Skoro zaczynam prowadzić tego bloga na początku nowego roku, pomyślałam sobie, że warto poruszyć temat noworocznych postanowień. Postanawiacie sobie coś na nowy rok? Ja odkąd żyję na tym świecie znam ten zwyczaj. Jedni chcą rzucić palenie, inni się czegoś nauczyć, znaleźć pracę, miłość. Miłość jest raczej bardziej marzeniem niż postanowieniem, bo to nie jest coś co da się zaplanować i zrobić. Bardzo częstym postanowieniem, zwłaszcza u kobiet jest zrzucenie zbędnych kilogramów, których przed nowym rokiem przybywa chyba najwięcej. Niestety zwykle na postanowieniach się kończy.
Dla mnie osobiście postanowienia nie mają sensu. Jeśli ktoś ma naprawdę silną wolę to może mu się udać je zrealizować. Zanim jednak coś sobie postanowimy to naprawdę powinniśmy to przemyśleć i przynajmniej wstępnie zaplanować. I to jest właśnie to co uniemożliwia u Kami realizację jakichkolwiek postanowień, bo Kami nie cierpi planowania na odległość. Taak, zwykle to, co skrzętnie zaplanowałam, tuż przed realizacją brało w łeb, więc w końcu powiedziałam sobie – nigdy więcej! Główną przyczyną niepowodzeń w realizacji postanowień, oprócz braku silnej woli, jest brak motywacji. Bez niej nie osiągnie się niczego, a najbardziej motywuje co? Sukcesy. Wydawałoby się więc, że mamy koło zamknięte. Jednak wystarczy „kop w tyłek” od drugiego człowieka, od losu (np. pojawiające się dolegliwości motywują do zrobienia czegoś dla zdrowia) i jakoś się da, prawda? Owszem, początki zawsze są trudne. Zaczynasz biegać? Nie wolno Ci zrazić się od razu po pierwszym razie kiedy padłaś (eś) po kilkuset metrach. Z czasem będzie lepiej. Trening czyni mistrza! Łatwo mi mówić… mi, która nie widząc efektów wścieka się i zraża okropnie, ale nigdy po pierwszym razie. Zrażam się wtedy kiedy po pewnym czasie ćwiczeń nie widzę efektów, a coś już powinno drgnąć.
A może jednak coś sobie powinnam postanowić? Na przykład – przeczytam więcej książek niż w zeszłym roku. Jednak w tym roku solennie sobie postanawiam, że znajdę wreszcie pracę, ale żeby to zależało tylko ode mnie, ech… Mogę sobie jeszcze postanowić, że przestanę jeść słodycze, ale to u takiej słodyczomanki jak Kami kompletnie nierealne. A jak już mowa o aktywności fizycznej, to mogę sobie postanowić, że nauczę się wreszcie kroków zumby, które sprawiają mi największą trudność. Ogólnie zumba nie jest trudna, nie wymaga wysportowania i super warunków fizycznych, ale trochę kondycji już tak. No i nic tak nie wyciąga Kami z doła. Polecam serdecznie wszystkim, ale o zumbie będzie oddzielny post. Pozdrawiam, a tym, którzy coś sobie postanawiają, życzę powodzenia i wytrwałości!