przemoc wobec autystów

Jedni nas uwielbiają, mówią o nas pozytywnie, szerzą świadomość o autyzmie w pozytywny sposób, starają się chociaż rozumieć. Inni zaś są po drugiej stronie – nienawidzą nas. Mają nas za wariatów, świrów, debili, upośledzonych, chorych na głowę. I tych jest o wiele więcej. To większość ludzi neurotypowych. Autyści częściej, niż neurotypowi padają ofiarami przemocy. Przede wszystkim częściej przemoc dotyczy dzieci – w szkole i w domu nierzadko też. W przypadku dorosłych to z kolei dzieje się w pracy, a przede wszystkim w internecie. Skąd ta przemoc wobec autystów? Dlaczego ludzie nas nienawidzą?

Przemoc wobec autystów – inna, niż zwykle

Przemoc wobec autystów jest inna, niż zwykle. Tak, jak autyści są inni. Jest bardziej wyrafinowana, niż w stosunku do innych neurotypowych. To nie jest przemoc fizyczna, a psychiczna. Neurotypowi widzą, co sprawia autyście problemy, czego autysta nie lubi albo się boi i wykorzystują to bezlitośnie, w następujące sposoby:

  • widzą, że autysta nie lubi lub boi się jakichś dźwięków, więc celowo je generują i wyśmiewają reakcje autysty – u mnie tak było na początku podstawówki. Blisko szkoły była remiza, a ja bałam się syren i w dodatku zawsze martwiłam się o mamę, która była w domu sama z chorym dziadkiem. Kiedy inni zauważyli, że boję się syren zaczęli się wyśmiewać i żartować, że dom mi się pali za każdym razem, kiedy wyły syreny albo coś jechało ulicą na sygnale. Ja oczywiście zawsze w ryk, bo nie rozumiałam żartu. Dopiero z czasem zrozumiałam, że nie mogą wiedzieć, co się stało skoro są w szkole. 
  • widzą, że autysta nie lubi dotyku i celowo szturchają, popychają, ciągną za włosy.
  • widzą, że ktoś nie rozumie żartów, ironii, przenośni, wieloznaczności i celowo sobie żartują i stosują ironiczne czy wieloznaczne zwroty, wyśmiewając się z tego, że autysta ich nie rozumie – w liceum miałam dwie koleżanki, które lubiły zadawać mi dwuznaczne pytania. A w tym wieku już często dzieciaki znają dwuznaczne określenia związane z erotyką, orientacją itd. i te dwuznaczności najczęściej wykorzystują. 
  • stosują wyzwiska – o ile mniejsze dziecko do drugiego powie łagodniej „jesteś dziwny”, o tyle nastolatek prosto z mostu walnie „jesteś głupi”, „debil”, „pojeb”. Wystarczy tylko trochę się różnić.
  • wykorzystują i podpuszczają – autyści niestety bywają bardziej naiwni, niż neurotypowi, zwłaszcza tacy z niższym poziomem intelektualnym. W dodatku zrobią wszystko, co ktoś każe, bo chcą być mili, koleżeńscy, pokazać, że potrafią, zaimponować. Przez to są łatwym celem do wykorzystania lub podpuszczania do czegoś niewłaściwego. Potem autysta ponosi za to konsekwencje, a oprawcy mają ubaw i satysfakcję.
  • widzą, że autysta jest słabszy fizycznie, ma dyspraksję, problemy z równowagą, nietypowy chód, boi się niektórych ćwiczeń i każą celowo takie rzeczy wymagające robić i nabijają się z tego, że nie potrafi. Do tego podstawianie nóg, wybieranie na wf do drużyn na końcu, niepodawanie piłki albo celowe uderzanie piłką, wytrącanie piłki. W dorosłości z kolei nazywanie łamagą, kuternogą, ciamajdą.

Dodatkowo autyści, którzy nie radzą sobie z nauką mają łatki nieuków, bezmózgów, ameb, a ci, którzy się dobrze uczą, dostają z kolei łatki kujonów, lizusów. Nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy z autyzmem współistnieją inne problemy. Ja przez niedoczynność przysadki zawsze byłam malutka. W kółko tylko słyszałam: Mała Mi (to lubiłam), krasnal, skrzat, zgredek, mrówka, pchła. A że próbowałam się stawiać i miałam trochę siły, to nazywali mnie dla beki Herkulesem albo Mikiem Tysonem. W młodszym roczniku był taki jeden chłopak wcale nie większy ode mnie i jak tylko mnie zobaczył to wołał za mną „mała”. Nie wspomnę już o wyśmiewaniu okularów, czy podglądaniu w toalecie, bo przez IBS i wieczny stres musiałam często korzystać, choć publiczne toalety zawsze były moją zmorą sensoryczną. 

Ofiary, a jednocześnie ci źli 

Autyści potrafią długo to znosić, ale każdy ma swoje granice. U autysty może to w końcu doprowadzić do meltdownu, ataku agresji i nierzadko bywa tak, że to właśnie reakcja autysty zostanie zauważona przez nauczyciela albo inni naskarżą na autystę i to on zostaje ukarany. Nikogo nie obchodzi, że to reakcja na przemoc, że się bronił, miał już dość albo został podpuszczony, zmuszony do czegoś. W dodatku autyści często nikomu nic nie mówią. Ja też nie mówiłam. Takiej przemocy nie da się udowodnić. Ona nie zostawia widocznych siniaków. Oprawcy łatwo się wyprą, bo przecież tylko żartowali, nie ich wina, że autystyk nie rozumie żartów czy dwuznaczności. Nie ich wina, że autystyk się boi dźwięku albo dotyku. A jak autystyk pójdzie na skargę to jeszcze dostanie łatkę skarżypyty, kabla i będzie miał jeszcze bardziej przerąbane. I nie tylko autystów to dotyczy. 14-letni Mateusz z Susza, który raczej autyzmu nie miał, bo by zapewne była o tym mowa w licznych artykułach o jego śmierci, przekonał się bezlitośnie jak to jest być ofiarą i jeszcze zostać ukaranym za swoje zachowanie w obronie. Nie dał sobie z tym rady i odebrał sobie życie. Takich przypadków jest wiele, nie tylko wśród autystów, czego on był przykładem. 

W dorosłości nie jest lepiej – stawiasz się hejterowi i robi z Ciebie najgorszego, próbuje nawet Cię zniszczyć w oczach innych. Piszesz szczery komentarz, zwracasz uwagę na coś, na co nikt jej nie zwraca, zwracasz uwagę na to, że ktoś coś źle zrobił, pokazujesz swoje zupełnie inne, niż wszystkich, poglądy i od razu zostajesz zmieszany z błotem, uznany za chama, debila bez empatii albo tępą dzidę. Nie masz pracy ani żadnych zdolności? W oczach innych jesteś nieudacznikiem, darmozjadem żyjącym na koszt państwa, debilem, który nic nie umie i do niczego się nie nadaje. Dorośli nierzadko stykają się też z przemocą w miejscach pracy – zarówno ze strony przełożonych, jak i współpracowników. Domagasz się zaspokojenia swoich potrzeb sensorycznych, komfortowych – jesteś uznawany za marudę, pępek świata, roszczeniowego debila, który nie umie dostosować się do wszystkich. Autystyk przeważnie jest ofiarą, a jednocześnie tym najgorszym.

Zmuszanie, krytykowanie, brak szacunku do potrzeb – to także przemoc

Autyści stykają się z przemocą nawet w domu. Często dorastają w poczuciu bycia gorszym od rówieśników, kuzynów. Ja zawsze czułam się gorsza od moich dwóch kuzynek, córek mojej chrzestnej, którymi zawsze się chwaliła, bo miały zawsze najlepsze oceny, talenty itd. Tak samo czułam się gorsza od jedynej przyjaciółki i innych osób w klasie. Jak nie poszłam do szkoły i przyjaciółka mi przyniosła zeszyty do przepisania, mama zawsze stawała nade mną i komentowała: „ale ty bazgrzesz”, „patrz jak ona ładnie pisze, a ty?”, „zobacz, czy ona ma gdzieś ośle rogi? A ty wiecznie”. Takie komentowanie i krytykowania czegoś, co jest bardzo trudne, a nawet niemożliwe do zmiany/poprawienia, to też jest rodzaj przemocy i nie każdy je dobrze zniesie. Tak samo przemocą wobec autystyka jest zmuszanie go na siłę do robienia czegokolwiek, co jest dla niego bardzo niekomfortowe. Np. zmuszanie dziecka z wybiórczością pokarmową do jedzenia tego, czego nie lubi, to przemoc, która może doprowadzić do zaburzeń odżywiania. Tak samo przemocą jest głodzenie takiego dziecka. Kiedyś w jednej grupie na Facebooku widziałam post, w którym ktoś pytał, czy można przegłodzić dziecko, które nie chce jeść. Ręce mi opadły. U autystów odczucie głodu nie ma nic do rzeczy. Autysta może umierać z głodu, ale czegoś, czego nie znosi, nie weźmie do ust ze względu na nadwrażliwość sensoryczną. O jedzeniu jeszcze kiedyś napiszę, bo to najbardziej złożona sensorycznie część życia.

Dlaczego neurotypowi nas nienawidzą?

Niestety takie jest doświadczenie większości autystów, co widać po odpowiedziach na tego typu pytania w grupach na Facebooku. Są jednak tacy, co twierdzą, że neurotypowi albo nas nienawidz, albo z drugiej strony kochają. Zdarzają się jednostki, które potrafią nas zaakceptować, zrozumieć i dostrzec nasze pozytywne strony. Jednak zdecydowana większość neurotypowych nas nie znosi. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że czują się od nas lepsi i dają nam to odczuć. Dla nich to, co nie jest wg nich normalne, jest gorsze. Po drugie, nie rozumieją, jak coś, co dla nich jest normalne, zwyczajne, intuicyjne, może dla kogoś innego takie nie być. Po trzecie, możliwe, że neurotypowi się nas…boją. Boją się naszej szczerości, prawdy prosto w oczy, tego, że w czymś możemy jednak być lepsi. Boją się też naszych reakcji, więc czują się przy nas niepewnie i np. nie wiedzą, co powiedzieć, jak się zachować, żeby nie spowodować meltdownu i obrazy autystycznego majestatu. Nie pomagamy sobie w tym przypadku naszym marudzeniem, że to nam nie pasuje, to jest niedostosowane, to jest krzywdzące, tamto jest krzywdzące, takie mówienie jest złe, inne też. Neurotypowi w końcu mogą mieć mętlik w głowie. Najczęściej jednak uznają nas, przez nasze manifestacje naszych potrzeb, za pępki świata, roszczeniowców, chamów, buraków, prostaków. Błędna wiedza, wiara w stereotypy, nieodróżnianie bzdur od prawdy na temat autyzmu – wszystko to wpływa na skalę przemocy wobec autystów. Kiedyś jakaś matka autystycznego syna napisała, że autysta zapytany, co należy zrobić, gdy podczas ukrywania się w miejscu napadu z grupą ludzi małe dziecko zaczyna płakać, odpowiedziałby bez wahania, że zabić dziecko. Została zmieszana z błotem, a ja napisałam jej wprost, że pewnie tak pisze, bo jej dzieciak tak powiedział, a to znaczy, że wychowuje potwora, a nie że tacy są autyści. Jakimś trafem post zniknął niedługo po właśnie moim komentarzu. Innym razem jakiś doktorek nazwał nas tworami w ludziej skórze bez żadnych uczuć i emocji. Jak neurotypowi bez wiedzy takie coś widzą, to w to wierzą i potem nas tak traktują.

Przemoc wobec autystów często uderza w nasze najczulsze punkty, bo jest związana z tym, co jest dla nas niekomfortowe. Jest wyrafinowana, jej celem jest wywołanie u nas jak największego dyskomfortu. Nie dość, że codzienność pełna jest tego, co dla nas niekomfortowe, to jeszcze neurotypowi nam celowo dokładają. Widzą naszą wrażliwość i to wykorzystują. Niestety statystyki są brutalne – większość autystów doświadcza przemocy. Kobiety w spektrum autyzmu są bardziej narażone na przemoc seksualną. Duża część osób z depresją, myślami i próbami samobójczymi, to autyści. Mimo szerzenia świadomości autyzmu, szerzenia wiedzy, niewiele się niestety zmienia. Już pisałam kiedyś, że z autyzmem jest jak z językiem migowym albo jakimiś egzotycznymi językami. Jak nie ma się w otoczeniu nikogo głuchego i samemu się słyszy, to nikt się nie uczy migowego. A jeśli nie ma się planów wyjazdu do egzotycznego kraju, to się nie uczy egzotycznych języków. Tak samo, jak neurotypowy nie ma w swoim otoczeniu autysty albo nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma i może mieć w każdej chwili, to nie czuje potrzeby zgłębiania wiedzy o autyzmie. Przemoc wobec autystów zaczyna się od braku wiedzy, dlatego ważne jest szerzenie tej wiedzy i świadomości we właściwy sposób.