Felieton: Psie troski – nareszcie je widzimy

Mroźniejsza, niż zwykle, zima sprawiła, że zaczęliśmy dostrzegać psie troski. Psie cierpienie nie tylko na łańcuchach. Zaczęło się od próśb schronisk o pomoc w przetrwaniu mrozów, bo większość psów przebywa tam w zewnętrznych kojcach. Nagle wyszło na jaw, że pod Radomiem jakiś debilny właściciel zamknął schronisko i poszedł sobie do szpitala, zostawiając na terenie schroniska ponad 250 psów, którymi opiekował się jeden wolontariusz. Na szczęście mądry, bo to zgłosił. I się zaczęło. W sprawę zaangażowała się nawet Doda. Psy zostały uratowane, a potem wyszła na jaw kolejna tragedia, tym razem schronisko w Bytomiu. Tu również dzięki m.in. Dodzie, czy Łukaszowi Litewce i Damianowi Żurawskiemu udało się uratować psy. Po drodze były też zamykane pseudohodowle. Wszyscy oczekiwaliśmy więc kolejnego kroku, czyli wzięcia się za Sobolew, najbardziej znaną mordownię. I udało się. Dzięki Dodzie, dzięki Litewce, dzięki organizacjom ratującym zwierzęta takim, jak DIOZ czy Judyta. Psy uratowane. Jednak to nie znaczy, że kończą się wszystkie psie troski. Ja mam nadzieję, że to dopiero początek, bo ujawnione nieprawidłowości i zwyrodnialstwa wymagają pójścia o krok dalej i stworzenia przepisów prawa, które ich zakażą.
Psi biznes
Wiecie jak działała mordownia w Sobolewie? Tak jak działa wiele schronisk. Tych prowadzonych przez zwykłych ludzi, a nie przez fundacje. Gminy przekazują 3 tys. zł. na jednego psa. Schroniska więc robią wszystko, by jak najszybciej pozbywać się zwierząt i móc przyjmować kolejne dla kasy. Stąd opłakane warunki, opłakany stan psów. Bo robią wszystko, by psy jak najszybciej szły za tęczowy most. Adopcje ich przerastają, idą za wolno, wymagają procedur. A wiecie, co robił właściciel mordowni w Sobolewie? Jeździł po wsiach jak hycel i wyłapywał zwierzęta pozostające bez opieki, bez weryfikacji sytuacji. W schronisku było wiele psów, które miały domy. Wyłapywał je dla kasy z gminy. A gmina, choć wielokrotnie zgłaszane były nieprawidłowości, choć schronisko od lat znane było w całej Polsce jako mordownia, nic nie zrobiła. Nikt nic nie zrobił. To i wiele innych takich schronisk w całym kraju, o których nawet nie wiemy, to porażka systemu. Systemu, którego nie ma.
Psie troski – koniec jednych początkiem kolejnych
Zamykanie kolejnych schronisk mordowni, w tym najbardziej znanego Sobolewa kończy jedne psie troski, ale zaczyna kolejne. Po pierwsze, wspomniałam już, że spora część psów miała i wciąż ma właścicieli. Tylko, że do schroniska wdarł się dziki tłum i wszyscy zabierali zwierzęta jak popadło, bez procedur, bez niczego. Dużą część zwierząt przejęły organizacje – DIOZ, Judyta i jeszcze parę innych, ale sporo też pozabierali zwykli ludzie, mając w dupie, że te psy mogą mieć właściciela, który latami ich szuka. Który podejrzewał, że jego pies może być w schronisku i teraz poczuł nadzieję na odzyskanie ukochanego pupila, ale ta nadzieja została brutalnie odebrana przez dziki tłum, który pozabierał sobie psy.
To powinno być odpowiednio zorganizowane. Najpierw selekcja – psy z największymi problemami zdrowotnymi i behawioralnymi powinny być zabrane przez organizacje, a reszta rozdysponowana do okolicznych mieszkańców, aby były na miejscu, a nie teraz nie wiadomo gdzie je powywozili. Powinna być zrobiona lista wszystkich psów ze zdjęciami do publicznej wiadomości, aby ewentualni właściciele mogli zobaczyć, czy ich pupil jest wśród nich i go odzyskać. Powinny wszystkie psy być skontrolowane weterynaryjnie i powinien zostać zebrany materiał dowodowy do sądu. Tymczasem to był jeden wielki chaos, z którego póki co nic nie wynika.
Z kolei psy, które ze schroniska trafiają pod opiekę fundacji, organizacji, trafiają tak naprawdę do ich schronisk. Z jednych boksów do kolejnych. To nie rozwiązuje ich problemów. Owszem, warunki w końcu lepsze, porządne jedzenie, opieka, leczenie, ale z drugiej strony to wciąż ciasne kojce. Kojce, bez kontaktu z innymi psami, bez ciągłości kontaktu z człowiekiem. Te psy są zniszczone psychicznie, boją się, bywają agresywne, trzęsą się, piszczą, sikają pod siebie. One wymagają pomocy behawiorysty, a nie zamknięcia w kolejnym kojcu. Organizacje już myślą o adopcjach, bo też mają limit miejsc i pojawiają się ogłoszenia „Szukamy odpowiedzialnych ludzi, cierpliwych i gotowych poświęcić czas”. Tylko że takich ludzi jest niewiele. Większość chciałaby słodkiego psiaczka do głaskania i tulenia, a nie psa z problemami fizycznymi i psychicznymi. Najpierw leczenie i behawiorysta, a potem adopcje. Najpierw organizacja szkoleń dla osób, które chciałyby adoptować takie zwierzę po przejściach, dać dom tymczasowy. Bo brakuje edukacji o zwierzętach, ich potrzebach, o tym, że one też czują i jak to okazują.
Tylko psy i psy, a chore dzieci wszyscy mają w dupie
Wśród głosów wyrażających radość z ocalenia kolejnych psów i uznanie dla pomagających, a zwłaszcza dla Dody, która pokazała się ze wspaniałej strony, pojawiają się głosy, że tylko psy i psy, a dzieci cierpiące wszyscy mają gdzieś. No, nie wszyscy, bo WOŚP pobiła wczoraj kolejny rekord. Pamiętajmy, że cierpienie psów jest nieporównywalne do cierpienia dziecka czy w ogóle człowieka. Człowiek jest w stanie powiedzieć, że coś go boli, że źle się czuje. Dziecko, nawet jeśli nie mówi, to płacze, krzyczy. Człowiek, bez względu na wiek, potrafi okazać to, co czuje i potrafi poprosić o pomoc. No i człowiek rozumie – zrobiłem sobie ranę to mnie boli. Jestem chory, to się źle czuję. Żyję w ruderze i jestem głodny, bo nie mam kasy.
Zwierzęta tak samo czują ból, głód, psie troski są takie same jak ludzkie, ale psy nie są w stanie tego okazać. Trzeba się domyślać, wyłapywać subtelne symptomy – pies jest za chudy, intensywnie węszy, szuka, nie może się ruszyć, piszczy, nie chce jeść, trzęsie się, sika pod siebie. To wszystko świadczy o tym, że pies cierpi. Tylko sami musimy to zauważać, bo pies nam tego nie powie. Nie jest w stanie poprosić o pomoc. A w dodatku pies cierpienia nie rozumie. Nie rozumie, dlaczego go boli, dlaczego jest zimno, dlaczego człowiek, zamiast głaskać, tulić, karmić pysznym jedzeniem, trzyma na łańcuchu, w klatce, nie sprząta kup, nie daje jedzenia ani wody. Dlatego zwierzęta cierpią bardziej, niż ludzie i bardziej potrzebują pomocy. Tylko ludzie muszą to wreszcie zrozumieć. Czy naprawdę jednego z drugim trzeba by przywiązać łańcuchem albo zamknąć w klatce na mrozie, nago, zakneblowanego, bez jedzenia, picia i bić za próby krzyku, uwolnienia się, żeby zrozumieli? Żeby przekonali się jak to jest marznąć, być głodnym, czuć ból i nie móc nic powiedzieć, nic zrobić? Gdyby tak zrobić, to zaraz by to było nazwane przemocą, zaraz byłby areszt, więzienie dla sprawcy. Ale zwierzętom można tak robić bezkarnie? To jest chore.
Koty też istnieją
Wszystkich teraz interesują psie troski. Wszyscy mówią o psach, o ratowaniu psów przed mrozem, przed zwyrolami, ze schronisk mordowni. A koty? Ostatnio natknęłam się na desperacki, pełen wściekłości post na Fb. Post osoby zajmującej się pomaganiem kotom. Wszyscy o psach, a koty zapomniane. No niestety, psie cierpienie jest jakoś bardziej widoczne. Bo koty są mniejsze, częściej trzymane w domach, w zamknięciu. A psy widać w kojcach w schroniskach, widać na łańcuchach. Psy najczęściej są większe i to często sporo większe od kotów, więc nie znajdą tak łatwo schronienia i są bardziej widoczne leżące na mrozie, błąkające się. Kot z kolei mniejszy, umie się wspiąć, więc łatwiej wciśnie się w jakiś zakamarek, do jakiejś szopy, stodoły. Kotom jest tak samo zimno. I to, mimo tego że potrafią się gdzieś schować.
Ludziom się wydaje, że zwierzęta mają sierść, więc nie powinno im być zimno. To ja się w takim razie pytam, dlaczego każdy nosi w zimie czapkę, przecież mamy włosy. No właśnie, sami wiemy, że mimo włosów jest nam zimno w głowę. I nie wychodzimy na zewnątrz bez kurtki, bez butów. A zwierzęta mają tylko sierść, tak jak my włosy na głowie albo cienką warstwę ubrania, która nie daje żadnego ciepła na zewnątrz. W dzień, nie mówiąc o nocach, kiedy jest jeszcze zimniej. Myślmy więc także o kotach. Ich też jest dużo – dzikich, wolnożyjących, wypuszczanych przez właścicieli. One też są w schroniskach, tylko nie siedzą w boksach na zimnie, a w zamkniętych pomieszczeniach. I nie wiadomo jakie mają warunki, bo nikt nie ma tam dostępu. I jeśli marzną, nie są karmione, leczone, to cierpią tak samo, jak psy. Tylko dodatkowo w ukryciu.
Psie troski – potrzebny dobry, działający system
Wykrywanie i zamykanie mordowni i biznesów opartych na cierpieniu zwierząt, przenoszenie z jednych kojców do drugich, dostarczanie schroniskom karm, koców, bud, ubranek, wpłacanie datków, leczenie – to pomoc doraźna i już po fakcie. To nie zmieni wiele, jeśli nie powstanie dobry, porządnie działający system, który pozwoli takim sytuacjom zapobiegać. Im mniej bezdomnych zwierząt, tym mniejsza potrzeba istnienia schronisk. Im surowsze zasady prowadzenia schronisk, tym mniej mordowni. Im surowsze zasady hodowli, tym mniej pseudohodowli i zarabiania na cierpieniu zwierząt. Zresztą handel ludźmi to przestępstwo zapisane w paragrafach jako handel żywym towarem. A zwierzęta to już nie żywy towar? Nimi można handlować bezkarnie, jeszcze fundując im cierpienie? Tak być nie powinno.
Potrzebne są zmiany w zasadach funkcjonowania schronisk. Finansowanie przez gminy ok, ale nie kwota na psa, tylko % od udokumentowanych kosztów. Potrzebne są także kary dla władz i weterynarzy za zamiatanie cierpienia zwierząt pod dywan, niereagowanie mimo wiedzy o danej sytuacji w schronisku lub u jakiegokolwiek mieszkańca gminy. Musi zostać zwiększona odpowiedzialność władz gmin i weterynarzy, aby nie spoczywała ona tylko na samych właścicielach schronisk. Niezbędne są kontrole, ale regularne, raz na kwartał, niezapowiadane. Teraz zrobiło się głośno o kontrolach w całym kraju. Wiedząc o kontroli, każdy się przygotuje i wszystko będzie cacy, a po kontroli od nowa horror. Powinien być obowiązek monitoringu w schroniskach i prowadzenia pełnej dokumentacji, wraz z dokumentowaniem odejść i ich przyczyn, a kontrole powinny obejmować dokumentację weterynaryjną, przegląd stanu zwierząt i warunków bytowych, dokumentację księgową oraz monitoring.
Dodatkowo powinny być surowe kary za nieudzielenie pomocy zwierzętom, w tym niezgłaszanie łamania przepisów, przemocy, złych warunków itd. I znów tutaj mamy absurd w postaci tego, że nieudzielenie pomocy człowiekowi jest karalne, ale zwierzęciu już nie. Powinien też być bezwzględny obowiązek kastracji i chipowania, o czym już piszę po raz kolejny. Na koniec grudnia pisałam o odrzuconej ustawie łańcuchowej i o tym, że samo zerwanie łańcuchów tu nie pomoże. Obecna sytuacja jest tego niezbitym dowodem. We wpisie na koniec grudnia (czytaj tutaj) pisałam m.in. o aplikacji mobilnej czy ubezpieczeniu OC/AC jako propozycjach, które mogłyby rozwiązać wiele problemów. Tylko to muszą chcieć zrobić politycy, bo najpierw muszą być odpowiednie przepisy, aby można było wprowadzać tego typu rozwiązania. W Warszawie jest już pierwsza w Polsce karetka dla zwierząt. Uważam, że takie powinny być w całej Polsce, przynajmniej jedna na województwo. I to byłby dobry cel kolejnej edycji Zwierzogrania, a nie jeden zwierzobus, który nie będzie mógł być wszędzie.
Na koniec jeszcze ogromny szacunek dla Dody oraz wszystkich osób i organizacji zaangażowanych w ratowanie psów ze schronisk mordowni czy pseudohodowli. Pojawiają się komentarze, że Doda robi to pod publiczkę itd. Wylewa się dużo krytyki na DIOZ, nawet był oczerniający materiał w telewizji. Doda ogłosiła, że musi przerwać pomaganie, bo odbiło się to na jej psychice. Bo trudno, aby na psychice wrażliwej osoby nie odbiły się te psie troski – widok psów we własnych odchodach, zamarzających, umierających z głodu, wycieńczenia, bólu, chorych, wychudzonych, bojących się, trzęsących, piszczących itd. Szacun dla osób, które widzą te psie troski dzień w dzień i dają radę. Nie zbawią świata, nie zmienią niczego, ale robią, co mogą, by ratować. Ale te psie troski mogłyby przestać istnieć, gdyby działał dobry system ochrony zwierząt. Politycy, do dzieła!
_______________________________________________
Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.



