszym tu przykładem jest Polka, Julia Dybowska. Konto na IG można łatwo znaleźć, bo ma je na swoje nazwisko. Julia na pewno ma ponad 170 cm wzrostu. Ma bardzo długie nogi. Jest ładna, choć to zasługa zapewne zabiegów medycyny estetycznej i grubego make upu. Jednak cały efekt psuje jej sylwetka. Jest skrajnie wychudzona, ręce ma jak patyki, widać jej wszystkie kości, a skórę ma wyschniętą i żylastą jak staruszka. Jak stanie przodem z nogą odchyloną na bok, to widać jej dosłownie kość udową. Oczywiście wychudzenie nie dotyczy biustu i pośladków, bo tu oczywiście nie ma naturalności, tylko silikon. Szczupłe sylwetki są naturalne i zdrowe, ale nie to. 

Skrajności w wyglądzie – nie tylko kwestia własnego zdrowia

Skrajności w wyglądzie, to nie tylko kwestia estetyczna. Nie chodzi tylko o brzydotę. Przede wszystkim chodzi tu o zdrowie i to nie tylko tych osób prezentujących skrajny wygląd. Chodzi też o zdrowie odbiorców i to nie tylko samych obserwatorów, bo treści może znaleźć każdy przeglądając rolki na Fb, czy treści na IG pod lupką. Oczywiście dochodzi tu jeszcze TikTok, z którego korzysta głównie młodzież. Jakim przykładem dla nastolatek jest kobieta spasiona albo skrajnie szczupła? Bardzo złym, bo jedno i drugie to skutek skrajności w stylu życia. 

Otyłość – choroby na własne życzenie

Nadwagę i otyłość większość osób ma na własne życzenie. Obżarstwo, słodycze, fast foody – masa cukru, niezdrowych tłuszczów, chemii i oczywiście kalorii, bo przede wszystkim ich nadmiar powoduje tycie. Do tego dochodzi brak ruchu, lenistwo, za dużo siedzenia. Problem otyłości na świecie i w Polsce jest ogromny. Nadwagę ma więcej, niż połowa dzieci, a spora część otyłość. Złe nawyki żywieniowe i telefon, zamiast ruchu, od dziecka, to prosta droga do otyłości i problemów zdrowotnych także w dorosłości. Jak często widać, że dziecko jest tak samo grube, jak rodzice? I takie rodzinki najczęściej widzimy gdzie? W McDonaldach, KFC albo w marketach z czubatymi wózkami, w których przeważają słodycze, płatki do mleka, gotowce i inne mocno przetworzone rzeczy.

Nazywanie otyłości chorobą wkurza mnie tak samo, jak nazywanie nią autyzmu. Choroba jest stanem, kiedy coś w organizmie nie działa prawidłowo, ma przyczynę spośród czterech grup (geny, autoimmunologia, zarazki lub czynniki środowiskowe, czyli narażenie na zanieczyszczenia, szkodliwe rzeczy i styl życia), można leczyć ją lekami, zabiegami i nie mamy wpływu na to, czy zachorujemy, na co i kiedy. Otyłość nie spełnia żadnego z tych warunków. Mamy na nią wpływ, nie ma na nią lekarstw ani nie ma takich przyczyn, jak choroby. Podobnie jak autyzm, mimo przyczyn genetycznych. Otyłość nie jest chorobą tylko czynnikiem środowiskowym, który zwiększa ryzyko chorób i to ciężkich, bo chorób układu krążenia, nowotworów, chorób układu pokarmowego, stawów,  kręgosłupa itd. Promując swoją otyłość, osoba otyła naraża nie tylko siebie, ale też odbiorców, którzy mogą przez to zaakceptować swój stan albo chcieć przytyć. 

Skrajna szczupłość – promowanie anoreksji

Z kolei skrajne wychudzenie kojarzy się od razu z anoreksją, co widać po niektórych komentarzach u wspomnianej Julii Dybowskiej. Ta jednak ciągle pokazuje w relacjach stoły pełne jedzenia i luksusy, w jakich się pławi dzięki jakiemuś bogatemu starcowi, z którym jest związana. Jednak w przypadku tych modelek i Barbie instagramowych, ich sylwetki to skutek bardzo restrykcyjnego stylu życia. Restrykcyjna dieta, ćwiczenia głównie cardio (siłowych zero, bo zero masy mięśniowej), specjalne suplementy itd. Do tego dochodzą same zdjęcia z nakładanymi filtrami potęgującymi efekty. 

Część obserwatorów Dybowskiej jest przekonana, że ona ma anoreksję. Trudno to jednak stwierdzić, bo anorektyczki raczej nie mają dużego biustu i mają zapadniętą, trupią twarz. U niej tego nie widać, ale może to być maskowane przez silikon, botoks i makijaż. Zresztą bogaty facet może i lekarzy jej też funduje. Jednak promowanie tak szczupłej sylwetki, nawet celowo osiągniętej i utrzymywanej, wręcz promuje anoreksję i naraża młode dziewczyny z kompleksami na zachorowanie zarówno na anoreksję, jak i depresję z powodu kompleksów. Tak kończą się często próby zawalczenia o taką sylwetkę, bo mimo wysiłków nie ma takich efektów. Styl życia takich Barbie jest bardzo restrykcyjny, a do tego wiedzą jak podkreślić jeszcze efekty na zdjęciach filtrami. To jest bardzo szkodliwe zakłamywanie rzeczywistości, w której osiągnięcie takiej skrajności w wyglądzie jest niemożliwe, chyba że poprzez niebezpieczne głodzenie się, które może doprowadzić do anoreksji, niedoborów witamin i innych problemów zdrowotnych. 

Najgorsze jest jednak to, że o wiele większe, niż grono zwracających uwagę na szkodliwość promowania takich skrajności w wyglądzie, jest grono, którym się taki wygląd podoba. U Dybowskiej osób, które piszą o anoreksji i jej niezdrowej chudości jest zaledwie garstka. Za to pod każdymi zdjęciami są dziesiątki, a nawet i setki komentarzy pełnych zachwytu, serduszek i pochwał, że wygląda cudownie i jest ideałem. Część z nich jest jednak złośliwa. Są to komentarze typu: „schudnij jeszcze i będzie super”, ” jeszcze -5 kilo i będzie idealnie”. Gdyby miała faktycznie anoreksję, to te zachwyty i takie komentarze są bardzo szkodliwe, bo utwierdzają chorą osobę w przekonaniu, że robi dobrze, że tak jest super. Julia reaguje na komentarze z zachwytem, a te o anoreksji ignoruje. To też świadczy o tym, że nie widzi, że to zaszło już u niej za daleko. Niektórzy pytają w komentarzach, jakim cudem ona ma okres. Nie ma, proste. Dla chcących takiej sylwetki ciąża to najgorsza rzecz, bo by przytyły i cała praca nad wyglądem zrujnowana. Można więc podejrzewać regularną antykoncepcję, która znów maskuje brak okresu z powodu braku tkanki tłuszczowej. 

Zdrowie powinno być ważniejsze od fejmu w SM

Powinno, ale niestety nie jest. To pokazują zarówno osoby promujące otyłość, które zwykle niestety szukają w ten sposób akceptacji i próbują walczyć z kompleksami, zamiast wziąć się za siebie i schudnąć, jak i te skrajnie szczupłe. W nielicznych przypadkach duża masa ciała jest wynikiem choroby czy brania sterydów, ale to też nie znaczy, że można się z tym afiszować. To powoduje, że inne otyłe osoby też zaczynają siebie akceptować, zamiast z tym walczyć. A jak nie za chwilę, to na starość pojawią się poważne problemy zdrowotne. Niestety skrajności w wyglądzie przyciągają, a w SM chodzi o liczby obserwatorów i lajków. To sprawia, że zaczynają być ważniejsze od zdrowia, nie tylko własnego takich osób.

Znacznie więcej, niż otyłych, jest jednak bardzo szczupłych kobiet – instagramowych ideałów, bogiń fitnessu oraz tych Barbie wychudzonych dla fejmu. Zbyt szczupła sylwetka też nie jest zdrowa. Zbyt restrykcyjny styl życia też nie jest zdrowy. Deficyt kaloryczny i restrykcyjna dieta u szczupłej osoby prowadzi do niedoborów i może doprowadzić do anemii, zaniku tkanki tłuszczowej i mięśniowej, czy rozregulowania układu hormonalnego i zaniku miesiączki. Jak widzę kobietę, która się chwali, że ma prawie 180 cm wzrostu, a waży 40 kg to mnie to przeraża. To ja ważę 43 kg przy 153 cm wzrostu i jestem mocno szczupła i ciągle słyszę, żebym więcej jadła, że jestem anorektyczka. A na swoich zdjęciach widzę dość pokaźne uda. To dowód na to, że zdjęcia pogrubiają. To jak taka wychudzona laska musi wyglądać w rzeczywistości? Życzę nam wszystkim dystansu do instagramowych skrajności w wyglądzie i „ideałów” piękna. Chrońcie przed tym swoje córki.

___________________________________________

Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.

Postaw mi kawę na buycoffee.to