FELIETON: Madki w natarciu
Kiedy ja ostatnio pisałam felieton? Miał być zawsze w 3 tygodniu miesiąca i co? No właśnie… Jeszcze wtedy, gdy planowałam publikowanie regularnie felietonów nie wiedziałam, że dostanę takie duże zlecenia, które wpłyną na regularność na blogu. Jednak o tym nie zapomniałam. Przy okazji muszę was poinformować, że na blogu szykują się duże zmiany! Ja już nie mogę się ich doczekać! Wracając do felietonów, kiedyś myślałam o napisaniu jednego na temat tak zwanych madek. Jednak mam na tyle materiału, że zamiast jednego, postanowiłam stworzyć o nich cały cykl felietonów. Temat wydaje się poważny, jak na felietony, ale ten gatunek dziennikarski ma to do siebie właśnie, że poważne rzeczy przedstawia się w sposób nieco zabawny, ironiczny. No to jedziemy.
Kiedy ktoś użyje w internecie tego słowa jest natychmiast poprawiany, o ironio, właśnie przez panie, do których to miano najlepiej pasuje. „Matka, a nie madka!” rzucają się od razu. Można odnieść wrażenie, że dopiero pierwszy raz zajrzały do internetu. Słowo „madka” jest bowiem już słynne w całej sieci od dłuższego czasu. Oznacza oczywiście kobietę, która urodziła dziecko, ale z normalną, prawdziwą matką nie ma wiele wspólnego, gdyż:
  • każda matka ma fioła na punkcie swojego dziecka, ale madka ma go do tego stopnia, że poniża inne dzieci. Jej jest najwspanialsze, a inne są be! I te jej pełne zazdrości reakcje, bo jak inne dziecko śmie być lepsze od jej w czymkolwiek!;
  • uważa siebie za najlepszą na świecie mamusię, poniżając przy tym inne;
  • najbardziej na świecie nienawidzi osób nie mających dzieci;
  • uważa, że wszystko jej wolno i jest panią wszechświata, bo ma dzieciaka;
  • uważa, że wszyscy jej powinni ustępować i traktować ją jak królową z powodu dziecka;
  • zamordowała, zeżarłaby żywcem każdego, gdyby to nie było przestępstem, za które się do końca życia siedzi, tylko za to, że ktoś śmiał zwrócić jej uwagę, że coś robi nie tak. Nie mówiąc już o tym, gdyby to była osoba bezdzietna;
  • prędzej by zeżarła osobę zwracającą jej uwagę niż poniosła odpowiedzialność i zapłaciła za szkodę wyrządzoną przez jej dzieciaka;
  • wydaje jej się, że szkoła jej wychowa dzieciaka zamiast niej;
A jak poznać przyszłą madkę? Bardzo łatwo. Objawia się to już w czasie ciąży. Przyszła madka uważa ciążę niemal za chorobę i domaga się ustępowania na każdym kroku tylko dlatego, że ma wielki brzuch i jej ciężko. Plułaby się o nieustąpienie miejsca w autobusie nawet gdyby siedzenia zajmowały same starsze babcie z laskami i niepełnosprawne osoby z kulami. Raz czytałam historię pewnej paniusi, która z racji ciąży postanowiła się na gapę przejechać autobusem. Uznała, że skoro jest w ciąży to nie musi mieć biletu, bo nie chciało jej się do automatu przepychać z brzuchem. Kanar oczywiście się trafił i ją przyłapał. Na szczęście jej tłumaczeń nie przyjął i sowity mandacik zapłacić musiała.
Tak się zastanawiam, czy na pewno wymieniłam już wszystkie cechy madek. Jak coś sobie przypomnę, to dopiszę. Tymczasem i tak jest tego na tyle, że na każdy podpunkt można napisać oddzielny felieton. I ja mam taki zamiar. Wiem, że madki mnie znienawidzą, ale cóż, nie oczekuję żadnej sympatii od takich osób, do których też trudno nią pałać. Zresztą one mnie i bez felietonów nienawidzą, bo nie mam dzieci. Jestem tą najbardziej przez nich nienawidzoną osobą. Nie myślcie, że ja nie lubię dzieci. Wręcz przeciwnie i mam alergię na to, że madki je rodzą, a potem krzywdzą. A skąd wiem, że madki mnie nienawidzą? Z ich odpowiedzi na moje komentarze na Facebooku dotyczące artykułów o dzieciach, a zwłaszcza ich krzywdzie wynikającej z głupoty i nieuwagi rodziców. Tak właśnie madki pokazują tylko, jak je prawda w oczy kole. Prawda, że osoba bezdzietna wie więcej i lepiej niż one. A ja jestem im wdzięczna. Za co? A za to, że uczą mnie jaką matką nie być… a raczej madką. Ciąg dalszy nastąpi…