Dziecko w samolocie

Panie pilocie, dziura w samolocie! Tak krzyczeliśmy jako dzieciaki na widok lecącego samolotu. Teraz wielu dorosłych ma ochotę krzyknąć „dziecko w samolocie” na widok rodziców z małym brzdącem, a to dlatego, że maluchy potrafią narobić niemałych problemów, a ich rodzice często nie poczuwają się do winy i jeszcze mają pretensje do innych pasażerów, którzy mają pretensje do nich. A w sieci wybuchają gorące dyskusje, pełne nawet hejtu. I kto tu ma rację? Pasażerowie, którzy chcą komfortowo przeżyć wielogodzinny lot, czy rodzice, którzy uważają, że małe dzieci trzeba rozumieć i akceptować?

Lot odwołany przez dziecko

Najbardziej kuriozalna sytuacja miała miejsce niedawno w Stanach. Wyobraź sobie, że masz lecieć na upragnione wakacje albo w jakiejś ważnej sprawie, np. na leczenie, na które miesiącami zbierałeś kasę, a tu nagle odwołują Ci lot i to z najbardziej kuriozalnego powodu. Bo jakiś dzieciak nie ma ochoty zapiąć pasów. Naprawdę nie chciałabym znaleźć się na miejscu pasażerów tamtego samolotu. Odwoływać lot, bo głupi dzieciak ma w dupie zasady? Dla mnie to chore. Powinni zwyczajnie wyprosić rodziców z dzieciakiem z samolotu i lecieć, a nie robić przez bachora problemy wszystkim pasażerom. Po tym, jak informacja o tej sytuacji rozeszła się w sieci, zaczęły się ostre wymiany argumentów między rodzicami dzieci a ludźmi, którzy rodzicami nie są. Pojawił się również temat nadwrażliwości sensorycznej.

Jako autystka należę do sporego grona Facebookowych grup dotyczących autyzmu. W większości dominują rodzice dzieci, którzy często dyskutują na temat problemów sensorycznych swoich latorośli. A to problem z jedzeniem, a to z ubraniami czy butami, a to z jeszcze innymi kwestiami. W jednej z nich ktoś udostępnił post o wspomnianym odwołaniu samolotu i zwrócił uwagę na to, że rodzice zamiast odpowiednio wychowywać dzieci, zbyt często pytają je o zdanie i zbyt wyrozumiale traktują ich sensoryczne widzimisię, co później prowadzi do brutalnego zderzenia z rzeczywistością, czego przykładem jest właśnie owa sytuacja z samolotem. Ktoś inny w odpowiedzi napisał, że wychowanie dziecka nie polega na zmuszaniu go do noszenia skarpetek, jeśli ma nadwrażliwość sensoryczną i nie jest w stanie. Tylko że ta osoba zapomniała, że pasy w samolocie to nie to samo, co skarpetki w domu. W domu można wyluzować i pozwolić na bieganie bez skarpetek. Natomiast zapinanie pasów w samolocie przed startem to zasada, która obowiązuje wszystkich pasażerów bez wyjątku, dziecko w samolocie też. Jeśli dzieciak tego nie rozumie, bo się nie potrafiło go tego nauczyć albo jest nadwrażliwy sensorycznie i nie potrafi się dostosować do obowiązujących zasad, to się z nim nie lata samolotem i tyle.

Dziecko w samolocie – zmora dla pasażerów

Dzieciak płaczący, krzyczący, wiercący się przez cały lot, rozwalający jedzenie na wszystkie strony, rzucający zabawkami – to zmora dla innych pasażerów, zwłaszcza tych siedzących obok. Dlatego, zanim wymyśli się lot samolotem z małym dzieckiem, należy się zastanowić, czy jest ono w stanie dostosować się do wszystkich pasażerów, zasad panujących w samolocie i znieść wielogodzinny lot. Trzeba też pamiętać o tym, że samolot to nie autobus i nie ma postojów ani nie zatrzyma się nagle byle gdzie, jeśli coś się stanie. Dlatego dzieciak musi być przygotowany na długi lot. O ile w samolocie są toalety czy jedzenie, o tyle rodzice muszą sami zadbać o to, żeby maluch się nie nudził i nie terroryzował wszystkich przez cały lot.

Zachciało Ci się wakacji za granicą, a masz niemowlaka? O ile starsze dziecko już możesz czegoś nauczyć (i na tym polega wychowanie – na uczeniu zasad zachowania w różnych miejscach, by dzieciak rozumiał, że tak po prostu trzeba) to niemowlakowi niczego nie wytłumaczysz. I nie jest to też radio, które można ściszyć lub wyłączyć. Współpasażerowie powinni to rozumieć, ale dzieciak płaczący przez cały lot potrafi uprzykrzyć ostro życie. Wyobraź sobie, że lecisz wiele godzin, chcesz się przespać, ale jakiś brzdąc cały czas drze japkę. Zasnąłbyś? Zapewne nie. Dlatego, jeśli już musisz lecieć z takim maluchem, to się dobrze przygotuj. Nie leć w momencie, kiedy dziecko ma kolkę albo ząbkuje i jest wyjątkowo marudne. A jak lecisz, to przygotuj zapas jedzenia, zapas pieluch, słuchawki z usypiającą muzyczką, smoczki (jak dziecko ciamka smoka, to się nie drze, a zapas się przyda jak smoczek spadnie na podłogę, bo go już nie wsadzisz z powrotem dziecku do buzi), zabawki, żeby móc zająć dziecko w samolocie. Nie wolno myśleć tylko o sobie.

Dziecko zgubione/zostawione – jak to w ogóle możliwe?

Nie brakuje też historii rodem z filmu Kevin sam w Nowym Jorku, czyli dzieci zostawionych czy zgubionych na lotnisku. Jak to w ogóle możliwe? Jeśli zabierasz ze sobą dziecko na wakacje, to go nie możesz zapomnieć wziąć do samolotu. Dziecko chyba jest najważniejsze. Najlepsi byli rodzice, którzy zostawili dziecko na lotnisku, bo okazało się, że ma nieważne dokumenty. Nosz kurde, sprawdza się odpowiednio wcześnie przed wyjazdem, czy wszystkie paszporty są ważne i czy ważność się nie skończy w trakcie wakacjowania, a nie zostawia dziecko na pastwę losu przez nieważny paszport. Litości! Na szczęście tamci rodzice nie byli aż tak bezmyślni, bo zadzwonili po kogoś z rodziny, żeby zabrał dziecko, ale zanim ten ktoś dotarł na lotnisko, dziecko zostało zauważone i zgłoszone obsłudze, która wszczęła niezły alarm. Ale nie chodzi tu tylko o samo porzucenie dziecka na lotnisku, ale też o to, co to dziecko czuło, kiedy rodzice sobie polecieli na wakacje bez niego. Wakacje zepsute totalnie.

Drodzy rodzice – lot samolotem jest super, ale wtedy, kiedy zadbacie o wszystkie dokumenty i o to, by dziecko w samolocie potrafiło dostosować się do panujących zasad. Jeśli wiecie, że zapięcie pasów i usiedzenie na tyłku jest nierealne bo autyzm czy ADHD albo dziecko jest płaczliwe, krzykliwe i za małe, by wytłumaczyć mu, że nie wolno, to po prostu nie lećcie samolotem i tyle. A już na pewno nie róbcie z waszego dziecka Kevina, bo nawet będąc starsze niż filmowy bohater może nie poradzić sobie tak świetnie, jak on.

___________________________________________

Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.

Postaw mi kawę na buycoffee.to