Ostatnio nie mam na nic czasu, no ale na bloga zawsze chwilę znajdę. Dziś wrzucam na ruszt temat oszczędzania. Słowo to kojarzy się głównie z pieniędzmi. Te niby szczęścia nie dają, ale bez nich żyć byłoby ciężko, bo płaci się niemal za wszystko – za jedzenie, za dom, za leki itp. Dlatego wydają się największym, najważniejszym dobrem, bo dzięki nim mamy inne dobra potrzebne nam do życia. To prowadzi do tego, że każdy chciałby zarabiać jak najwięcej i dorobić się fortuny. Często praca i pieniądze przesłaniają ludziom cały świat. Stają się ważniejsze niż rodzina, przyjaciele, zdrowie. Dla mnie to już przesada. Jak myślicie, kto jest szczęśliwszy – bogacz, który ma kasę na wszystkie luksusy czy zwykły człowiek z minimum krajowym miesięcznie kiedy po odkładaniu i odkładaniu wreszcie stwierdza, że może kupić sobie używany samochód albo małe, ale własne cztery kąty. Ja myślę, że ten drugi. Sama jestem tego przykładem. Odkładanie w czasie studiów miesięcznie po 100 zł sprawiło, że później mogłam spełnić moje wielkie marzenie – pozwolić sobie na koncert ukochanych Scorpionsów. To uczucie kiedy wreszcie możesz sobie coś kupić za własne pieniądze jest po prostu bezcenne. Podczas studiów miałam też dobrą motywację do oszczędzania, a mianowicie wakacje. Wtedy zostawałam bez dopływu pieniędzy. Kiedy jednak odkładałam co miesiąc w trakcie roku akademickiego, zawsze miałam jakieś pieniądze na wakacje i październik, który zawsze musiałam jeszcze przeżyć bez pieniędzy, bo pierwsze wypłaty były dopiero w listopadzie. Da się? Oczywiście! Niestety jednak my ludzie uwielbiamy narzekać, a najbardziej właśnie na brak pieniędzy, za małe płace i za duże ceny. Cóż, w Polsce minimalna płaca jest, szczerze mówiąc, niewiele wyższa od stypendium stażowego (mam na myśli oczywiście kwotę na rękę, po odliczeniu podatków i składek). Jednak jak słyszę kogoś narzekającego na brak pieniędzy czy małą płacę to nasuwa mi się pytanie „a znasz człowieku takie słowo jak oszczędzanie?” Już widzę minę takiego człowieka gdybym mu je zadała… zeżarłby mnie żywcem. Mam nawet w uszach odpowiedź: „Ledwo wiążę koniec z końcem i mam jeszcze oszczędzać?! Z czego?” Hmm, a ja jakoś potrafię, nawet z nędznego stypendium stażowego. Tak, staram się znowu coś odłożyć, bo przecież nie wiem jak to będzie po stażu. Mogę przecież znowu zostać bez pracy i bez pieniędzy.
Jeśli już mowa o oszczędzaniu to zaraz zapytacie w jaki sposób można zaoszczędzić. Cóż, nie jest to takie proste. Ktoś kto nie zaznajomił się z tym słowem od dzieciństwa będzie miał z tym problem. Najgorszy problem mają na pewno osoby, które wychowały się w bogatych rodzinach mając wszystko podane pod nos i spełnioną każdą zachciankę. Wchodząc w dorosłość w trybie „co chcę to mam” może być trudno. Takie osoby same stają się rozrzutne. Przecież nadal mają pieniądze od bogatych rodziców, a w końcu i same zaczynają pracować. To prosta droga do trybu „to zaczyna źle działać, więc wyrzucę i kupię nowe, bo mam kasę.”, „Odpadł mi guzik od koszuli, to nic, zaraz kupię nową.” Najgorsze już jest to, że tacy ludzie potrafią marnować dużo dobrego jedzenia, wyrzucając to co zrobiło się może lekko nieświeże, ale przecież nie jest jeszcze zepsute. Ja wychowałam się w nieco biedniejszej rodzinie. Piszę, nieco biedniejszej, żeby wam uświadomić, że nie było tak, że nie mieliśmy co jeść itp. Miałam wszystko czego było mi trzeba – jedzenie, ubrania, rzeczy do szkoły, leki jak byłam chora. Nie brakowało mi niczego. Po prostu nigdy nie było w domu za dużo pieniędzy. Rozumiałam, że nie mogę mieć wszystkiego, bo chcę, bo moja przyjaciółka ma, bo mi się to podoba. Mama kupowała mi to na co było ją stać i nigdy nie byłam źle ubrana, niedożywiona itp. Nie dostawałam co miesiąc kieszonkowego jak każde dziecko dzisiaj. Nic tak nie uczy oszczędności jak właśnie takie życie i wychowanie. Jeśli już dostałam jakieś pieniądze od mamy czy czasem od babci, cioci to nigdy nie wydawałam ich na głupoty takie jak słodycze. Czasem nawet musiałam oddać takie pieniądze mamie, bo brakowało jej do zapłacenia jakiegoś rachunku. Jednak kiedy poprosiłam o pieniądze na coś konkretnego, np. prezent urodzinowy dla koleżanki, wycieczkę szkolną, wyjście ze szkoły do kina, to je dostawałam, bo mama wiedziała, że nie pójdą na głupoty. Na wycieczki szkolne dostawałam zawsze nie tylko pieniądze, by zapłacić za wyjazd, ale też na sam wyjazd, żeby móc kupić sobie jakieś pamiątki i coś do jedzenia. Często nie wydawałam wszystkiego i część pieniędzy przywoziłam z powrotem do domu. To bardzo pomogło mi w racjonalnym gospodarowaniu pieniędzmi w czasie studiów kiedy przyszło zaciskać portfel i nie mam z tym problemu również teraz, będąc na stażu.
W jaki sposób można zaoszczędzić? Nawet w niejeden. Najpierw pomyślmy sobie jakie co miesiąc mamy wydatki i na co idzie najwięcej pieniędzy. Ogólnie wydatki możemy podzielić na zakupy i opłaty. Wyliczmy sobie jakiego rodzaju robimy zakupy i jakie mamy opłaty (czynsz, rachunki itp.). Ustalmy sobie, które wydatki są najważniejsze, a więc na piedestale czynsz, rachunki i inne opłaty, a potem zakupy z jedzeniem na czele. Jak zaoszczędzić na opłatach? Te dotyczą szczególnie mieszkania, więc, jeśli mieszkamy sami w dwupokojowym mieszkaniu, pora ten drugi pokój komuś wynająć! Zawsze to mniej zapłacimy dzieląc opłaty na dwoje, choć rachunki wzrosną wraz ze zużyciem mediów. Starajmy się oszczędzać wodę, prąd, gaz. Na przykład: nie lejmy wody niepotrzebnie, wyłączajmy na noc wszelkie urządzenia, które działają cały czas i mają świecące diodki. Jeśli wyjeżdżamy na kilka dni, zawsze możemy wyłączyć wodę, prąd, gaz, żeby nie zużywały się pod naszą nieobecność albo przynajmniej odłączyć od zasilania urządzenia, które cały czas pobierają prąd choćby właśnie po to, by świeciły diody (dekodery, modemy, radia z zegarkami itp.). Zamieńmy czajnik elektryczny na zwykły, choć to nieco zwiększy zużycie gazu. Im krócej będziemy się myć, tym mniej zużyjemy i wody i gazu, który nagrzewa wodę. Nie zasypiajmy przy włączonym telewizorze czy świetle. A co z zakupami? Tu już mamy większy problem. Dziś robimy zakupy głównie w większych marketach, bo tam mamy wszystko naraz i nie musimy chodzić do pięciu sklepów oddzielnie, by w jednym kupić jedzenie, w drugim, książkę, w trzecim jakiś kabel do komputera czy czegoś, a w czwartym jakieś buty. Niby przychodzimy do marketu z zamiarem kupienia 1-2 rzeczy, których akurat potrzebujemy, ale nim dojdziemy do półek z owymi produktami mijamy inne półki i 1500 innych produktów, co kończy się tym, że do półki z tym po co przyszliśmy dochodzimy z koszykiem pełnym zakupów nieplanowanych, bo „a to by się przydało”, „a może to jeszcze”, „o, jakie fajne, biorę to!”. Trudno się oprzeć kiedy tyle rzeczy kusi. I kuszą też promocje. Powiedzielibyście, że kupowanie na promocjach to też sposób na zaoszczędzenie. Niby tak, jednak nie polecam promocji, bo sklepy wywalają tam produkty, które od dłuższego czasu nie chcą się sprzedać i kończy im się już termin ważności. Najlepszym sposobem na oszczędzenie na zakupach jest nauczenie się rozsądnego planowania zakupów. Wypiszmy sobie na kartce to co jest nam najbardziej potrzebne w domu, bo właśnie się skończyło i kupmy tylko to. Rzeczy nie muszą być markowe. Zawsze są tańsze odpowiedniki, ale tej opcji nie polecam jeśli chodzi o jedzenie. Jednak jeśli chodzi o ciuchy czy buty to jak najbardziej! O wiele lepiej iść do second handu i kupić za 200 zł 10 rzeczy niż pójść do galerii handlowej i kupić tam w firmowym sklepie jedną wątpliwej jakości bluzkę za tyle samo. Z jedzeniem jest jednak inna sprawa. Tu nie możemy przesadzić z oszczędzaniem, bo przecież nie będziemy głodować. Musimy jeść dobrze i zdrowo. W tym przypadku oszczędzanie też idzie w parze tak jak przy opłatach. Kupujmy mniej, a nie tylko mniej zapłacimy, ale i mniej zmarnujemy. Zanim pójdziemy na zakupy, zaplanujmy je dobrze. Przejrzyjmy wszystkie szafki, lodówkę i wypiszmy na kartce wszystko czego potrzebujemy. Potem zastanówmy się czy na pewno wszystkiego potrzebujemy już dzisiaj. Ilościowo zaplanujmy zakupy na liczbę domowników. Ja jestem sama i gotuję tylko dla siebie, więc nigdy dużo nie kupuję. A propos gotowania – nie gotujmy codziennie. Wystarczy gotować sobie raz na 2-3 dni. Ja zawsze tak robię i jest to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Przed świętami, przyjęciem imieninowym czy urodzinowym zaplanowanie zakupów jest naprawdę konieczne! Wtedy kupujemy dużo, a przy świętach jest jeszcze tyle promocji, że kupujemy drugie tyle rzeczy zupełnie nam niepotrzebnych! O tym jednak innym razem, może w pobliżu świąt. Na koniec dodam, że warto spróbować, bo oszczędzanie wcale nie jest tak trudne na jakie wygląda!