Felieton: Zakupy oczami autystyka

Zakupy to nasza codzienność. Nie dla każdego jednak przyjemność, zwłaszcza dla autystyka. Ja już kiedyś pisałam o najbardziej irytujących rzeczach w sklepach, ale wtedy jakoś nie patrzyłam na to od strony autystyka. Więc piszę jeszcze raz. Ja – zanim pójdę do sklepu – muszę zaplanować, co będę gotować i zrobić listę zakupów. Mam ulubione produkty, które zawsze biorę. I zależy mi na tym, żeby jak najszybciej zebrać do koszyka wszystko, czego potrzebuję, zapłacić i wracać do domu. No, ale nie zawsze jest to możliwe, a zakupy potrafią nieźle dać w kość. Z kilku powodów, których nie rozumiem.
Brak produktów czy poprzekładane?
Jak mnie wkurzają sytuacje, kiedy idę na zakupy i czegoś nie ma. Ja rozumiem, że może nie być, ale ja nie jestem w stanie na poczekaniu zmienić zaplanowanego menu. Jednak jeszcze gorsze jest to, kiedy raz, drugi wydaje mi się, że czegoś nie ma, a na trzecich zakupach nagle okazuje się, że cały czas było, tylko zostało przeniesione na inną półkę. Co jak co, ale półki w sklepach powinny być jakoś pooznaczane, ponumerowane i powinny być informacje, gdzie coś zostało przeniesione. To samo w Biedronce z bułkami. Nie ma grahamków i nie ma, a tu nagle okazuje się, że są, tylko w innej gablotce. Ja naprawdę nie mam ochoty łazić w tę i z powrotem po sklepie i szukać, czy coś nie zostało poprzekładane.
Bajzel i jeszcze raz bajzel
Bajzel w sklepach, zwłaszcza Biedronce to zasługa zarówno klientów, jak i pracowników. Pracownicy zostawiają paleciaki czy pudła byle gdzie, przez co trudno się przecisnąć. Bezmyślność level hard. Taką samą bezmyślnością popisują się imbecyle, które biorą coś z półki, a potem, będąc już w innej części sklepu, rozmyślają się i zostawiają produkt byle gdzie, bo nie chce im się ruszyć dupy i odłożyć go tam, gdzie był. Najlepsi są tacy, co biorą produkty tylko po to, żeby sprawdzić ceny, a po sprawdzeniu, gdy ostatecznie nie decydują się na zakup, zostawiają produkty byle jak pod czytnikami cen. A już największą bezmyślnością jest branie produktów z lodówek/zamrażarek i zostawianie ich byle gdzie, bo leniowi nie chce się dupy ruszyć i odłożyć do lodówki. Ewentualnie można taki produkt zwrócić przy kasie i zostanie odniesiony do lodówki przez pracownika. Ale niee, najlepiej pieprznąć byle gdzie. Zostawić wędlinę w skrzynce z warzywami albo jogurt na półce ze słodyczami. Powinni wyłapywać takich delikwentów na monitoringu i kazać za to płacić. Produkty, które powinny być w lodówce, zostawione byle gdzie, stają się śmieciami. Sklepy muszą przestrzegać rygorystycznych przepisów. Pracownik, który znajduje wędlinę, mięso, lody, mrożonki czy nabiał poza lodówkami, nie mogą ich odnieść do lodówki, bo nie wiadomo, jak długo są poza lodówką. Takie produkty stają się śmieciami, często będąc zdatne do jedzenia. To jest marnowanie ogromnej ilości jedzenia, a do tego jest to strata finansowa dla sklepu. Czy naprawdę tak trudno jest odłożyć coś na odpowiednie miejsce, tam, gdzie było? I jeszcze produkty poupychane byle jak – albo trudno wyjąć, albo wyjmujesz jeden i spada pięć kolejnych i masz szczęście, że to nie jajka.
Tłok, kolejki, czekanie
Tłok jest kolejną irytującą rzeczą w sklepach. Wszędzie ludzie. Muszą mieć wózki – i sklepowe, i swoje z dziećmi. Muszą się wszędzie pchać, nie patrząc, czy da się przejść. Muszą walnąć tym wózkiem mnie w biodro, tyłek, nogę. Muszą pół godziny wybierać produkt i uniemożliwiać dostęp do półki czy lodówki. Nienawidzę sterczeć i czekać, bo ktoś grzebie i grzebie na półce. Muszą stanąć gromadką na środku przejścia między półkami tak, że nie można przejść. Nie można spokojnie się rozejrzeć, bo się przeciskają, obijają o mój koszyk albo najchętniej położyliby swoje produkty na moich na taśmie kasy. Albo pracownicy muszą się rozkładać z towarem akurat tam, gdzie ja chcę coś wziąć z półki. Ale jak potrzebowałabym pracownika, żeby o coś zapytać, to nagle nikogo nie ma. Jak kolejka do jedynej czynnej kasy na sześć sięga do połowy sklepu to nikogo nie ma, żeby otworzył drugą kasę. A kasjerka nie raczy zaczekać aż zapakuję swoje zakupy tylko kasuje kolejnego klienta i albo spycha moje zakupy bez pardonu na bok, albo kładzie inne prawie na moich. Zwykłe zakupy, a człowiek jest kłębkiem nerwów.
Zmiana składu ulubionego produktu
To już nie wina sklepu, tylko producenta. Ja mam stałe, ulubione produkty. Jak otworzę produkt i widzę, że wygląda inaczej, pachnie inaczej, smakuje inaczej, zwłaszcza jeśli gorzej, to się robię niespokojna, zdezorientowana, ogłupiona. Tak ostatnio piekarnia zrobiła z jednym z moich ulubionych chlebów. Nagle jeszcze ciemniejszy, kwaśniejszy, ciężki jak cegła i pełen ziaren, a tego nie znoszę. Zmiany w wyglądzie opakowania też są irytujące, bo podobnie, jak przełożenie produktu gdzie indziej, dają wrażenie, że produktu nie ma. A poza tym nowe opakowanie sugeruje inne zmiany i powoduje niepokój o to, czy ten produkt będzie nadal taki sam.
Lampa migocze, piec się drze, komunikat na pół sklepu
Poza ludźmi, zamieszaniami z produktami jest jeszcze masa bodźców. Migająca lampa, od której można dostać oczopląsu albo świecąca w coś tak, że oczy bolą. Piec się drze, bo się bułki upiekły i nikogo to nie rusza. Wszyscy mają w dupie i siedzą gdzieś na zapleczu i udają, że nie słyszą. Ni stąd, ni zowąd „Pracownik proszony na linię kas!” na pół sklepu. Jakby pracownicy nie mieli telefonów przy dupach i nie można było opracować jakiegoś systemu komunikacji, który nie powodowałby ryzyka zawału u klienta. I jeszcze rozdarte dzieciaki, głosy ludzi, bo mało kto jest sam, a jak sam, to gada przez telefon. I taka to w sklepie jest sielanka.
Zakupy to dla autystyka naprawdę niemałe wyzwanie. Wyzwanie dla układu nerwowego – zwłaszcza sensoryczne. Ja lubię robić zakupy. Kupować to, co lubię, na co mam ochotę, co mi się kończy w domu. Ale jak nie uda mi się ich zrobić szybko, to jestem po nich zmęczona. Na tyle, że wystarczają mi 1-2 razy w tygodniu. Kiedyś robiłam częściej, bo bałam się, że będę za długo trzymać i marnować jedzenie, ale pandemia nauczyła mnie, że mogę jednak rzadziej. Po prostu mrożę wiele rzeczy i mam na dłużej. A zakupy 1-2 razy w tygodniu przeżyć można. Lepiej mieć w domu wszystko, niż czegoś nie mieć. Ale, w przeciwieństwie do zakupów, uważność, rozsądek i kultura nic nie kosztują. Pamiętajmy o tym, a będzie nam przyjemniej.
_______________________________________________
Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.




