Mieliśmy Święta, przed którymi większość z nas pochłonięta była przygotowaniami, w tym rzecz jasna zakupami. Przed Świętami kupujemy głównie jedzenie, więc robimy zakupy raczej w sklepach stacjonarnych, a większość z nas robi je w supermarketach i to na nich teraz się skupimy, po rozważaniach o zakupach w intermecie.

Popularność supermarketów

Supermarkety i hipermarkety w dzisiejszych czasach są ogromnie popularne. W każdej miejscowości, a nawet na wsiach można spotkać mniejsze i większe markety. W dużych miastach sklepy wielkopowierzchniowe i centra handlowe znajdują się niemal na każdym rogu ulicy. Stały się tak popularne, że niemal wyparły już małe sklepiki z panią w fartuszku za ladą, podającą z półki to, o co klient poprosi. Skąd ta popularność dużych sklepów? Mają wiele zalet, a mianowicie:
  • są wszędzie, zawsze jest do nich blisko;
  • wszystko w jednym miejscu – w supermarkecie można kupić zarówno jedzenie, jak i chemię czy inne artykuły gospodarcze, kuchenne, a nawet ubrania czy elektronikę;
  • ceny – są dużo niższe niż w mniejszych sklepach, a markety prześcigują się w promocjach, by przyciągnąć klientów. Można w nich znaleźć w dużo niższych cenach produkty niż w sklepach specjalistycznych, np. elektronika jest tańsza np. w Carrefourze niż w Media Markt;
  • duży wybór – ten sam produkt, wiele marek i można wybrać dla siebie najlepszy;

Niechęć do zakupów to też powód, dla którego ludzie robią zakupy w supermarketach. Nie chce im się codziennie lub co drugi dzień kupować po 2-3 rzeczy, więc jadą raz na tydzień zrobić duże zakupy na zapas. 

Wszyscy w nich kupują, ale potrafią irytować

Tak jak wszystko, supermarkety nie mają samych zalet. Wiele osób narzeka, że wybór jest za duży. Jedzenie nie zawsze jest świeże i przed wrzuceniem produktu do koszyka trzeba zawsze sprawdzić datę ważności. Kolejna rzecz, na którą często narzekamy to brudne koszyki. Promocje też bywają złudne (często na promocjach sklepy próbują opchnąć właśnie rzeczy, którym mija termin przydatności), aczkolwiek sezonowe promocje są fajne. Ponadto ogrom najróżniejszych rzeczy powoduje, że przychodząc po kilka potrzebnych, wychodzimy z czubatym wózkiem niepotrzebnych, a do tego jeszcze z gołym kontem. Markety też potrafią ogromnie kusić. Piec na widoku, zapach świeżego pieczywa, świeżych owoców… to wszystko po to, by klienci kupowali jak najwięcej i wielu się na to nabiera, a przecież chociażby bułki są produkowane z głęboko mrożonego ciasta i dopiekane w sklepie, a nie świeżutkie… Układ produktów na półkach również nie jest bez znaczenia. Często droższe rzeczy są umieszczone na środkowych półkach (pod nosem klienta, łatwo sięgnąć), a na najniższych i najwyższych tańsze. Ilość produktów też bywa denerwująca. Nie chodzi tylko o już wspomniany za duży wybór, ale o to, że niby chcemy kupić konkretną rzecz, ale musimy do niej najpierw dojść, co odbywa się poprzez przechodzenie między wieloma innymi półkami. To sprawia, że korcą nas rzeczy, które widzimy po drodze i w końcu dochodzimy po nasz produkt z połową koszyka innych rzeczy, zupełnie niepotrzebnych. Kończy się to tak, że kupujemy za dużo jedzenia, to raz, a dwa – wydajemy za dużo pieniędzy, co jest jeszcze łatwiejsze gdy płacimy kartą. Jednak z tym każdy w miarę inteligentny człowiek sobie bez problemu poradzi, tak jak ja. Oto moje zasady robienia zakupów:

1) Planowanie jadłospisu to podstawa! – Przede wszystkim dokładnie planuję obiad.
2) Przegląd lodówki i szafek. – Zawsze przeglądam lodówkę i szafki, żeby nie kupić czegoś niepotrzebnie lub o czymś nie zapomnieć. No i oczywiście liczę na to, że a nuż mam w domu na tyle, że coś wymyślę i nie będę musiała iść do sklepu. 😉
3) Planowanie zakupów to również podstawa. – Zazwyczaj nie robię listy zakupów, chyba że mam kupić więcej rzeczy i boję się, że o czymś mogę zapomnieć, zwłaszcza jeśli zostanę przez coś wyprowadzona z równowagi i stracę koncentrację… Zawsze jednak idąc do sklepu wiem co mam kupić i kupuję tylko to.
4) Robienie zakupów tylko w sklepie, który dobrze się zna – Znam sklep, mam wybrane konkretne produkty, które zwykle kupuję, wiem gdzie one są i nie muszę kluczyć między półkami zbierając niepotrzebne fanty do koszyka… Idę szybko między półkami nie rozglądając się. Myślę tylko o tym co mam kupić.
5) Nie wybieranie się na zakupy głodnym i spragnionym – Nigdy nie idę do sklepu głodna, bo to powoduje, że można kupić za dużo i to rzeczy niezdrowych, zwłaszcza kiedy ma się na uwadze brak czasu na przygotowanie lub długi czas zanim się przygotuje posiłek. To samo z napojami – jak się chce pić, to łatwo sięgnąć po niezdrowy, słodki napój z myślą – byle cokolwiek.
6) Nie płacenie kartą. – Choć mam kartę przy sobie zawsze, bo w portfelu, to nigdy nią nie płacę, chyba że z konieczności, bo kasjerka naprawdę nie ma wydać. Płacenie kartą powoduje poczucie braku limitu środków, co skutkuje kupieniem za dużo.
7) Tyle gotówki, by wystarczyło na zakupy. – Zawsze biorę ze sobą tyle pieniędzy, żeby wystarczyło na zakupy. Wyjątkowe są sytuacje, kiedy muszę wybrać kasę z bankomatu (mój bank niestety coś pozmieniał, bo kiedyś można było wybrać 20 zł najmniej, a teraz 50), wtedy idę z banknotem, ale i tak kupuję tylko to, co muszę, bo taki mam już nawyk.
8) Zakupy jak posiłki – częste i niewielkie. – Robię zakupy tak często jak gotuję, czyli raz na 2-3 dni. Nie odpowiada mi zupełnie robienie wielgachnych zakupów raz na tydzień. Poza tym doceniam niesienie małej, lekkiej siatki, kiedy zdarzy mi się wypad do nieco bardziej oddalonej ode mnie Biedronki i wracam z ciężką siatą zgięta w pół, bo tam zazywczaj idę kiedy mam do kupienia nie tyle więcej, ale większe i cięższe rzeczy, które tam są tańsze niż w moim sklepie (cukier, mąka, olej itp.)
9) Szybkość zakupów. – Mój scenariusz jest zawsze taki sam – wpadam do sklepu, biorę koszyk, zbieram szybko to co mam kupić i do kasy.
10) Pora zakupów. – Mam to szczęście, że nie pracuję tak jak większość ludzi od 8 do 16, tylko zdalnie. Dzięki temu mogę iść na zakupy w porze kiedy sklep jest mniej oblężony.

Co mnie osobiście irytuje w sklepach

Jestem dziwolągiem, co może niektórzy zauważyli nawet czytając tego bloga. Pisałam tu już dość dawno o moich podejrzeniach co do tego, że mogę być nawet Aspergerusem. Oznacza to, że dla mnie wyjście z domu, nawet na zakupy, jest wyzwaniem oraz to, że irytuje mnie to, co jest normalne dla innych, a z kolei to, co irytuje innych, okazuje się dość często normalne dla mnie. Kwiecień jest miesiącem świadomości autyzmu, więc pozwalam sobie o tym wspomnieć, jak i o tym, że odmienność wcale nie jest zła, a wręcz przeciwnie – jest darem, który czyni człowieka wyjątkowym. Wiem co mówię. Znam (no, trochę za dużo powiedziane, bo z Facebooka) dwie osoby z Aspergerem, które prowadzą blogi na ten temat i są to niesamowite osoby. Jedna z tych osób to kobieta, a druga mężczyzna. Mężczyzna jest wręcz słodki. A najlepszym dowodem na to, że ludzie z ZA są słodcy jest mój już prawie 9 letni bratanek.

Wracając do tematu oczywiście muszę zacząć od tego, że najbardziej wnerwia mnie kiedy moje plany biorą w łeb, również te zakupowe. Najgorszy dla mnie jest brak w sklepie, tak dużym jak supermarket, produktu, który muszę kupić (np. zaplanowałam krem brokułowy, a w sklepie nie ma brokułów). Na szczęście w moim sklepie stoisko warzywno-owocowe jest tuż obok drzwi i przechodzę obok niego najpierw, więc jak już widzę, że nie ma warzyw, których potrzebuję, wracam się i wychodzę ze sklepu. Gorzej jeśli sprawa dotyczy innego produktu. Zdarza się, że z wściekłości i przymusu wybrania zamiennika zapominam o czymś innym. Niestety nie jestem w stanie na poczekaniu zmienić planu na obiad, bo przede wszystkim mam ochotę na to, co zaplanowałam, a nie na coś innego. Mam w okolicy jeszcze dwa sklepy oprócz mojego Lewiatana (Biedronkę i Milę). Jest jeszcze drugi, duży lewiatan na osiedlu obok, ale do niego raczej nie chodzę, bo nigdy się nie zdarza, żeby czegoś nie było w żadnym sklepie. Wnerwia mnie tylko strata czasu na łażenie za jednym brokułem po 3 sklepach i dwóch osiedlach…

Kolejna rzecz, która mnie ostro irytuje to ludzie i kolejki. Nie lubię dotyku obcych ludzi, a w kolejce o to nietrudno. Poza tym stanie w kolejkach to też strata cennego czasu. Chcę zazywczaj szybko robić zakupy i wpakowanie tego co chcę kupić do koszyka zajmuje dosłownie chwilę, ale co z tego? I tak swoje muszę odstać zarówno na stoisku mięsnym, gdzie jak nie kilometr kolejki, a obsługuje jedna babka, a druga tam łazi i udaje, że nie widzi i ani myśli pomóc koleżance, to nawet jak nie ma kolejki, mam zawsze „szczęście” trafić na babcię wykupującą pół stoiska jakby wojna nadchodziła… Czy jest kolejka, czy nie, swoje muszę odstać. To samo przy kasie – po pierwsze, jedna kasa otwarta na 3. Po drugie, jedyna kasjerka woła na cały sklep, żeby któraś przyszła na drugą kasę, a one mają ją w dupie. Po trzecie a to papier się skończył w kasie, a to babcia jakaś wysypała kasjerce cały portfel grosików i niech se liczy, a to inna znowu pół godziny pakuje swoje produkty do siatki. No dramat…

Co jeszcze mnie wkurza w sklepach? Hmm… dużo bodźców. Rażące światło, rajwach ludzkich głosów, a to znów jakiś dzieciak się wydziera, bo mu „madka” nie chce kupić lizaka, a to piec się drze z pieczywem, a personel udaje, że nie słyszy, a to jakieś reklamy lecą na cały głos (to w hipermarketach). Jest tego trochę… ale najbardziej irytujący są ludzie – zarówno klienci, jak i personel.

Najbardziej irytujące zachowania w sklepach – klienci

Klienci wciąż mają przeświadczenie, że powinni być przez pracowników traktowani zgodnie z powiedzeniem „nasz klient, nasz pan”. Zachowują się jak pępki świata i oczekują nie wiadomo jakiego traktowania, bo przecież sklep bez nich by nie istniał. Osobiście wnerwiają mnie ludzie właśnie przez takie zachowanie, jakby to oni byli najważniejsi, jakby byli sami i nikogo obok nich i jakby to im się wszystko należało, a innym już nie. I na każdym kroku można takich ludzi spotkać – wszędzie, nie tylko w sklepach. Co jest najbardziej wkurzające w zachowaniu ludzi w sklepie?
1) Nie zważanie na innych – biorą produkty sprzed nosa, wjadą w ciebie wózkiem i nawet nie przeproszą, przepychają się albo przwciwnie, zaczytają w etykiecie produktu mając gdzieś, że innym blokują przejście i dojście do półki.
2) Musi być wózek i już – nic, że w takiej Biedronce są teraz duże koszyki na kółkach, w których zmieści się tyle samo co do wózka, oni muszą mieć wózek i tyle… niektórym to nawet dziecięcy nie wystarcza, muszą mieć dwa i nie obchodzi ich, że między półkami jest ciasno…
3) Zabieranie małych dzieci do sklepu – Małe dzieci często są głośne. Niemowlaka wiezie się w wózku, który nie ułatwia poruszania się po ciasnym sklepie. Starsze zaś są niecierpliwe, wyją, bo madka (celowo wymyślona pogardliwie forma) nie chce kupić lizaka… Do tego się nudzą, biegają, wpadają na innych albo zaczepiają, biorą rzeczy z półek, dotykają wszystkiego, niecierpliwią się w kolejce do kasy, a rodzice nic sobie z tego nie robią, zero reakcji… A i jeszcze potrafią dać batonika czy soczek przed zapłaceniem. Potem rzucają kasjerce śmieci do kasowania, ale choć tyle, że to robią…
4) Lenistwo – Objawia się tym, że ktoś bierze produkt do koszyka, po czym będąc już w innej części sklepu rozmyśla się i ani myśli wrócić i odłożyć produkt tam gdzie był, tylko zostawia jak popadnie. Nic że to jogurt, który MUSI być cały czas w chłodni… To samo tyczy się czytników cen. Ludzie biorą produkt, żeby odczytać cenę, po czym nie chce im się wrócić i odłożyć go na miejsce, czego efektem jest stos różności pod czytnikami.
5) Niedbalstwo – Dotyczy zarówno produktów spożywczych, jak i innych. Rozsypany cukier, mąka czy coś rozlane, to już w sklepach codzienność. Tak to już jest, że w większych supermarketach cukier jest zostawiany na stoisku w 10 pakach, tak jak i mąka. Ludzie, którzy chcą sobie wziąć 1 czy 2 kilo rozrywają folię i mimo to czasem i tak niełatwo jest wyjąć taką jedną torebkę. Jednak nie można się niecierpliwić i wydzierać torebki na siłę, bo to się właśnie kończy rozerwaniem, a potem nie łaska już wziąć tego i za to zapłacić, najlepiej zostawić niech inni mają problem… Podobnie z innymi artykułami niespożywczymi. Dyskonty takie jak Biedronka mają stoiska z różnościami, gdzie można grzebać i wybierać do woli. Tu też daje się we znaki bezmyślność ludzi. Pootwierane produkty, poniszczone opakowania, braki w zestawach, pourywane metki od produktów, które nie mają pudełek (np. ubrań), co skutkuje brakiem kodu kreskowego. Nawet jak nie chcą tego kupić, to by mogli zgłosić pracownikowi, że „nawarzyli piwa” i taki produkt zostałby natychmiast zabrany, ale ludzie to tchórze, boją się zgłosić, bo będą musieli zapłacić za stratę sklepu. I powinni!
6) Niecierpliwość – Stanie w kolejce do kasy nie jest ulubionym zajęciem Polaków i to do tego stopnia, że potrafią ostro demonstrować swoją niecierpliwość choć wiedzą, że nic im nie da to potupywanie, pochrząkiwanie, wzdychanie, itp. Do tego nie potrafią zaczekać aż na taśmie zrobi się więcej miejsca… szkoda że jeszcze nie położą swoich produktów na produktach kogoś innego…
7) Płacenie dużym banknotem za zakupy o wartości 5 zł. – Rozumiem przy kilkunastu czy dwudziestu kilku złotych płacić banknotem 50 zł, a przy kilkudziesięciu 100 zł. Jednak nigdy nie zrozumiem płacenia stówką za zakupy za kilka złotych. Potem dziwne, że kasjerki nie mają czym wydawać, bo mają same banknoty…
Coś was jeszcze wkurza u innych klientów? Piszcie w komentarzach.

Najbardziej irytujące zachowania w sklepach – personel

Nie tylko klienci bywają wkurzający. Personel także i to z wielu powodów. Czasami pracownicy potrafią irytować do tego stopnia, że zniechęcają do robienia zakupów w ich sklepie. O co dokładnie chodzi?
1) Czynna jedna kasa na 6 – Niestety to codzienność. Jedna kasa i kilometrowa kolejka. Dopiero gdy osiągnie 2-3 kilometry, od biedy otwierana jest druga kasa. A kiedy otwierają trzecią wydaje się, że nastąpił cud. 
2) Praca jak za karę – Niektóre kasjerki zachowują się jakby siedziały na kasie za karę. Są nieuprzejme, burczą pod nosem, przerzucają towar byle jak, nie patrząc, że coś mogą uszkodzić i w końcu nie potrafią poczekać aż jedna osoba zapakuje swoje produkty, tylko natychmiast kasują rzeczy następnej, przesuwając na chama zakupy osoby, która je jeszcze pakuje…
3) Coś drobniej? – Najbardziej irytujące pytanie w sklepie. Zero logicznego myślenia. Mam zawsze ochotę odpyskować w odpowiedzi, że jakbym miała, to bym nie płaciła banknotem 50 zł… Ja uczciwie płacę, a kasjerka ma obowiązek uczciwie mi wydać resztę, bo jak nie wyda, to jej się w kasie nie będzie zgadzać i będzie miała problem.
4) Mam pytaie, ale nie mam kogo zapytać – Kiedy chce się o coś zapytać, to nie ma nikogo i nikt nie chce się pokazać. Piją kawkę na zapleczu? A jak już łaskawie ktoś się pojawi, to nie zna odpowiedzi na pytania. Kompletnie nie wiedzą co sprzedają, masakra…
5) Tumiwisizm i bałaganiarstwo – Mają gdzieś, że przydałoby się otworzyć drugą kasę, że piec się drze, bo się bułki upiekły… Głusi? Nie sądzę, raczej udają, że nie słyszą i im to wisi… Nie patrzą czego brakuje na półkach i np. ładują kolejną porcję kajzerek do pieca, podczas gdy inny rodzaj pieczywa się skończył. Wiedzą doskonale jacy są klienci – bałagan w sklepie, zniszczone produkty, leżące nie tam gdzie ich miejsce to wina klientów, ale pracownicy zdają się zapominać, że dbanie o porządek w sklepie również należy do ich obowiązków… I nie chodzi tylko o same produkty, ale też o czystość. 
Coś jeszcze wam przychodzi do głowy? Piszcie!

Kto ponosi odpowiedzialność za szkody wyrządzone w sklepie?

Tak się czasem zastanawiam, po co jest w tych sklepach monitoring. Czy tylko po to, by łapać złodziei? Chyba tak, niestety… a powinien służyć do wyłapywania każdego delikwenta działającego na szkodę sklepu poprzez niszczenie towaru. Odpowiedzialność za szkody powinien zawsze ponosić klient, który je spowodował i pokryć straty sklepu z własnej kieszeni. Niestety tak się nie dzieje… Jednak zauważmy też to, że pracownicy nie są bez winy. Ich niedbalstwo, brak reakcji na zachowanie klientów również przyczynia się do strat sklepu, a więc i oni powinni jakąś odpowiedzialność ponosić. 
A teraz takie pytanie: co jeśli dziecko nabroi w sklepie? Nietrudno o to. Dzieci są ciekawskie, wszystkiego chcą dotknąć i każdą rzecz wziąć do rąk. Dlatego właśnie trzeba je pilnować! Rodzice i opiekunowie (zależy z kim dziecko jest w sklepie) powinni zawsze pamiętać o tym, że to oni są odpowiedzialni za dziecko. Zabierają je w miejsca publiczne na własną odpowiedzialność, a zachowanie dziecka świadczy tylko o nich. Kiedyś po internecie krążył artykuł o tym, jak w sklepie  z kosmetykami jakieś dziecko zniszczyło próbki kosmetyków do makijażu, bo dla madki ważniejsze było wybieranie kosmetyków niż dziecko. To po co w takim razie je ze sobą zabierać? Moja mama zawsze mi tłumaczyła i przypominała na każdym kroku, że mam być grzeczna, niczego nie ruszać i trzymać się jej, by się nie zgubić. Zawsze mówiła mi, że jak coś zepsuję, to będzie musiała za to zapłacić. Nigdy niczego nie zepsułam, choć nie byłam takim słodkim i grzecznym dzieckiem. Dziecko trzeba umieć wychować i wytłumaczyć mu wszystko, a jak się nie umie to się go nigdzie nie zabiera, a jak się zabiera to ponosi się za nie odpowiedzialność i należy mieć świadomość tego, że poniesie się koszty czegoś, co dziecko zniszczy.