Zakaz łańcuchów – dlaczego nie zakończy cierpienia zwierząt?

Zakaz łańcuchów to temat, który elektryzuje nas już od ponad roku, kiedy Łukasz Litewka stworzył projekt ustawy i zebrał pod nim ponad pół miliona podpisów. Pisałam o tym wprawdzie wtedy wpis, a właściwie aktualizowałam wpis, który pisałam jeszcze po odrzuceniu pierwszego projektu „Piątka dla zwierząt”. Projekt Litewki został przegłosowany przez sejm, ale odrzucony przez prezydenta. Za to prezydent podpisał zakaz hodowli na futra, który także znajdował się wśród przepisów odrzuconej „Piątki dla zwierząt”. Wydaje się, że idziemy ku normalności, jeśli chodzi o dobro zwierząt, ale temat łańcuchów wciąż jest sporny. Prezydent odrzucił ustawę Litewki nie bez powodu. Była niedopracowana i w ogóle nieprzemyślana. Zakaz łańcuchów powinien być jak najbardziej, ale sam nie rozwiąże magicznie problemu cierpienia zwierząt u nieodpowiedzialnych właścicieli.
Zakaz łańcuchów nie ruszy serc z kamienia
Fundacje i organizacje ratujące zwierzęta dzielą się na Facebooku materiałami z interwencji, podczas których odbierają od nieodpowiedzialnych właścicieli psy z łańcuchów – zaniedbane, wychudzone, chore, zamarzające na mrozie, leżące w błocie i własnych odchodach, nieregularnie dostające jedzenie i wodę. Czy takich ludzi, którzy tak traktują swoje zwierzęta, ruszyłby zakaz łańcuchów? Raczej nie. A nawet jeśli, to wywołałby tylko strach przed karą. Takie osoby wybrałyby raczej jedno z trzech poniższych rozwiązań:
- porzucenie psa – ze strachu przed karą, z braku możliwości lub ochoty na poprawienie psu warunków bytowych poprzez budowę kojca.
- ignorancja – spuściliby z łańcucha i mieliby psa gdzieś, a pies wałęsałby się poza posesją, co byłoby niebezpieczne i dla niego, i dla otoczenia (o skutkach znalezienia się psa poza domem bez opieki pisałam w tamtym artykule o zakazie trzymania psów na łańcuchach i tam odsyłam).
- zamiana łańcucha na inną gehennę – spuściliby z łańcucha, ale zamknęli w jakiejś szopie, stodole albo wzięliby nawet do domu, ale zamknęli w piwnicy, na strychu czy gdzieś, gdzie dramat zwierzaka trwałby za zamkniętymi drzwiami i nikt by nic nie widział.
Ludziom trzymającym psy na łańcuchach, zaniedbującym je i krzywdzącym nie zaczęłoby nagle zależeć na tych psach przez zakaz łańcuchów. Zależałoby tylko na uniknięciu kary. Odnoszę wrażenie, że Litewka ma zbyt dużą wiarę w ludzi niestety.
Kontrowersje wokół kojców
Największe kontrowersje w ustawie zakazującej łańcuchów budziła kwestia minimalnych wymiarów kojców, jakie zostały zawarte w przepisach. To właśnie z ich powodu prezydent zawetował ustawę. Przewidywała bowiem, że kojce dla psa powinny mieć wielkość małej kawalerki albo dużego pokoju. Minimalna wielkość kojca 5×4 m? To 20 m kw. To mój pokój, w którym spędzam większość każdego dnia ma wymiary 3,5 x 3,5 m, czyli 12 m kw. z hakiem. I mimo mebli jest w nim całkiem sporo miejsca. Gdyby wyrzucić meble i wstawić tylko psią budę, miejsca byłoby w bród. A teraz zobaczmy, ile miejsca ma pies na dwumetrowym łańcuchu i, zazwyczaj, półkołowym wybiegu. Długość łańcucha to promień koła. Pole całego koła wyniesie tyle, ile mój pokój – 12 m kw. z hakiem, czyli jeśli pies ma półkołowy wybieg, to ma 6 m kw. z hakiem miejsca. To już jest więcej, niż w małym kojcu 2×2 m. Zakaz małych kojców równocześnie z łańcuchami jest konieczny, wymiary minimalne też można ustalić, ale wystarczyłyby na poziomie 3×3 m dla mniejszego psa, 3×4-5 m dla większego. A nie kojce wielkości kawalerki, zajmujące pół podwórka.
Duża część osób też jednak błędnie zrozumiała zapisy o kojcach, bo nie narzucają one obowiązku budowy kojca, nikogo do tego nie zmuszają. Jednak trudno oczekiwać, żeby ci, którzy trzymają psy na łańcuchach, nagle zabrali je do domu. Nie każdy ma na to warunki, nie mówiąc o chęciach. W dodatku z psa, który od lat żyje na zewnątrz, nie da się z dnia na dzień zrobić domowego. Nie da się go nauczyć z dnia na dzień proszenia o wyjście na zewnątrz, kiedy będzie miał potrzebę. Dla wielu osób rezygnacja z łańcucha oznaczałaby konieczność budowy kojca. Zapisy o wielkości kojców są więc potrzebne, aby psy nie trafiły przez zakaz łańcuchów do klatek, ale podane w ustawie wielkości były za duże.
Właściwe przepisy dla dobra zwierząt
Zakaz łańcuchów jest potrzebny, ale nie sam. Sam nic nie da. Spowoduje przejście z jednej tragedii w kolejne. Potrzebny jest cały szereg przepisów, które stworzą dobrze działający system ochrony zwierząt domowych.
1. Zamiana łańcuchów na uwięź
Zamiast łańcuchów, w ustawie powinno pojawić się pojęcie uwięzi. Przede wszystkim jasna definicja tego pojęcia – uwięź, czyli wszystko to, co mocno ogranicza swobodę zwierzęcia i jego potrzeby, a więc nie tylko łańcuch, ale także inne rzeczy, na których psa można uwiązać, małe kojce, małe pomieszczenia takie, jak szopy, piwnice. Ustawa powinna zakazywać uwięzi za wyjątkiem chwilowych sytuacji, gdy uwięź jest konieczna dla bezpieczeństwa psa i otoczenia. Np. w momentach, kiedy na podwórku trzeba otworzyć bramę, kiedy pies jest agresywny, a ktoś ma przyjść itd. Smycz powinna pojawić się w przepisach jako wyjątek, a wręcz obowiązek, tak samo, jak kaganiec, ale z zakazem uwiązywania psów pod sklepami itd. Przede wszystkim chodzi o to, by zakaz łańcuchów nie był omijany poprzez uwiązanie na sznurze, linie czy zamknięcie w jakimś małym, ciasnym miejscu.
2. Dodatkowe przepisy
Wraz z zakazem uwięzi muszą pojawić się dodatkowe zakazy i obowiązki. Przede wszystkim konieczny jest zakaz przebywania psów poza domem bez opieki. Ale że na pewno nie byłby przestrzegany, należałoby wprowadzić też bezwzględny obowiązek kastracji, by uniknąć rozmnażania bez kontroli i roznoszenia chorób wenerycznych oraz obowiązek chipowania, aby łatwo zidentyfikować właściciela psa znalezionego poza domem. Świadomość, że zwierzak ma chip, szybko zostanie zidentyfikowany poza domem i właściciel dostanie karę za psa bez opieki lub za spowodowane przez niego zdarzenie sprawiałaby, że ludzie by się zastanowili, zanim pozwolili by psom znaleźć się bez opieki poza posesjami.
3. System egzekwowania i kar
Nie można stworzyć żadnych zakazów i nakazów bez egzekwowania i kar, bo takie przepisy będą „martwe”. Tutaj jednak to nie jest takie proste. W celu egzekwowania przepisów potrzebne są kontrole – stałe przejazdy ulicami wsi i interwencje w razie zauważenia nieprawidłowości typu pies na łańcuchu, w małym kojcu, otwarta brama i buda na podwórku, a psa nie widać. Dodatkowo ze 3 razy w roku niezapowiadane kontrole w domach w celu sprawdzenia warunków przebywania zwierząt zarówno w obecności właścicieli i pod nieobecność. Powinien też być obowiązek zgłaszania łamania przepisów i kary za niezgłoszenie psa na łańcuchu, w małym kojcu, zamkniętego w szopie, zniknięcia psa, wyraźnego zaniedbania, znęcania się, psa znalezionego poza posesjami itd. To powinno dotyczyć wszystkich zwierząt, nie tylko psów.
Jeśli chodzi o kary to za złamanie przepisów kary finansowe i praca przez jakiś czas na rzecz organizacji, która przejmie zwierzę, aby organizacje nie musiały zbierać pieniędzy na leczenie zwierząt. Za jawne znęcanie się, porzucenie (również oddanie z powrotem do adopcji), zaniedbanie powinno być co najmniej parę lat więzienia z pracą na rzecz wybranej organizacji/lecznicy oraz zakaz posiadania zwierząt i wpis na publiczną listę zwyroli, która powinna być dostępna dla każdego, aby żadne schronisko, hodowla ani nikt nie wydał nigdy zwierzęcia osobie z zakazem.
Nie tylko łańcuchy i kojce są problemem
Zakaz łańcuchów nie zakończy magicznie cierpienia zwierząt. Nie tylko łańcuchy są problemem. Oprócz nich i innych uwięzi są jeszcze inne poważne problemy, które też wymagają rozwiązania, czyli:
- żywe prezenty – działania edukacyjne nie przynoszą żadnych skutków, więc potrzebne są sposoby, by to ukrócić. Jest to poważna przyczyna bezdomności zwierząt. Wiele takich prezentów trafia do schronisk albo jest porzucanych, bo dzieciom się nudzą po paru dniach, a rodzice nie chcą dodatkowych obowiązków i kosztów.
- ograniczenia dla właścicieli zwierząt – osoby ze zwierzętami mają często problemy z wynajmem mieszkania, wyjazdem na wakacje, wstępem w różne miejsca. Przeprowadzki, wyjazdy i problemy ze znalezieniem opieki dla zwierzaka na czas wakacji albo na czas pobytu w szpitalu to częste powody porzucania zwierząt.
- niechciane spadki – zwierzęta, a zwłaszcza psy pozostawiane bez opieki na łańcuchach po śmierci właścicieli to też ogromny problem, który wymaga rozwiązania i o tym już też kiedyś pisałam – TUTAJ.
- koszty weterynaryjne – łatwo powiedzieć, że jak nie masz kasy, to nie bierz zwierzęcia, ale prawda jest taka, że nawet drobny zabieg potrafi kosztować parę tysięcy, nie mówiąc o poważniejszych chorobach i długotrwałym leczeniu ze stałymi pobytami w lecznicy. Widać po zbiórkach fundacji, jak weterynarze zdzierają z ludzi. Fundacja jeszcze uzbiera, a co ma zrobić zwykły szary człowiek?
- zbieractwo i nieudolna pomoc – najgorsze dla organizacji ratujących zwierzęta są interwencje, podczas których muszą pomóc dużym liczbom zwierząt naraz. Są to sytuacje, gdzie chorzy na zbieractwo trzymają w koszmarnych warunkach i mnożą na potęgę zwierzęta albo osoby nieudolnie świadczące pomoc, bo postanowiły pomóc jednemu, drugiemu, trzeciemu psu albo dokarmiać gdzieś koty, tylko nie pomyślały, ile to kosztuje i zapomniały o kastracji, przez co stada szybko im się rozrosły i nagle nie dają rady. W takich sytuacjach pojawia się kolejny poważny problem – chów wsobny, który powoduje u zwierząt wady i choroby genetyczne. A zwierzęta gromadzące się w stadach roznoszą też inne choroby zakaźne między sobą.
- pseudohodowle – nie brakuje miejsc, gdzie rasowe zwierzęta są mnożone i sprzedawane, ale bez rejestracji działalności. Tak działają pseudohodowle, które nie dbają o opiekę weterynaryjną, dokumentację sprzedaży, trzymają zwierzęta w tragicznych warunkach, nadmiernie eksploatują samice, czy krzyżują rasy, których nie powinno się krzyżować, a nawet wykorzystują chów wsobny w celu uzyskania ładniejszych młodych. Młode zwierzęta z pseudohodowli często kosztują mniej albo z kolei dużo więcej, niż w zarejestrowanych hodowlach, a do tego są obarczone ryzykiem chorób i wad rozwojowych zarówno z powodu warunków bytowych, jak i z powodu rozmnażania przez chów wsobny lub nieodpowiedniego krzyżowania.
Wszystkim działającym na rzecz zwierząt zależy na ograniczeniu ich bezdomności. Zakaz łańcuchów i zwiększenie odpowiedzialności właścicieli za swoje zwierzęta poprzez obowiązek chipowania, kastracji, prowadzenia na smyczy i w kagańcu jest potrzebny, ale oprócz tego niezbędne są działania, które rozwiążą powyższe problemy. Konieczny jest zakaz pseudohodowli i porządne zasady krzyżowania i rozmnażania zwierząt na sprzedaż. Konieczna jest edukacja już w szkołach o tym, jakiej opieki potrzebują zwierzęta, jak się nimi zajmować i jak poradzić sobie, kiedy trzeba znaleźć opiekę dla zwierzęcia tymczasowo, kiedy zwierzę spada na nas nagle w spadku albo w prezencie i dlaczego nie powinno nigdy prezentem być itd. Można by wdrożyć dwa rozwiązania, które mogłyby rozwiązać wszystkie problemy (oczywiście oprócz przepisów typu zakaz łańcuchów, obowiązek chipowania, kastracji, zakaz przebywania poza posesjami, zakaz pseudohodowli itp.)
1. Ubezpieczenie typu OC/AC dla zwierząt i Fundusz Zwierzęcy
Kierowcy mają ubezpieczenia OC i AC, aby nie musieli płacić odszkodowań z własnej kieszeni, jeśli spowodują wypadek i aby nie musieli płacić z własnej kieszeni za naprawę własnego auta. Co gdyby zrobić coś takiego dla właścicieli zwierząt? AC można by rozwinąć jako Animal Care. Ubezpieczenie w dwóch wariantach – podstawowym i rozszerzonym, z którego wpłaty trafiałyby na specjalny Fundusz Zwierzęcy, z którego pieniądze byłyby rozdzielane między lecznice i gabinety, dzięki czemu nie trzeba by było płacić z własnej kieszeni za leczenie zwierząt. Obowiązkowy dla każdego właściciela byłby co najmniej wariant podstawowy, a rozszerzony do wyboru. W obu część OC byłaby taka sama i OC pokrywałoby koszty leczenia ludzi i zwierząt pogryzionych, koszty szkód wyrządzonych przez zwierzęta w wynajmowanych mieszkaniach, hotelach, miejscach publicznych (to mogłoby rozwiązać problem ograniczeń wstępu i wynajmu dla właścicieli zwierząt), koszty związane z wypadkiem spowodowanym wtargnięciem zwierzęcia na jezdnię oraz świadczenia dla organizacji lub osób, które podejmą opiekę nad zwierzęciem w razie niedyspozycji lub śmierci właściciela.
Natomiast AC w wariancie podstawowym pokrywałoby koszty weterynaryjne związane z profilaktyką (chip, kastracja, szczepienia, podstawowe badania) oraz podstawowe zabiegi, w tym konieczną eutanazję i leki, w tym pobyt w lecznicy do 7 dni. Rozszerzony wariant zaś pokrywałby koszty rozszerzonej opieki weterynaryjnej (droższe terapie, leki, zaawansowane zabiegi, operacje, uśpienie wraz z utylizacją zwłok w sytuacji braku możliwości wyleczenia) i byłby to wariant dla właścicieli zwierząt przewlekle i ciężko chorych, wymagających regularnej, stałej pomocy. Ubezpieczenie pokrywałoby te koszty również w przypadku śmierci zwierzęcia mimo leczenia. Oczywiście koszty byłyby pokrywane wyłącznie w sytuacji, gdy problemy zdrowotne zwierzaka nie wynikałyby z zaniedbania czy znęcania się przez właściciela. No i wykup ubezpieczenia na pierwszy rok byłby obowiązkowy w momencie adopcji lub zakupu, co oznaczałoby, że osoba, która ma ochotę sprezentować komuś zwierzę, musiałaby opłacić ubezpieczenie na 1 rok, a osoba obdarowana mogłaby liczyć od razu na świadczenie z ubezpieczenia OC i pokrycie kosztów weterynaryjnych.
A tak sobie jeszcze pomyślałam – a co, gdyby zrobić taki system ubezpieczenia zdrowotnego dla ludzi? Podstawowe dla osób w pełni zdrowych, średnio-zaawansowane dla osób z przeciętnymi potrzebami medycznymi i rozszerzone dla osób ciężko, przewlekle chorych ze stałą potrzebą leczenia szpitalnego, rehabilitacji itd.? Bo wszyscy płacimy tyle samo, a przecież są osoby, które przez lata nie odwiedzają nawet lekarza rodzinnego. Takie osoby mogą płacić mniej, a w razie zwiększenia potrzeb korzystania z opieki zdrowotnej (bo nigdy nie wiadomo, co się może przytrafić), mogłyby przeskoczyć na zaawansowany wariant. To by było niezłe.
2. Aplikacja mobilna
Mamy telefony i trzeba je wykorzystywać w pozytywny sposób. A gdyby tak stworzyć apkę, w której każdy mógłby wybrać rodzaj konta (właściciel, organizacja, lecznica/gabinet weterynaryjny, osoba bez zwierząt) i korzystać z różnych możliwości przypisanych do danego konta? Przede wszystkim apka powinna zawierać czytnik chipów dostępny dla każdego bez względu na rodzaj konta, aby każdy mógł zidentyfikować znalezione zwierzę lub takie, które dokonało pogryzień lub zniszczeń. Właściciele zwierząt mogliby dodać swoje zwierzęta do swoich kont poprzez odczyt ich chipów. Fundacje i schroniska mogłyby dodawać zwierzęta do adopcji i ankiety adopcyjne do wypełnienia, a każdy miałby dostęp do wyszukiwarki zwierząt do adopcji i mógłby wyszukać idealnego zwierzaka dla siebie. Aplikacja umożliwiałaby kontakt z właścicielami zwierząt w przypadku odnalezienia ich zwierzęcia, a właściciele mogliby wprowadzić zaginione zwierzę do rejestru zwierząt zaginionych. Rejestr umożliwiałby wyszukanie konkretnego zwierzaka poprzez odczyt chipa. Poza tym aplikacja miałaby wyszukiwarkę organizacji, lecznic, aby można było znaleźć pomoc w danym regionie i sprawdzić, gdzie można uzyskać pomoc w niedziele i święta. Przez apkę można by było też łatwo wezwać pomoc do rannego zwierzęcia czy zgłosić łamanie przepisów, znęcanie się nawet z dowodami w postaci zdjęć, filmów, co ułatwiłoby egzekwowanie przepisów takich, jak zakaz łańcuchów.
Przy stworzonym ubezpieczeniu zapisanym na chipie można by było w apce sprawdzić, czy dany zwierzak jest ubezpieczony, a właściciele mogliby przedłużać ubezpieczenie z poziomu apki. A przy stworzeniu rejestru zwyroli z zakazem posiadania zwierząt i większym ryzyku trafienia na taką listę, każda organizacja i hodowla mogłaby sprawdzić każdego chętnego na adopcję/zakup pod kątem obecności w rejestrze. Na kontach w apce pojawiałyby się dane o jakichkolwiek karach dotyczących przepisów o zwierzętach, które też każdy mógłby sprawdzić. No i, co ważne, w apce mogłyby zarejestrować konta wyłącznie legalne hodowle, a nie pseudohodowle, a kupno zwierząt byłoby możliwe jedynie z poziomu aplikacji (tzn. zgłoszenie chęci zakupu zwierzęcia przez apkę i umówienie się na wizytę w hodowli). To by sprawiało, że działalność pseudohodowli byłaby niemożliwa. Każdy miałby też dostęp do materiałów edukacyjnych i informacji o akcjach edukacyjnych, profilaktycznych, czy do przepisów prawa. I to byłoby coś, no nie? Oczywiście razem z odpowiednimi przepisami prawnymi i ubezpieczeniem wspomnianym wyżej.
Zakaz łańcuchów jest niezbędny, jednak sam nie rozwiąże wszystkich problemów, a nawet stworzyłby inne. Na bezdomność zwierząt wpływa wiele rzeczy, które wymieniłam w tym wpisie, a zaproponowane przykładowe rozwiązania pomogłyby rozwiązać niemal wszystkie problemy. Nie można udawać, że łańcuchy są jedynym i najgorszym problemem, bo tak nie jest. Holandia praktycznie wyeliminowała bezdomność zwierząt. Jak? Bo właśnie działa tam porządny, sprawny system – kastracje, chipowania, surowe kary. U nas też naprawdę da się wszystko zrobić. Tylko szanowni politycy muszą chcieć!
_______________________________________________
Utrzymanie bloga też kosztuje. Jeśli więc podoba Ci się to, co piszę, postaw mi symboliczną kawę, która doda mi energii i bardzo pomoże w rozwoju bloga, który jest moją pracą i pasją. Będę Ci bardzo wdzięczna za docenienie i wsparcie. 🙂 A jeśli chcesz wiedzieć więcej o BuyCoffee, zajrzyj TUTAJ.




