Sprawa Magdy Majtyki

Na początek zaznaczam, że nie piszę tego wpisu po to, by na nim zarabiać, dlatego wyjątkowo pod tym wpisem nie będzie formularza Buycoffee! Dziś odbywa się pogrzeb aktorki Magdy Majtyki, której sprawą tajemniczego zaginięcia i śmierci żyła ostatnio cała Polska. Po informacjach o tym, że sekcja zwłok nie wyjaśniła przyczyny śmierci i trzeba czekać na wyniki badań toksykologicznych, które trwają nawet dwa miesiące, sprawa nieco ucichła, ale wciąż pojawiają się pojedyncze artykuły. Jednak to,co działo się w czasie poszukiwań i po odnalezieniu aktorki, wołało o pomstę do nieba. Media zrobiły sobie z tej tragedii fabrykę klików, wyświetleń i zasięgów. Z tragedii nie tylko samej aktorki, ale i jej rodziny, znajomych. Ja również kojarzę ją z mojego ulubionego serialu i owszem, również byłam i nadal jestem ciekawa, co się właściwie stało, ale wystarczyłby mi jeden rzetelnie opisujący sprawę artykuł. Tymczasem media zrobiły sobie z social mediów arenę, na której toczyły ze sobą wojnę o ruch i kliki, na które sposobem stała się sprawa Magdy Majtyki. Dlatego postanowiłam poruszyć ten temat na blogu (choć pisałam już kiedyś felieton o takich praktykach mediów) oraz rzetelnie zebrać do kupy wszystkie informacje podawane w strzępkach w tysiącach artykulików.

Sprawa Magdy Majtyki – Kliki ważniejsze od ludzkiej tragedii

Cała sprawa Magdy Majtyki zaczęła się od posta męża, który zaczął być udostępniany lawinowo przez znajomych, aktorów. Tak informacja o jej zaginięciu trafiła do mediów, które widząc coraz większą tajemniczość sprawy postanowiły zrobić z tego sensację i sposób na kliki. Media ogólnopolskie, jak i serwisy plotkarskie zaczęły prześcigać się w kolejnych artykułach. Facebook przez kilka dni zasypywała lawina postów z linkami do kolejnych artykułów z clickbaitowymi nagłówkami zawierającymi określenia typu „szokujące”, „porażające”, „niepokojące” i podobną treścią z jakimś dodatkowym zdaniem niewiele wnoszącym do sprawy.

Niemal wszystkie media w ciągu tych kilku dni złamały większość zasad etyki dziennikarskiej. Tym, że kliki były ważniejsze od tragedii, media doprowadziły do totalnego chaosu informacyjnego, z którego nie sposób było zebrać wszystkie informacje do kupy. Nie sposób było ogarnąć, co jest prawdą, a co niekoniecznie. Policja musi przestrzegać tajemnicy śledztwa i nie ma możliwości udzielania szczegółowych informacji. Media więc powielały nie tylko informacje uzyskane od policji, ale także od świadków czy innych osób i nikogo nie obchodziło, co jest prawdą. Byle były kliki. Nieważne, że łatwo wyciągać przez taki chaos pochopne wnioski, oceniać i oskarżać niekoniecznie winne osoby itd. To jest chamstwo w czystej postaci!

Sprawa Magdy Majtyki – właściwe informacje w jednym miejscu

Sprawa Magdy Majtyki zaczęła się od posta jej męża, który informował o zaginięciu. Informował w nim, że poruszała się Oplem Corsą i zaginęła w środę. Oto wszystkie znane na ten moment informacje o okolicznościach jej zaginięcia i śmierci:

  • W środę rano Majtyka miała wizytę u dentysty, a następnie pojechała na plan, prawdopodobnie do Biskupic Podgórnych.
  • Między 16 a 17 zadzwoniła do męża z informacją, że spotkała znajomą z liceum i jedzie do niej do Sulimowa (wieś niedaleko Wrocławia), a nawet być może tam przenocuje. To było dziwne – media informowały o tym, że regularnie zażywała leki, więc nie powinna planować noclegu poza domem bez tych leków. W dodatku nie miała też przy sobie raczej żadnych rzeczy potrzebnych do spędzenia nocy poza domem (piżama, szczoteczka, ubranie na zmianę itd.). No i kto normalny idzie od razu nocować do osoby spotkanej po ponad 20 latach, którą dziś tak naprawdę ledwo zna?
  • Wygląda jednak na to, że na nocleg się nie zdecydowała, bo jej telefon logował się przez około pół godziny w środę po 21 w okolicach ul. Karkonoskiej we Wrocławiu. Kłóci się to z trasą z Sulimowa do jej domu na Wojszycach. Jadąc na Karkonoską musiała minąć własny dom. To było ostatnie logowanie jej telefonu.
  • W czwartek po południu mąż zdecydował się zgłosić zaginięcie. Dlaczego tak późno? Myślał, że jednak została na noc u znajomej? Nie zdziwiło i nie zaniepokoiło go to, że się nie odzywa, nie odbiera telefonu, nie zabrała leków ani żadnych rzeczy?
  • Późne zgłoszenie zaginięcia opóźniło poszukiwania Majtyki. Okazało się, że jej samochód znaleziono już kilka godzin wcześniej w Biskupicach Oławskich, z widocznymi uszkodzeniami. Był jednak zamknięty i zaparkowany w sposób niestwarzający zagrożenia na drodze i niewskazujący na to, co się stało. Rozpoczęto poszukiwania i ok 200m od samochodu znaleziono ciało aktorki. Policja tłumaczyła się później z niepodjęcia od razu poszukiwań aktorki, bo auto zostało znalezione jeszcze zanim zostało zgłoszone jej zaginięcie.
  • Policja odnalazła miejsce, w którym aktorka uderzyła w drzewo. Stwierdzono jednak, że nie da się dokładnie ustalić okoliczności zdarzenia, bo ślady hamowania są niewyraźne. Moim zaś zdaniem da się ustalić sporo – niewyraźne ślady hamowania sugerują, że nie było ostre, a niewielkie uszkodzenia auta sugerują, że nie było dużej siły uderzenia, więc nie mogła jechać szybko. Wygląda na to, że coś zdekoncentrowało Majtykę w czasie jazdy, przez co straciła panowanie nad kierownicą. Auto po kolizji musiało być sprawne, skoro mogła odjechać od miejsca zdarzenia i zaparkować je w bezpieczny sposób. Było zamknięte, co wskazuje na to, że opuściła je o własnych siłach i sama zamknęła.
  • W poniedziałek odbyła się sekcja zwłok aktorki, ale nie wyjaśniła przyczyny śmierci. Aktorka nie miała żadnych obrażeń, ani nagłego problemu zdrowotnego. Trzeba czekać na wyniki badań toksykologicznych. Sekcja nie pozwoliła też ustalić czasu zgonu. Nie wiadomo jak długo po kolizji z drzewem doszło do zgonu.

Sprawa Magdy Majtyki – morze pytań bez odpowiedzi

Sprawa zaginięcia i śmierci wrocławskiej aktorki jest bardzo tajemnicza i zawiła. Bardzo wiele rzeczy jest wciąż niejasnych i pozostaje bardzo wiele pytań. Dlaczego mąż tak późno zgłosił zaginięcie? Czy byłaby szansa na ratunek, gdyby zrobił to wcześniej i gdyby podjęto poszukiwania od razu po znalezieniu samochodu? Czy przy ciele albo w aucie był telefon, torebka? Dlaczego telefon wyłączył się po ostatnim logowaniu w okolicach ul. Karkonoskiej i potem był już nieczynny? Przecież na cały dzień poza domem każdy dba o naładowanie telefonu, zresztą można to zrobić nawet w aucie, a dobre baterie potrafią trzymać nawet kilka dni. Po co pojechała do Biskupic Oławskich?

Pojawiły się teorie o błędzie GPSu (mogła zostawić coś na planie w Biskupicach Podgórnych i zauważyć to dopiero wieczorem. Karkonoska jest niedaleko sceny ATM na Bielanach, może tam też była w środę i chciała sprawdzić najpierw, czy czasem tam nie zostawiła tego czegoś. W końcu namiar policyjny nie wskazuje konkretnego miejsca, a obszar logowania. Upewniła się, że tam nie zostawiła, więc postanowiła pojechać do Biskupic, ale nie sprecyzowała w GPS-ie, o które chodzi i po ciemku nie zorientowała się, że jedzie źle). Jednak byłoby to dziwne, bo to znane jej tereny, a Biskupice Oławskie są oddalone od Podgórnych i Wrocławia o 1,5 h drogi.

Co zrobiła po uderzeniu w drzewo? Dlaczego nie zadzwoniła do męża, po pomoc? Nawet rozładowany telefon mogłaby w aucie szybko podładować. Chociaż nie zawsze jest taka możliwość. Dlaczego wysiadła i co chciała zrobić? Chciała iść w wieś po pomoc? Czy na pewno była sama? Policja początkowo wspominała o nietypowym ułożeniu ciała. Jak przebiegło spotkanie ze znajomą? Czy coś jadły, piły i Majtyce mogło coś zaszkodzić albo ktoś mógł coś jej dosypać? O tej znajomej dotąd nie było ani słowa. Ciekawe, czy policja ją przesłuchała w ogóle. Na razie policja nie stwierdza udziału osób trzecich, ale śledztwo jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, zgodnie z procedurami w takich przypadkach. Miejmy nadzieję, że gdy pojawią się wyniki toksykologii dowiemy się czegoś więcej i sprawa Magdy Majtyki doczeka się rozwiązania. Gorzej, że media znowu będą miały używanie i sposób na kliki. Niektóre do dziś nie potrafią przestać o tym pisać, choć na razie nie ma już o czym.