Felieton:

We wtorek w Chorzowie zagrała Metallica. Widownia była rekordowa, bo ponad 90 tys. widzów. Koncerty takich zespołów to wielkie święto muzyki rockowej i metalowej w naszym kraju. Bo takie zespoły nie przyjeżdżają do Polski na co dzień, tylko raz na rok lub parę lat. Na Facebooku powstała nawet grupa dotycząca koncertu Metalliki. Przed koncertem była zasypywana postami typu „kupię/sprzedam bilety”, a teraz jest zasypywana zdjęciami i nagraniami z koncertu. Ja na tym koncercie nie byłam, chociaż chciałabym. Z kilku powodów chodzę teraz na koncerty dużo rzadziej. Kuriozów nie brakuje, co można zauważyć nawet, jeśli nie było się na koncercie.
Bilety – raj dla oszustów
Kolejny koncert Metalliki w Polsce będzie w lutym 2027 roku. Sprzedaż biletów ruszyła już teraz. Na 9 miesięcy przed. I zapewne tak samo było ze sprzedażą biletów na wtorkowy koncert. To jest dla mnie istne kuriozum. Kto jest w stanie przewidzieć, co będzie za 9 miesięcy? Nikt. Ponadto bilety na takie legendy do tanich nie należą. Na stadion, gdzie są dziesiątki tysięcy miejsc, jeszcze są znośne, zwłaszcza na trybuny, ale na koncerty w halach sportowych, gdzie miejsc jest dużo mniej, są koszmarnie drogie. Nie każdy ma na to pieniądze na 9 miesięcy przed koncertem. Co, jeśli wie, że będzie miał je np. na dwa miesiące przed? Albo nie będzie już biletów, albo będą wykupione wszystkie bilety na najlepsze miejsca. Ja np. ze względów bezpieczeństwa (jestem bardzo drobna) i ze względu na to, że chcę widzieć zespół, a nie czyjeś plecy czy smartfon, nie mam wręcz innego wyboru, niż płyta pod sceną, czyli tzw. golden circle. Ale bilety na to miejsce są najdroższe, a mimo to rozchodzą się najszybciej. Nie mam wręcz szans.
Wiele osób woli poczekać aż będzie miało kasę albo pewność, że nic im nie wypadnie w dniu koncertu. Bo jak tu kupić bilet na koncert w letnią sobotę, nie wiedząc, czy nie wypadnie nam jakieś wesele? Jak kupować bilet na taki wtorek, nie wiedząc, czy się dostanie wolne w pracy? A mało prawdopodobne, żeby szef dał wolne na koncert. Wiele osób czeka, a potem szuka biletów na ostatnią chwilę, taniej. I tak właśnie przedwczesna sprzedaż biletów tworzy raj dla oszustów. Zdesperowani frajerzy nie weryfikują sprzedawcy biletów i potem mają problem. Na wtorkowy koncert Metalliki część widzów nie została wpuszczona z powodu fałszywych biletów. Stracili tylko pieniądze. Lepiej jednak kupić nieco wcześniej z wiarygodnego źródła. Najwyżej się odsprzeda, jak się okaże, że się nie będzie mogło pójść.
Wszystkie smartfony w górę!
„Wszystkie ręce w górę!” krzyczą często wokaliści na koncertach, by zachęcić publikę do zabawy. Tymczasem widzą w górze nie ręce, a smartfony. W grupie dotyczącej koncertu Metalliki jest pełno zdjęć i na każdym zdjęciu lub nagraniu publiki widać tylko las smartfonów. Piękny klimatyczny zwyczaj unoszenia w górę zapalniczek podczas ballad praktycznie stał się przeszłością, bo wszyscy unoszą smartfony z zaświeconymi latarkami. Najgorsze jest jednak to, że ludzie dziś nie potrafią zupełnie się bawić. Przychodzą na koncert, żeby narobić zdjęć, ponagrywać, a na żywo nie przeżywają nic. Stoją jak kołki ze smartfonami w górze nawet przez cały koncert. Ja bym tak nie mogła. Raz że w końcu chyba odpadłyby mi ręce, to dwa, wolę pobawić się na żywo, niż mieć z koncertu tylko parę zdjęć i kiepskie nagranie, bo ja nie potrafię nie poruszać się w rytm muzyki, a do tego ktoś co chwilę potrąca mi rękę. Zresztą ja z moim wzrostem zrobiłabym co najwyżej zdjęcie albo nagranie czyichś pleców albo smartfona przede mną. Najbardziej jednak kuriozalne jest dla mnie to, że organizatorzy zabraniają już wnoszenia czegokolwiek, ale smartfony to wnosić można.
Druga strona medalu to tacy, co zawsze muszą urządzić wielkie pogo przy mocniejszych utworach, nie zważając na drobniejsze osoby, którym może stać się krzywda albo stojąc z tyłu, chcą mimo wszystko być jak najbliżej sceny, przez co z przodu jest taki ścisk, że trudno się ruszyć, a osoby na samym przodzie pod sceną są wręcz przygwożdżone do barierek. Nigdy nie zapomnę jak na koncercie Scorpions w Tarnowie Klaus rzucił prosto do mnie pałeczkę i jednocześnie ze mną złapał ją jakiś dryblas stojący za mną. Ja byłam tak przyciśnięta do barierki, że totalnie nie mogłam się ruszyć ani nic zrobić. Ledwo mogłam oddychać. Nie miałam szans. Cham wydarł mi pałeczkę, zostawiając mi na pamiątkę szramy po swoich nieobciętych pazurach na grzbiecie dłoni. Byłam wtedy wściekła totalnie. Najbardziej na moje warunki fizyczne. Ale wtedy to jeszcze była zabawa – zapalniczki, las machających rąk. Mimo niewygody było przecudownie. Nie wiem, czy dziś bym się tak dobrze bawiła.
Pokoncertowe narzekania
Stoją jak kołki ze smartfonami, a potem narzekają, wypytują, czy ktoś nagrał cały koncert, bo nie mają żadnych wspomnień. Z kolei po koncercie Metalliki oprócz tego masa ludzi narzeka na setlistę. Za dużo Black Albumu. No cóż, trzeba pamiętać, że większość takich legend jak Metallica czy Scorpions odniosła wielkie sukcesy komercyjne na początku lat 90, po wielu latach kariery. Takie zespoły zyskały wtedy, na początku lat 90, duże grono nowych fanów, którzy uwielbiają ich muzykę z tamtych lat i współczesną.
Lata 90 dla takich zespołów łatwe nie były. Przyniosły rewolucję w muzyce na świecie. Zaczęła wchodzić elektronika, lata 90 to przede wszystkim epoka Eurodance, a do tego zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu komercyjne stacje radiowe, które stały się wręcz wyznacznikiem sławy. To, czy zespół stawał się znany zależało od tego, czy jego piosenki były grane w radio, bo internetu, YouTube i Spotify jeszcze nie było. A radia komercyjne narzucały wymagania – piosenka nie może być za mocna, musi wpadać w ucho, być uniwersalna dla ogółu słuchaczy i nie może trwać dłużej, niż 3-4 minuty. Dla koneserów muzyki rockowej i metalowej, wolących starszy repertuar takich legend jak Metallica, Scorpions i inni, muzyka z lat 90 to już nie to samo. A zespoły doskonale wiedzą, że na koncertach są różni ludzie – zarówno koneserzy, osoby będące już na kolejnym koncercie w swoim życiu, jak i młodsi fani najsłynniejszych hitów, czy nawet osoby, które tylko te hity grane w radio znają i są na koncercie pierwszy raz.
Poza tym narzekacze powinni spróbować życia takich muzyków. Nawet ponad sto koncertów rocznie. Koncerty co dwa-trzy dni i jeszcze trzeba wszędzie dojechać/dolecieć. Jeszcze wywiady, konferencje prasowe, podpisywanie gadżetów itd. Proszę, niech narzekacze tego spróbują i grają na każdym koncercie inną setlistę. Niech pamiętają przed kolejnym koncertem w danym kraju, co grali tam ostatnio kilka lat temu. Życzę powodzenia. Niestety muzycy nie mają czasu, żeby tworzyć inne setlisty na każdy koncert. Mają ograne utwory, które prezentują. Nie są coraz młodsi, więc grają to, co są jeszcze w stanie grać. Gdyby grali same starsze, mniej znane utwory, to znowu młodsza część publiki, która jest już teraz nawet liczniejsza, niż ta starsza, narzekałaby, że nic nie pośpiewali, nic się nie bawili, bo niczego nie znali. Taka prawda!



