Fale upałów – co zrobić, by były mniej uciążliwe
Upały pojawiają się co jakiś czas w porze letniej, ale nigdy nie doskwierały jeszcze aż tak, jak obecna fala. Niestety należy się spodziewać, że takie upały będą coraz częstsze. Do tak ekstremalnych upałów nie jesteśmy przyzwyczajeni ani my, ani zwierzęta. Dlatego musimy jakoś sobie radzić, a w miastach to jeszcze większe wyzwanie, niż na wsiach. Dlaczego fale upałów są tak trudne do zniesienia? Co zrobić, by upał był mniej uciążliwy?
Jak radzą sobie w Afryce?
W Afryce czy Australii takie upały to nie chwilowe fale, a codzienność. Temperatury w pobliżu lub przekraczające 40 stopni są tam przez cały okres letni, czyli wtedy, kiedy u nas jest zima. A w okresie zimowym (kiedy u nas jest lato) też temperatury oscylują w okolicach albo i ponad 30 stopni. Ludzie tam są do tego przyzwyczajeni i mają sposoby na przetrwanie.
Przede wszystkim, tak jak u nas zima jest przerwą w pracach na zewnątrz, tak tam przerwą od prac zewnętrznych, sezonowych jest właśnie lato. Ponadto ludzie korzystają tam z nocy, które są znacznie chłodniejsze. Wstają nad ranem, pracują do południa, potem robią przerwy do wieczora i wieczorami wracają do życia. Ponadto mają przystosowane do upałów domy, tak by wewnątrz aż tak gorąco nie było. No i oczywiście piją dużo wody, jedzą owoce, warzywa i lekkostrawne posiłki. Chodzą też w lekkich, jasnych strojach, osłaniających całe ciało od słońca i mają nakrycia głowy. Dlaczego my tak nie potrafimy?
Nieprzyzwyczajeni – nieprzygotowani
My nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich upałów. Do fal upałów z temperaturą sięgającą czy przekraczającą 30 stopni nieco przywykliśmy, ale do temperatur przekraczających 35 i sięgających 40 jesteśmy nieprzyzwyczajeni zupełnie. Nasze codzienne zwyczaje i nasze domy nie są stworzone do takich warunków. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że upał może zabić, bo o przegrzanie łatwiej, niż o zamarznięcie zimą.
Rozbieramy się prawie do naga, zapominamy o nawodnieniu albo pijemy wodę lub słodkie napoje prosto z lodówki, zapominamy o nakryciu głowy. Ratujemy się kremami z filtrem, wskakiwaniem do zimnej wody, które często kończy się szokiem termicznym, utonięciami. Nie umiemy zrezygnować z lodów i ciężkostrawnych zwyczajów jedzeniowych. W dodatku chłodzimy się za pomocą wiatraków i klimatyzatorów, a to jest jak próba ratowania się, kiedy toniemy.
Nie tędy droga. Bardzo zimne napoje czy lody pomagają tylko na chwilę, a słodkie wzmaga pragnienie. Brak nakrycia głowy, kremu z filtrem i odsłonięte ciało to prosta droga do spalenia skóry i problemów z tym związanych, czerniaka czy udaru cieplnego. Najbardziej narażone są małe dzieci i osoby starsze, które przez problemy z krążeniem tracą poczucie temperatury i nawet w ciepłe dni ubierają się grubo. Używanie przez wszystkich w domach i firmach wiatraków czy klimatyzatorów zużywa gigantyczne ilości prądu. Może nie wytrzymać sieć, a już na pewno odbije się to na rachunkach. No i jeszcze zużywamy hektolitry wody do podlewania roślin w ogrodach, do basenów itd. w kraju z największym deficytem wody w Europie.
Z kolei w miastach problemem jest niedostosowana do takich warunków infrastruktura i wszechobecna betonoza. W dużych miastach nie wytrzymują torowiska tramwajowe, to samo dzieje się na trasach kolejowych. Masa ludzi utknęła w szczerym polu lub na dworcach przez awarie torów kolejowych spowodowane przez upał. W tłumie, w nagrzanym pociągu, z którego nie można wyjść dopóki nie podjadą zastępcze autobusy to jest jeszcze większe piekło. W dodatku asfalt robi się miękki i od przejazdów autobusów i ciężarówek robią się koleiny.
Największy jednak problem miast to betonoza. Każda nowa budowa wiąże się z wycinaniem mnóstwa drzew, rozkopywaniem ziemi z roślinnością i zalewaniem terenów betonem. Kończy się to nie tylko pojawianiem się niechcianych gości typu dziki, ale również dramatem w czasie upałów. Temperatura na terenach zielonych, pod drzewami, potrafi być o wiele niższa, niż w miejscu, gdzie żadnych roślin nie ma. Tam, gdzie sam beton, jest po prostu patelnia. Beton przy temperaturach sięgających 35-40 stopni w cieniu, może mieć nawet 80 stopni, bo w słońcu temperatura może sięgać 60. Tak oto ludzie smażą się na przystankach tramwajowych i autobusowych, auta nagrzewają się do niebotycznych temperatur na parkingach pod marketami i galeriami (a ludzie uwielbiają niestety zostawiać w nich dzieci i zwierzęta), a dzieci nie mają jak bawić się na placach zabaw, bo nie ma na nich ani grama cienia. Krakowski radny Łukasz Gibała wczoraj udostępnił zdjęcia konika-huśtawki z czarnym siedzonkiem, które miało temperaturę przekraczającą 80 stopni.
Pamiętać też trzeba, że po takich upałach zwykle przychodzą burze. I nie są to już zwykłe burze, jak dawniej, kiedy trochę pogrzmiało, mocniej popadało i powiało. Dziś to już niemal za każdym razem są nawałnice z silnym wiatrem, ścianą deszczu i gradem, który osiąga nawet kilka centymetrów średnicy. Takie burze powodują czasem duże zniszczenia. Na to też nie jesteśmy przygotowani ani we własnych domach, ani w miastach. Miasta toną niemal po każdej burzy. Nie wyrabiają studzienki ściekowe, a przez zalania znów pojawiają się utrudnienia w komunikacji miejskiej, a nawet z dojazdem w różne miejsca własnym samochodem. Dlaczego? Znowu kłania się betonoza. I niezadbanie o drożność studzienek ściekowych czy system odprowadzania wody, która zwyczajnie nie ma gdzie wsiąkać. Po burzy wychodzi słońce i nie ma czym oddychać, bo ta stojąca woda paruje na potęgę. A parowanie to prosta droga do powstania kolejnych burz.
Co można zrobić, by fale upałów nie były tak uciążliwe?
Przede wszystkim warto myśleć o zabezpieczeniu się przed ekstremalną pogodą już podczas projektowania domu. Wtedy można wybrać odpowiednio trwałe materiały, odpowiednie ocieplenie, które latem będzie chroniło też przed gorącem, termiczne osłony na okna, bo nie wystarczy zasłonić okna zwykłymi zasłonami, bo choć chronią przed słońcem, to przepuszczają ciepło. Warto też wokół domu posadzić jak najwięcej roślin i drzew rzucających cień oraz opracować sposób gromadzenia deszczówki w czasie nawałnic, która może posłużyć w czasie upałów do podlewania, kąpieli, pojenia zwierząt, czy sprzątania.
Podlewanie roślin wodą z domu to tak jak próba nawodnienia się kranówką, którą w dodatku jeszcze filtrujemy. Nie nawodnimy kranówką ani siebie, ani roślin , bo jest pozbawiona elektrolitów i składników mineralnych. Jest oczyszczana i uzdatniana w oczyszczalniach, więc nie zawiera też żadnych składników odżywczych dla roślin. Owszem, lepszy rydz, niż nic, ale deszczówka pochodząca z parowania z roślin, ziemi i akwenów zawiera wszystkie składniki odżywcze niezbędne dla roślin. No i oczywiście warto pomyśleć o zabezpieczeniu się na wypadek kryzysowej sytuacji – nie robić całego domu zależnego od prądu, mieć alternatywy i sposoby na przetrwanie w razie problemów po burzach.
O tym samym powinni myśleć włodarze miast. Budynki użyteczności publicznej czy infrastruktura drogowa powinny być budowane z trwałych materiałów, aby nie dochodziło do zniszczeń. Ponadto miasta powinny ograniczać wycinki drzew pod nowe budowy. Zwykle w zamian za wycięte drzewa robione są nowe nasadzenia, ale to są małe młodziutkie drzewa i trzeba lat, by urosły i mogły dawać cień. Miasta powinny także ograniczać koszenie trawników i robić to tylko przy drogach w rejonach skrzyżowań i przejść dla pieszych, gdzie wysokie rośliny mogą utrudniać widoczność.
Warto tworzyć zielone ogrody na dachach bloków i budynków. Ileż zieleni mogłoby być na dachach marketów i galerii! Możnaby też montować na dachach fotowoltakikę, która by te budynki zasilała. Warto też budować przystanki z możliwością tworzenia mini ogródków na dachach wiat. Dzięki temu na przystankach byłby cień. No i zdecydowanie warto pomyśleć o zadaszaniu i zacienianiu najbardziej nasłonecznionych miejsc. Zadaszanie parkingów zmniejszyłoby temperaturę nagrzewania się samochodów, a na takich dachach też można umieścić rośliny lub fotowoltaikę, która mogłaby służyć do zasilania obiektów, do których należą parkingi lub do ładowania samochodów elektrycznych podczas postojów. Natomiast najlepiej wykonywać nasadzenia z już większych drzew, które mogą już dawać cień. No i zadaszać lub obsadzać takimi drzewami place zabaw, aby dzieci nie musiały w piękną letnią pogodę siedzieć w domu, bo na placach jest za gorąco. Kiedy mają się bawić jak nie w lecie?
Miasta powinny myśleć też o zabezpieczeniach przed burzami. Przede wszystkim zadbać o drożność kanalizacji drogowej oraz stworzyć system odprowadzania wody z miejsc, gdzie nie ma studzienek, a najlepiej system odprowadzania wody do rzek, akwenów czy zbiorników do gromadzenia deszczówki, którą później możnaby wykorzystywać do podlewania miejskiej zieleni, kurtyn wodnych dla ochłody, zapełnienia miejskich odkrytych basenów czy czyszczenia dróg.
By żyło nam się lepiej
Niestety, nie oszukujmy się – takie ekstremalne zjawiska jak fale upałów, nawałnice czy silne ataki zimy będą coraz częstsze. Klimat się zmienia i sami jesteśmy sobie winni, bo doprowadziła do tego nasza pogoń za tym, by żyło nam się lepiej, czyli łatwiej i wygodniej. Jak widać, łatwiej nie jest. Jest wręcz coraz trudniej. Kiedy zachorujemy, chcemy szybko wyzdrowieć, więc zażywamy leki, leżymy w łóżku itd. a w przypadku nieuleczalnych chorób próbujemy łagodzić objawy. Kiedy przychodzą fale upałów czy burze, usiłujemy je przetrwać i łagodzić skutki, ale nie zmniejsza to zagrożenia ze strony takich zjawisk. W przypadku chorób mamy profilaktykę – szczepienia, badania, dbanie o siebie. W przypadku ekstremalnej pogody profilaktyką jest myślenie o nich już podczas budowy domu, myślenie o nich przez włodarzy miast i tworzenie odporniejszej inrastruktury, dbanie o zieleń i tworzenie zielonych miejsc oraz zadaszanie i zacienianie gdzie tylko to możliwe. To pomoże nie tylko przetrwać, ale i zminimalizować negatywne skutki, a w dłuższej perspektywnie czasowej może pomóc wyhamować negatywne zmiany klimatu, bo zatrzymać się ich już nie da.



